Artykuły

 

Opublikowane przez: Artur Jastrzębski

Wakacje z dziećmi…

Wakacje umożliwiają nam możliwość większego spędzania czasu z dziećmi. To jakby ten moment, na który z utęsknieniem czekamy i nierzadko wiele sobie wobec niego obiecujemy. Warto jednak w tym okresie zrobić sobie krótką pauzę i zapytać się, czy aby na pewno wszystko i wszystkim gra. Pauza, czyli weryfikacja powinna zacząć się od siebie i obejmować jakby widok z góry na założone plany (atrakcje, podróże, prezenty, itp.) i odpowiedzieć m.in. na pytanie, czy w rzeczywistości są one co najmniej tak samo interesujące dla dzieci, jak intratne dla mnie, czy spędzę z pociechami czas, czy będą one w zasadzie tylko mi towarzyszyć. Odpowiedzi mogą być oczywiście różne, jednak w niektórych przypadkach okazać się może, że to co dla nas wspaniałe dla naszej pociechy nie koniecznie, ponadto cała nasza energia, przedsięwzięte zasoby i ciężko odkładane oszczędności mogły zupełnie zaślepić oczy na realne potrzeby dziecka względem wspólnego czasu. Oczywiście są rodzice, którzy doskonale czytają potrzeby dzieci i potrafią je łączyć ze swoimi, jednak są i tacy, którzy rok w rok narażają się m.in. na rzekę pretensji typu: „przecież tyle dla ciebie robię”, „inne dzieci tyle nie mają”, nie zasługujesz na to, a ja i tak ci to daje”, „ja jak byłem dzieckiem, to byłem raz nad morzem”, „w przyszłym roku nigdzie nie pojedziesz” itd. Drugim aspektem wakacyjnych weryfikacji, powinno być, czy na pewno spędzam ze swoim dzieckiem wystarczająco dużo czasu, w kontekście – za mało,odpowiednio, za dużo – wobec wieku i potrzeb dziecka. Spójrzmy na przykład: obóz sportowy, dwa tygodnie u babci, półkolonie i urlop z animacją, stworzyć może pozorną troskę o dziecko, a w rzeczywistości jego w pewnym sensie odrzucenie. Z drugiej strony nieodstępowanie dziecka na krok, czyli towarzyszenie mu w zorganizowanych wycieczkach z rówieśnikami, co tygodniowe odwiedziny na kolonii, wspólne zabawy rano, w południe i wieczorem, nawet jeśli jesteśmy „Super, Cool, Nowocześni” również stanowić może pozorną troskę otaczającą brak zaufania, lęk, czasem wręcz przedmiotowe traktowanie. Ogólnie ujmując okazuje się, że nierzadko podczas urlopów zapominamy o tym, że wskazane jest trzymanie się tzw. środka z dystansem do skrajności, czemu sprzyjają wakacyjne bodźce takie jak: chęć odreagowania od pracy, odświeżenie znajomości, alkohol (czasem inne używki), kolorowe i błyskotliwe miejsca. Jeszcze innym wątkiem podlegającym weryfikacji powinno być przemyślenie, – czy wszystko co dziecko od nas dostaje i samo od nas chce, w rzeczywistości potrzebuje (zabawki, lody, słodycze, sprzęt sportowy, lokalne atrakcje itd.), nieraz pod taką postacią może pojawić się silna potrzeba oddania dziecku, braku naszego czasu w ciągu roku szkolnego, oraz innych naszych trosk, które krzyżują nam codzienne relacje z pociechami. Nie sposób podać wszystkich elementów podlegających letniej weryfikacji, ponieważ każdy dysponuje innymi doświadczeniami w swoim środowisku, dlatego warto poszerzyć podane przykłady o własne odniesienia, a wymienione elementy potraktować, nie jako wyrocznię, a raczej doświadczenie praktyki psychologicznej.

Podsumowując tak samo, jak w życiu codziennym, tak samo podczas wakacji najważniejsza jest regularna uczciwa rozmowa. Czasem wystarczy kilka minut przy śniadaniu, czasem trzeba zainwestować czas i odłożyć swoje plany, aby wysłuchać jak Tomek samodzielnie pokonał trzech starszych w nogę, jaka jest ta Anka spod piątki, o tym, że kiedyś Jacek poleci na marsa, czy o tym, że Karolina ma już okres… Dobrze, żeby był to czas tylko dla was.

Dużo piękniejszy może być zachód słońca nad morzem, gdy towarzyszyć temu będą szczere emocje i zwykła rozmowa, a nie kolejne piwo i dzieci przy automatach z grami.

Kiedy jednak, trudno o takie zindywidualizowane chwile (może się tak przecież zdarzyć z różnych i wielu względów) warto poszukać wspólnych rozmów podczas gotowania, prowadzenia pojazdów, czy drogi do sklepu. Brak czasu na bezpośredni kontakt z dzieckiem, stwarza szanse, na nieutrwalenie pozytywnych i zdrowych relacji, ponadto uniemożliwia dostrzeżenie najważniejszych spostrzeżeń, dotyczących własnego dziecka. Zaplanuj każdego dnia swojego wypoczynku, co najmniej jedno działanie, które pozwoli Ci spędzać czas wyłącznie z dzieckiem, raz 15 minut, kolejnym razem razem 2 godziny, innym razem kilka godzin etc. Gdy poświęcisz niepodzielną uwagę swojemu dziecku, stworzysz w nim poczucie bezpieczeństwa, utwierdzisz w swojej miłości oraz możesz otworzyć drzwi do zaufania i większej otwartości.

Opublikowane przez: Artur Jastrzębski

 

KTO MA WŁADZĘ TWORZY PRAWO…
(Czyli nieco o tych, co decydują o innych w sferze zawodowej)

Każdy od najmłodszych lat spotyka się z asymetryczną relacją według której, jedna osoba sprawuje kontrole nad drugą (mama, dziadek, brat, kolega, nauczyciel itd.). Na podstawie własnych odniesień uczymy się czym jest władza, zdobywamy doświadczenia, przez co wiemy w jakiej sytuacji i w jakim kontekście czemuś, lub komuś się podporządkujemy, a kiedy nie, oraz że sprawowanie władzy oznaczać może tak samo korzyści, profity jak i pokusy, niebezpieczeństwa, oraz odpowiedzialność.

Istotą władzy jest kontrolowanie możliwości tych elementów, które są w zasięgu zainteresowania/obowiązku, bez względu na ich rodzaj. Efekty jej sprawowania mogą obejmować, aprobatę społeczną, uznanie, poczucie kontroli, możliwość podejmowania działań i decyzji, opiekę, wsparcie, zasoby informacyjne, umiejętności, zasoby materialne a nawet seks. Najzwyklej chodzi o to, aby dana rzecz była ceniona, np. dostęp do pitnej wody na pustyni może dać możliwość wpływu na innych, to samo gdzie indziej, już nie koniecznie. Jeśli co najmniej jedna osoba ma większą kontrolę nad zasobami, niż druga, możemy przyjąć, że sprawuje władzę. Władza jest podstawą hierarchii społecznych, w pewnym sensie, czy kontekście, nadaje człowiekowi status. Warto sobie uświadomić (zwłaszcza w sytuacjach codziennych), że żadna osoba nie jest w stanie zdobyć władzy samodzielnie, czyli bez poparcia grupy, a procesy te związane są (choć nie zawsze) z walką i jej narzędziami (przemoc fizyczna, manipulacja itd.). Władza może być nadana lub osiągnięta, jednak bez względu na drogę, najcenniejsza jest ta związana z praworządnością i cieszy się w dzisiejszym społeczeństwie największym uznaniem. Każda inna, choć nierzadko bardziej wpływowa nie posiada tak wysokiego społecznie uznania. Powstało wiele badań poświęconych sprawowaniu władzy, ich wyniki niejednokrotnie posłużyły do konstrukcji kwestionariuszy i testów kompetencji względem różnych kierunków zawodowych, ale też do analiz nad cechami, które towarzyszą osobą zajmującym kierownicze stanowiska.

Spora ilość badań wskazała, że osoby w zasadzie tylko o skłonnościach do dominacji, lub o dominujących rysach twarzy, częściej zajmują wysokie stanowiska, oprócz tego wskazano, że to co społecznie uznane za ładne w aspekcie urody, również może przyczynić się do uzyskania bardziej intratnego stanowiska. Skłonności do dominacji, ale i nie tylko, może towarzyszyć gniew, jak się okazuje jest to narzędzie nader często wykorzystywane w budowaniu pozycji i autorytetu, a nawet uzyskiwaniu lepszych kontraktów, co za tym idzie lepszych pozycji w pracy. Takie zachowania realnie mogą być skuteczne w osiąganiu celów, ale jednocześnie bezrefleksyjnie stosowane mogą mieć druzgocące efekty dla współpracowników, rodziny i na końcu, osoby która gniew przedmiotowo wykorzystuje. Okazuje się też, że osoby na wyższych stanowiskach bardziej skłonne są do powierzchownego myślenia o swoich podwładnych, oczywiście z ujemnym skutkiem dla obu stron. Dziać się tak może dlatego, że indywidualny sposób percepcji w stosunku do każdego pracownika, jest po prostu nie możliwy, (oczywiście należy/można próbować), ale w sytuacji wielu zarządzanych osób, gdzie każdemu towarzyszą osobne doświadczenia, domowe, zawodowe, indywidualne itd. nie ma na to najzwyklej czasu. W sposób naturalny (więc) osoby nadzorujące posługują się stereotypami, aby móc w ogóle działać. Stereotypy w pewnych sytuacjach mogą pomóc w zarządzaniu, ale pod warunkiem jednoczesnego podejmowania refleksji i ewaluacji własnych przekonań, natomiast bezwzględne opieranie się na nich może doprowadzić do sporych trudności i krzywd. Przykładem tego może być np. opieranie sądów na ogólnych regułach, lub co znacznie gorsze na własnych interpretacjach ogólnych reguł – wtedy (taki) szef nie dość, że posługuje się ogólnikami i opiera się w zasadzie tylko o nie, to tak naprawdę tworzy je by dostosować do własnych potrzeb. Wyniki badań ukazują również, że wiele osób mających wpływ na innych, ulega złudzeniu poczucia pełnej kontroli nad otoczeniem. Czyli przekonaniu, że jest się zdolnym do wpływania na każde sytuacje, nawet te które kompletnie nie zleżą od danej osoby. Niestety może stanowić to drogę do wielu absurdów wśród pracowników i obopólnego wypalenia zawodowego. Jeszcze inne badania ukazują, że im więcej władzy ma osoba, tym większe rozhamowanie mu grozi. Skutkiem wówczas jest zachowanie, które polega na tym, że jakby żadne regulacje, przepisy i normy nie obowiązywały. Towarzyszyć temu mogą kłopoty z przyjmowaniem cudzego punktu widzenia, czy przedmiotowe traktowanie innych. W zasadzie tylko do osiągania własnych celów (niekoniecznie zawodowych).

Władza wykorzystywana niemoralnie w sposób szczególny podkreśla asymetrię w życiu społecznym, np. poprzez częstsze wyrażanie swojej opinii (nie zawsze dostosowanej, czy popartej wiedzą), wypowiadanie się poza kolejnością, przy jednoczesnym braku tolerancji na podobne zachowania innych. Dalej mogą pojawić się działania, które polegają na umniejszaniu kompetencji podwładnych, przerysowując jednocześnie własne. Stosowanie zabiegów wzmacniających swój wizerunek np. duży złoty zegarek, olbrzymie biurko i fotel dla siebie, ze znacznie mniejszym dla petentów, wyrafinowana fryzura, specyficzny obraz w tle, charakterystyczny samochód itd. Natomiast w razie tragedii pracownika (choroba współmałżonka, wypadek dziecka itd.) , zawsze znajdzie się coś, co było w doświadczeniu zarządzającego dużo gorsze i trudniejsze, deprecjonując tym samym troski swojego podwładnego. Nieodpowiedzialna, rozhamowana i niemoralna osoba, która sprawuje władzę, niestety finalnie raczej sukcesu nie osiągnie, nawet jeśli jej obraz/portret na tle zakładu pracy nigdy nie zostanie skalany, co często się zdarza poprzez skutki np. stosowanego przez nie mobingu. Fundament takiej osoby nie może być mocny i stabilny, ponieważ energia wkładana w utrzymanie władzy, konszachty, manipulacje jest bardzo wyczerpująca i skutkować może dosłownie wszystkim co dziś znane jest jako choroba cywilizacyjna.

Władza i jej sprawowanie może grozić powyższymi, ale nie musi zawsze tak się prezentować. Wiele zależy od indywidualnych cech, oraz jaka droga towarzyszyła uzyskaniu wysokiej pozycji, ponadto empatia, refleksja, uczciwy, rzetelny rozwój i samodoskonalenie – to tylko niektóre elementy dające szanse na zdrowe relacje. Warto pamiętać, że za trudnościami stać mogę „Ja” jako podwładny i przypisywać szefowi wszystko co złe, aby dać upust swoim negatywnym emocjom. Nie koniecznie drogi zegarek, czy auto oznaczać musi jakieś problemy osobowościowe osoby nadzorującej, mogą one przecież stanowić możliwości zebranych zasobów. Nie zawsze (też) wspomniane powyżej cechy będą wynikać z (jakiegoś) wrodzonego – sadyzmu, ale najzwyklej można je nabyć np. poprzez nadmiar obowiązków, stres, zbyt dużą odpowiedzialność i pokusy bycia ponadprzeciętnym. W relacjach pracownik – szef powinno się zatem próbować rozumieć sytuacje osoby kierującej pracą innych. Ponieważ mogą jawić się tu okoliczności, o których np. z przyczyn administracyjnych nie można publicznie świadczyć, a które wydawać mogą się niezasadne, czy szkodliwe dla podwładnych, lecz z perspektywy mechanizmów wewnętrznych zakładu pracy, mogą być dla pracowników korzystne. Tak samo jak wspominamy dobrych i złych królów, tak samo liczymy się z dobrym i złym szefem. Czasem zaś pryzmat czasu ukazuje, że pewne działania, które jawiły się jako nieodpowiednie, po upływie tygodni, miesięcy i lat spostrzegamy jako pozytywne i na odwrót.

Epilog

Świadomość jednak, że pewne zachowania osoby z wyższym stanowiskiem mogą wynikać z pewnych kształtujących się/rozwojowych cech, może pomóc w przetrwaniu trudniejszych chwil, podjęciu decyzji o doskonaleniu zawodowym, przekwalifikowaniu się, czy zmianie pracy.

Inspiracja:
Psychologia Społeczna, B. Wojciszke, wyd. Scholar
Psychologia Społeczna, E. Aronson i R.M. Akert wyd. Zysk i S-ka

 

 

Opublikowane przez: Artur Jastrzębski

Role w rodzinie (aktualizacja)

Role w rodzinie pełnią funkcję organizacyjną i są bardzo pożyteczne. Stanowią ramę, czy raczej strukturę, na której oparte są właściwości i umiejętności każdego z członków rodziny. To zapewnia rodzinie stabilność, spójność i jednocześnie odrębność. Role w rodzinie tworzą jej system, który w odpowiednich relacjach chroni rodzinę i zapewnia jej niezależność, a jednocześnie jest otwarty na świat zewnętrzny. Jednak mogą one stać się również problemem, nierzadko na całe życie. Szczególne znaczenie nabierają w rodzinach, gdzie stosowane są nadużycia: uzależnienia od alkoholu, narkotyków, leków itp., gdzie jeden z członków rodziny znęca się psychicznie/fizycznie nad innymi, gdzie rodziny są po tzw, przejściach, lub muszą radzić sobie w z różnych powodów formie zdekompletowanej, oraz tam gdzie pojawia się autorytaryzm, manipulacja i panują zbyt sztywne, lub luźne reguły. Role w rodzinie doskonale funkcjonują również tam, gdzie z różnych powodów jest potrzeba rzutowania na środowisko (otoczenie) obrazu szczęśliwej rodziny, jednocześnie zaprzeczając, że coś jest nie tak. Warto zapoznać się z charakterystyką poszczególnych ról, ponieważ realnie mogą kształtować, nasze zachowania, (zarówno w kontekście pozytywnym jak i negatywnym). Opracowane na podstawie wieloletniej praktyki terapeutycznej i naukowej, głównie za sprawą Virginii Satir, Claudii Black i Sharon Wegscheider stanowią dziś fundament i drzwi do zrozumienia wielu zjawisk towarzyszących życiu człowieka.

Bohater.
Bohater w strukturze rodziny występuje zawsze tylko jeden. Najczęściej to osoba, która dostaje dobre oceny w szkole (niekoniecznie najlepsze, ale zawsze wyższe od innych w rodzinie). Czego się nie podejmie, to czyni to tak, aby było skuteczne i zauważone. Jest zorientowany na cel i zdyscyplinowany w tym. Często chwalony, jest powodem do dumy dla rodziny i na tym tle jest też jej etykietą. Rezygnuje z własnych potrzeb na rzecz rodziny. Z zewnątrz, prezentuje się jako osoba najłatwiejsza do zauważenia, na której można polegać w różnych sytuacjach. Wewnętrznie jednak, spoczywa na niej ciężar podejmowania wszelkich działań by rodzina zewnętrznie wyglądała dobrze, przejmując często funkcje rodziców, czy nawet instytucji państwowych, oraz dbania o to, by defekt rodziny nie ujrzał światła dziennego. Bohater uważa również, że jeśli będzie doskonały, to problemy rodzinne odejdą. Mimo, że jest liderem, wciąż opiera się na akceptacji innych dla własnej własnej wartości. Jako osoba dorosła stara się prowadzić życie, które umożliwi mu kontrolowanie innych, zarówno w gospodarstwie domowym, jak i w pracy zawodowej.

Niewidzialne dziecko.
Zwane także dzieckiem we mgle lub dzieckiem zagubionym. Stara się swoją osobą nie zwiększać i nie dodawać problemów w rodzinie. Jest opiekuńcze, współczujące i wrażliwe. Zachowuje się tak, jakby było zbędne i niewidzialne. Robi wszystko by nie sprawiać kłopotów wychowawczych. Wewnętrznie niespokojne, z poczuciem frustracji i żalu, że nikt nie zwraca na nie uwagi. W życiu dorosłym może uważać, że jeśli będzie się troszczyć o swojego partnera, to ten go nigdy nie opuści – zatracając się przy tym w realizacje jego potrzeb, kosztem własnego życia. Często czuje, że nie ma żadnej wartości z wyjątkiem tego, co robi dla innej osoby. Aby być zdrowym, musi znaleźć swoją własną wartość.

Kozioł ofiarny.
Jest członkiem rodziny, który jest obwiniany za wszystkie niepowodzenia i kłopoty w rodzinie. W szkole nawet jeśli dostaje tylko nieco słabsze stopnie, to jest postrzegany jako najgorszy, najsłabszy itp. W efekcie może to obniżyć u niego zupełnie motywacje do nauki i pogorszyć realnie edukacje, dalej szanse na lepsze życie. Wprost proporcjonalnie do uwag rodziny może reprezentować zachowania negatywne, takie jak kontrowersyjny ubiór/fryzura, bójki w szkole, wagary, prowokacje, drobne przestępstwa. W ten sposób próbując zdobyć spojrzenie rodziny. Oczekiwania wobec kozła ofiarnego są nikłe, jest tylko celowym powodem by odwrócić uwagę od realnych dysfunkcji rodziny. Często też służy jako osoba do wyładowywania negatywnych emocji, bywa, że jest bite i poniżane zarówno przez rodziców, jak i rodzeństwo. Jego trudności mogą prowadzić do uzależnień, co najczęściej staje się większą pożywką dla rodziny w kształtowaniu jego negatywnego obrazu. Wewnętrznie czuje nadmiar lęku, złości i osamotnienia. W życiu dorosłym wybiera zawody pasujące do jego uzdolnień i predyspozycji, jakby tym samym przeciwstawiając się potrzebom i normom stawianym przez rodzinę. Jej relacje ze znajomymi i partnerami często są nie akceptowane i spotykają się z dezaprobatą.

Maskotka.
Jest to rodzinny błazen lub Clown. Swoją rolą często wybiega poza obszar swojego domu. Ma wręcz narzuconą zdolność do łagodzenia stresu i bólu innym, do tego stopnia, że może nawet pod fasadą humoru nie widzieć, własnych potrzeb. Występuje na rodzinnych uroczystościach, wszyscy mogą się takim dzieckiem pobawić, wycałować, przytulić. Bez względu na porę potrafi być śmieszne, np. złagodzić gniew i agresję ojca, czy rozproszyć smutek i melancholię mamy. W razie potrzeby jest zabierane do urzędów i instytucji, żeby sprawniej załatwić sprawę, lub jako osoba towarzysząca podczas codziennych zakupów, czy rodzinnych spotkań. Często przez rodzinę jest niepoważnie i groteskowo traktowane nawet w życiu dorosłym. Bardzo trudno jest takiej osobie zerwać z obrazem wiecznego, zabawnego dziecka, co może skutkować dozgonnym trwaniem w swej roli. Wewnętrznie, może być ciągle czujne i gotowe do zabawiania w każdej sytuacji, przy tym zlęknione z wdrukowanym poczuciem, że jeśli nie zadowoli innych to nie ma żadnej wartości.
Powyższa charakterystyka nie jest sztywnym przedmiotem diagnostycznym, jednak wiele osób potrafi się się w tym odnaleźć. Nie rzadko uzmysławia sobie ewentualne przyczyny własnych problemów, lub zachowań. Bywa i tak, że jedna osoba dźwiga nie jedną rolę, ale nawet dwie i więcej, co równoznacznie może stanowić dla niej życiowe kłopoty, jak ich brak, w zależności od indywidualnych cech, oraz środowiska w jakim funkcjonuje.

Inspiracja i źródło / Story Source:
http://www.psychology.com/articles
Rodzina. Tu powstaje człowiek. Virginia Satir, Tłumaczenie: Małgorzata Trzebiatowska, Łucja Ochmańska Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, 2000

Opublikowane przez: Artur Jastrzębski

Gdy dziecko nie chce chodzić do szkoły…

Już w latach czterdziestych, poprzedniego wieku zauważono, że wśród dzieci, pojawiają się te które jakby z nieracjonalnych powodów, nie chcą chodzić do szkoły. Kilkanaście lat później Estes i współpracownicy stwierdzili, że skutkiem takich zachowań nie jest lęk przed szkołą, tylko lęk przed opuszczeniem matki.

Odmowa chodzenia do placówek pedagogiczno-wychowawczych może nastąpić w trzech etapach: 5-7 lat, między 10-11 lat, oraz 13-15 lat (King i Bernstein 2008). Choć każdy z tych etapów może się nieco przesunąć do przodu lub do tyłu. Badania kliniczne określają takie zachowania jako postępujące zaburzenie rozwoju, które charakteryzuje się zwłaszcza u młodszych dzieci gwałtownym początkiem, oraz tym, że pojawia się zazwyczaj na początku roku szkolnego, choć bywają przypadki opóźnione nawet o klika miesięcy. Dlaczego jest to postępujące zaburzenie rozwoju? Ponieważ, lekceważone lub w porę nie rozpoznane, może doprowadzić do przedłużającej się absencji dziecka w szkole, przez co lęk przed opuszczeniem matki może się wzmocnić, dodatkowo pojawić się może lęk przed powrotem do środowiska źle kojarzonego, dalej pojawić się mogą zbyt duże braki w opanowaniu dla grupy materiału nauczania, oraz braki w rozwoju kulturalno-środowiskowym. Wszystko razem stworzyć może pewien koktajl, który w skrajnych przypadkach może stać się bardzo trudny do odwrócenia.

Przyczyn lęku przed opuszczeniem matki, (ale i nie tylko, dotyczyć to może również ojca, lub innego opiekuna) upatrywać można w wielu czynnikach. Do najbardziej znanych należą przerwa spowodowana chorobą, przeprowadzka, zmiana szkoły, utrata przyjaciela, natarczywe upominanie przez opiekuna lub nauczyciela, widoczne choroby lub niepełnosprawność, konflikty z rówieśnikami, czy zanieczyszczanie się. Nie można przy tym pominąć faktu, iż powodem może również być możliwość przemocy, lub innych zagrożeń przed którymi dziecko próbuje uciec. Na uwagę zasługują szczególnie te zachowania, które objawiają się np. rano w chwili wychodzenia, (czy to, do przedszkola, czy szkoły), jako nadmierne pobudzenie, odwracanie uwagi od przygotowań do wyjścia, powtarzające się i przeciągające pobyty w toalecie, celowe niezdarne ubieranie się, bierny opór, histeryczne krzyki, ataki paniki, nawet agresja dziecka wobec opiekuna lub innych przedmiotów. Tego typu zachowania mogą również doprowadzić do ucieczek dziecka od rodzica, do zamykania się w pokoju, lub wciskanie się np. pod łóżko. Charakterystyczną cechą jest również to, że w przypadku innych sytuacji dziecko w normie dla swojego wieku przyjmuje argumenty, natomiast kiedy pojawia się wątek szkoły, jakby żadna treść nie jest w stanie odwrócić niepożądanego zachowania, natomiast gdy zostaje doprowadzone wbrew woli, finalnie może sprawiać wrażenie spokojnego i pogodzonego z sytuacją, po to by przy nadarzającej się okazji wyjść z sali i nie wrócić, dalej błąkać się. Pojawić mogą się również skargi somatyczne, (bóle głowy, brzucha, wymioty) jest to szczególne dla dzieci najmłodszych oraz niepełnosprawnych. Innym ważnym elementem zaburzeń związanych z lękiem przed opuszczeniem rodzica, może być zachowanie dziecka w sytuacji gdzie nie jest bezpośrednio konfrontowane z placówką szkolno-wychowawczą. Zauważyć wówczas możemy, że w każdym innym aspekcie zachowuje się ono w pełni jak inne dzieci, nawet mogą pojawić się sytuacje gdzie dziecko próbuje wynagrodzić opiekunowi swoje negatywne zachowanie, chętnie współpracuje, pomaga w sytuacjach które nie są mu przypisane (np. pomaga nieść torbę z zakupami), a na wspomnienie, czy to o przedszkolu, czy szkole, np. odpowiada że pójdzie później. W takich momentach pojawić się może u dziecka racjonalizacja swojego postępowania (tu trzeba być szczególnie ostrożnym, ponieważ nie zawsze ma ona uzasadnienie w rzeczywistości, jednak czasem może być źródłem wszystkich niepożądanych zachowań) która polega na poszukiwaniu m.in. następujących przyczyn: koledzy się ze mnie śmieją, nauczyciel mnie nie lubi, nie ma przyjaciół itd.

Naprawdę powód do troski mają tylko ci rodzice, którzy spotykają się z opisanymi przypadkami, lub podobnymi dłużej niż klika tygodni. W sytuacji gdzie dziecko jest niechętne, ale niechęć topnieje nie powinno być powodów do zmartwień, (jest to normalne) natomiast tam gdzie jest to progresywne, wzmaga się frustracja w całym środowisku (rodzice, dzieci, nauczyciele, opiekunowie) należy to jak najprędzej skonsultować ze specjalistą. Zachowanie związane z lękiem przed opuszczeniem opiekuna nie musi wywodzić się z jednego źródła, może być to zestaw bodźców pochodzących zarówno z ośrodka w którym dziecko spędza czas, domu rodzinnego, oraz uwarunkowań indywidualnych dziecka, jego wrażliwość, historii doświadczeń, czy chorób. Warto jest też podjąć refleksję i gotowość, że aby pomóc dziecku, będę musiał ja jako rodzic, pewne rzeczy dostrzec w sobie, pewne rzeczy przewartościować. Czasami może to być tylko zmiana pewnych przyzwyczajeń, schematów, czasem dłuższa i cięższa praca, co równocześnie nie musi oznaczać, że ze mną, moją rodziną i dzieckiem jest coś nie tak. Przecież wszyscy wiemy jak dzisiejszy świat potrafi się komplikować, potrafimy codziennie przechodzić obok czegoś, czego nie jesteśmy w stanie zauważyć, nawet jak się oto potkniemy. Dodatkowo dziś wiele rzeczy jest ze sobą powiązanych i od siebie zależnych, praca, dom, szkoła dzieci, dziadkowie, kredyty, bezpieczeństwo, choroby itd. Dlatego kiedy na przykład negatywne zachowanie dziecka wobec wyjścia do przedszkola/szkoły przedłuża się, warto podjąć współpracę z psychologiem, aby nie dopuścić do sytuacji w której pomoc może okazać się zbyt trudna. Tego typu przypadki, oraz sposoby terapii badane są od niemal stu lat, przy uwzględnieniu uwarunkowań indywidualnych człowieka, środowiskowych, diet i sposobu odżywiania, medycyny i kultury. Udając się do specjalisty psychologa możemy dać sobie szanse na pomoc opartą na fundamentach naukowych, nie zaś na opiniach typu: „wydaje mi się że…”, „wiem od wielu lat…”, „czuje że…”, „mam wibracje…” itd.

Opublikowane przez: Artur Jastrzębski

 

Co z tą alergią?…

Okazuje się, że alergia oraz jej leczenie może być powodem zmian emocjonalnych. Jeśli ktoś z twoich z bliskich zmaga się z alergią, czy to pokarmową, pyłkową, czy może alergicznie reaguje na niezbędne leki, musisz wiedzieć że alergia może mieć wpływ na afekt, oraz na regulacje hormonalną, która to w efekcie zmienić może nastrój i dotychczasowe zachowanie. Nieustanny katar i łzawienie oczu, uniemożliwić może codzienne funkcjonowanie w pracy/szkole itd. to zaś prowadzić może do narastającego poczucia stresu w efekcie poddenerwowania i rozdrażnienia, zwłaszcza kiedy zbliżają się ważne terminy, (szkolny sprawdzian, czy raport w pracy), w efekcie przedłużenia się tego procesu mogą nastąpić bardziej trwałe zmiany, które wymagać mogą nie tylko leczenia medycznego, ale i psychoterapii. Warto jest pamiętać, że zachowanie człowieka może być warunkowane, przez różne bodźce i czasami, możemy mieć do kogoś żal, za jego zachowanie, albo być nim rozczarowani, kierując wobec niego negatywne uczucia, czasem zachowania, podczas gdy ta reaguje tak, ponieważ jest w trakcie reakcji alergicznej. Należy szczególnie zwrócić uwagę, na swoje dziecko, partnera, czy kolegę z pracy w momencie zmagania się z alergią i jakby przez nawias oceniać nietypowe dla niego zachowania, dlatego, że nie do końca może być w stanie w pełni kontrolować siebie, choć formalnie może nie mieć objawów typowej choroby (kaszel, gorączka itp.). W sytuacji gdy bodźce potęgujące negatywne skutki alergii są nie wielkie, taka osoba może wydawać się jak zdrowa, ale gdy tylko przybędzie ich na ilości, zmiany mogą być diametralne. Ponadto nie każda alergia jest bezpośrednio widoczna, swąd skóry, nie musi od razu objawiać się zaczerwienieniem, czy pęcherzami, nierzadko widoczne dla oka efekty mogą pojawić się po kilku dniach trwania reakcji alergicznej. Z drugiej strony widoczne objawy alergii, na przykład zmiana koloru skóry, nadmierna jej suchość, albo ślady po drapaniu się wynikającym ze swądu, mogą być długo leczone do jej normalnego stanu i sprawiać kłopoty natury, lęku przed kontaktem społecznym, nadmiernej i nie typowej dla osoby introwersji, czy depresji. Nie lekceważmy objawów alergii i zapoznajmy z negatywnymi jej skutkami naszych bliskich, w przypadku dzieci ich rówieśników, opiekunów i nauczycieli w szkole, w przypadku osób dorosłych w życiu zawodowym współpracowników, a życiu rodzinnym współdomowników. W przeciwnym razie narazić się możemy na błędną interpretacje zachowań, czego skutkiem mogą być poważne kłopoty życiowe.
Nowe badania pokazują, że nawet niewielki stres i lęk mogą znacznie pogorszyć reakcję alergiczną. Co więcej, utrzymujący się przypływ stresu i niepokoju spowodować może, że drugi dzień ataku alergicznego osoby zestresowanej będzie znacznie gorszy. W raporcie zaprezentowanym na corocznym spotkaniu Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego w Bostonie, naukowcy z Ohio State University przedstawili eksperymenty ukazujące wpływ stresu psychicznego na objawy alergii. Poddali oni badaniom osoby z historią kataru siennego i sezonowych alergii, mierząc objawy skórne aplikowanych im próbek substancji wywołujących alergię w stosunku do towarzyszących im sytuacji stresowych. Osoby które w trakcie eksperymentu były bardzo niespokojne, miały dwa razy większe objawy skórnej alergii w porównaniu do ich reakcji, gdy nie byli zestresowani. Co więcej, ci sami ludzie cztery razy częściej mieli silniejszą reakcję na test skórny jeden dzień później po stresie. Według Jan Kiecolt-Glaser (profesor psychologii i psychiatrii w Ohio State) ludzie narażeni na alergię powinni zwracać szczególną uwagę na sytuacje potęgujące stres, gdyż może on wzmocnić objawy chorobowe, oraz utrudnić leczenie tradycyjnymi lekami. „Alergie nie są drobnymi problemami” – wyjaśniała. Wyniki tego badania powinny ostrzegać zarówno lekarzy, jak i pacjentów, o niekorzystnym wpływie stresu na reakcje alergiczne, które pozornie mogą ustępować po kilku minutach od rozpoczęcia, po to żeby wrócić ponownie kiedy najmniej się tego spodziewamy. Sytuacja może się znacznie skomplikować, gdy alergia powoduje stres, a stres potęguje alergie. Dlatego warto przy regularnych objawach alergicznych zasięgnąć oprócz poradnictwa medycznego, psychologiczne.

Źródło/Inspiracja:
https://www.news-medical.net
http://www.osu.edu/
https://www.brookhavenretreat.com/…/3058-allergies-affect-m…
https://www.integrativepsychiatry.net/is_there_a_connection…

Opublikowane przez: Wojtek Kołodziej

Jak powstaje niska samoocena

Aspekt samooceny może być różnie rozumiany i badany z różnych perspektyw, mówiąc bardziej naukowo w różnych paradygmatach. Oczywiście, to z jak wielką skalą zjawiska będziemy mieć do czynienia – przede wszystkim – zależy od tego, jak zdefiniujemy samoocenę jako taką. Na potrzeby naszych ogólnych rozważań możemy przyjąć, że niska samoocena powstaje w efekcie negatywnych komunikatów kierowanych do dziecka, a to z kolei utwierdza owe dziecko w przekonaniu o zagrażającej, niesprzyjającej rzeczywistości. Dr STEPHEN BRIERS w książce pt: POKONA] DEPRESJĘ, STRES I LĘK, która w oględny sposób ukazuje podejście poznawczo-behawioralne do zaburzeń lękowych (w tym depresji) m.in. wymienia kilka powodów powstawania niskiej samooceny. I są to:

1) Zaniedbanie. Bliskość i odpowiadanie na potrzeby dziecka kształtuje wieź z opiekunem. Dziecko zaniedbywane kształtuje nieświadomie opinie o sobie jako istoty gorszej, nie zasługującej na uwagę, bo przecież tylko na istoty wartościowe zwraca się uwagę. Twierdzi się nawet, że zaniedbywane dziecko czuje się odpowiedzialne za taką postawę dorosłego i dlatego, to siebie obwinia a nie innych. Przekonanie jakie wówczas się kształtuje może brzmieć: „Nie zasługuję na to, by się mną zajmować”.

2) Trauma i nadużycia. Doświadczenia traumatyczne powodują bezradność, bezsilność wobec tego, co nas spotyka. Dziecko przytłoczone takimi zdarzeniami nie jest w stanie nabrać dystansu, zracjonalizować traumę czy dostrzec pozostałe zasoby. Przekonanie może brzmieć: „Zasługuję na to, by przydarzały mi się złe rzeczy”.

3) Niemożność sprostania standardom. Czasem rodzice z różnych względów stawiają swoim dzieciom wymagania bardzo trudne do spełnienia, oczekują nieustannych postępów i braku porażek. Może powstać wówczas przeświadczenie w dziecku, o zależności między sukcesami w zachowaniu lub w wyznawanych wartościach z poczuciem, tego, że jest się ważnym dla rodzica. Przekonanie: „Jeśli nie zrobię tego, czego inni oczekują, to jestem bezwartościowy”.

4) Ciągła krytyka. Nieustanna krtyka obniża samoocenę niż cokolwiek innego. Czasem rodzice mają tzw. wojskowe metody wychowania dziecka, w myśl których dziecko buduje swoją osobowość w trudnych, niesprzyjających oczekiwaniom, niewygodnych warunkach, gdzie nie ma miejsca na żadne pochwały.
I jeśli w dzieciństwie osoba nie będzie rozpieszczana, to z łatwością poradzi sobie w dorosłości. Krytyka bardzo mocno oddziałuje na młodą osobę, ponieważ może zinternalizować przekonania i krytykę innych, tworząc z niej postawę życiową: słyszę o sobie tylko źle a więc jestem nieudacznikiem. Natomiast, by zbudować własną wartość młoda osoba musi doświadczyć swoich zalet, być w sytuacji, w której ktoś bezinteresownie ją pochwalił, „przyłapie” jak coś dobrze wykonuje lub się zachowuje. Życie to nie wojsko bo otaczający świat nie jest wrogiem!
Wymienione powyżej powody, które mogą tworzyć niską samoocenę determinują rozwój osobowości z tendencjami do nieprzystosowania społecznego lub zaburzeń. Oczywiście nad niskim mniemaniem o sobie można i trzeba pracować, w innym wypadku osoba funkcjonuje jakby żyła na „zaciągniętym ręcznym hamulcu”. W tego typu przypadkach dobrze jest skontaktować się z psychologiem lub psychoterapeutą.

Wymienione powyżej aspekty należy zauważać i reagować na ich występowanie ale również nie należy przeceniać roli niskiej samooceny ponieważ szacuje się, że ok. 70-80% społeczeństwa deklaruje przynajmniej średnie poczucie samooceny. Trzeba odróżnić niezadowolenie ludzi ze swoich poszczególnych cech od kompleksowej negacji własnej osoby, czy poczucia obrzydzenia do samego siebie. Bo przecież, prawie każdy z Nas z łatwością identyfikuje cechy z których jest niezadowolony i nawet niektórzy mogą wiązać je z niekoniecznie wymarzonym dzieciństwem, to jednak większość z Nas funkcjonuje sprawnie.

Gwoli ścisłości, warto pracować nad niepożądanymi cechami nabytymi w przeszłości, by jeszcze lepiej funkcjonować natomiast nie nadużywać znaczenia niskiej samooceny.

[WK]

Inspiracja:
Briers, S., (2011): Pokonaj depresje, stres i lęk. Czyli terapia poznawczo-behawioralna w praktyce. Wyd.Edgard

Opublikowane przez: Artur Jastrzębski
Nie normalne dzieci…

Nie jest niczym nadzwyczajnym, że w naszym otoczeniu panują normy, jedne są bardziej elastyczne, inne zaś sztywne, czy to w szkole, czy na placu zabaw, każdy kto ich nie przestrzega, naraża się co najmniej na kłopoty. To ostracyzm, to znów deprecjacja, lub w najgorszym przypadku agresja. Normy nadają kształt stabilności i poczuciu bezpieczeństwa, ale równie mogą być ich przeciwieństwem. Pierwszymi środowiskami instytucjonalnie ustrukturyzowanymi, w których dosadnie można spotkać się z opinią odnoszącą się do jakiejś przyjętej normy w stosunku do młodego człowieka są szpitale, dalej przedszkola i szkoły. W środowisku szkolnym normę wskazuje się m.in. za pomocą ocen. Stosowane są codziennie, co lekcje, co przerwę, podczas obiadu i odpoczynku. Nie stanowią tylko punktacji osiągnięć ucznia w dzienniku nauczyciela, ale również każdy gest, wyraz twarzy, ton głosu, ilość poświęconego indywidualnie czasu, oraz proksemikę w relacji nauczyciel – uczeń. Dzieci zatem, są nieustannie oceniane, z jednej strony, żeby zapewnić im bezpieczeństwo i podstawy rzetelnego przekazywania wiedzy, z drugiej strony, aby konstrukcja jaką jest instytucja szkoły się nie rozpadła. (Warto pamiętać, że oceny to również spojrzenie, wskazanie palcem, ale i odległość z jakąś ktoś się zwraca do swojego adresata). W tej kwestii nie ma specjalnie nic, co mogło by budzić większy niepokój, tak po prostu jest, ale co z tymi dziećmi i takimi ich cechami, które powyższe wartości nie obejmują? Co z dzieckiem, które posiada cechy nadające mu pewien styl, czy nawet jakość rozwoju, która odbiega od przyjętych norm? Z moich obserwacji (tylko) wynika, że jeśli dziecko nie sprawia większych sobie, innym oraz opiekunom problemów, zostawiane jest (jakby) samo sobie. Jakby, ponieważ wszelkie nie akceptowalne zachowania, są i tak nieustannie korygowane przez opiekuna/wychowawcę/nauczyciela, które to sprawiają mu kłopot w działaniach wychowawczo-edukacyjnych, oraz mogą również sprawiać kłopot według jego oceny innym. I owszem może mieć to „pozytywny” skutek, dziecko może przyswoić sobie mozolnie prezentowane elementy wychowania/edukacji i nie sprawiać trudności, ale może również warunkować w sobie traumę, wyuczoną bezradność (M.Seligman, 1975), depresje, a nawet zaburzenia psychiczne. Jeszcze w latach osiemdziesiątych powszechnym w szkołach było przekładanie uczniom łyżki/pióra z lewej do prawej ręki, łącznie z fizyczną karą, dziś na szczęście tego w takiej formie nie ma, ale pewne cechy pozostały. Rodzaj lateralizacji nie stanowi dziś wyznacznika wyżej przytoczonej normy, ale indywidualność już może. W przeludnionej klasie (już powyżej 15 osób), trudno o dydaktykę i bezpieczeństwo, oraz jednocześnie szacunek do indywidualnych zachowań uczniów, ponadto „patos” niektórych nauczycieli, czyli „Ja wiem lepiej i tu rządzę”, również może dyskredytować wszelkie nietuzinkowe zachowania i być powodem dodatkowych trudności dziecka wymykającego się normom. I tak wszystko, co nie sprzyja bezpieczeństwu dydaktyczno-wychowawczemu danego pedagoga, ale i opiekuna, może być sygnalizowane jako odchylenie od normy. Odchylenie, które dopasowane po najprostszej linii do najbardziej wyrazistych cech jakiegoś przypadku, mnoży tym samym stereotypowe diagnozy i ich sugestie, gdzie przybywa autystów, aspergerów, dyslektyków, czy adhd-owców. Nie rzadko z etykietą na długie lata. Jednocześnie zmieniając obraz kliniczny i społeczny tych, których sklasyfikowane przypadki zaburzeń rozwoju rzeczywiście dotyczą. Wbrew pozorom w szkole nie nie jest najgorzej, właśnie dzięki schematom i obowiązującym normą, ponieważ jej punkt odniesienia jest powszechnie dostępny i znany (ustawa o systemie oświaty, szkolny statut, przepisy bhp itd.) zatem łatwiej jest się z nią skonfrontować i spróbować mierzyć, czego efektem może być zmiana w regulacji jakiegoś kodeksu. Znacznie gorzej może być w środowisku lokalnym. Tu ile osób, tyle norm i ocen, nie sposób zatrzymywać się przy każdym i polemizować na temat który, może być dla każdego inny, a warto wziąć pod uwagę, że jest to dogodne miejsce dla powstania nie przemijającej presji i stresu zarówno dla rodzica jak i dziecka.

Jeśli podopieczny sprawia kłopoty sobie i innym, w tym samym aspekcie nie spełniania norm, ale do tego stopnia, że skupia na sobie większą część uwagi, może sytuacja bardziej się skomplikować. Tu wręcz może pojawić się możliwość powstania pewnej „misji” u opiekuna, wychowawcy, a nawet psychologa (choć to skrajnie nie etyczne i nie kompetentne) dopasowywania danej np. jednostki chorobowej do konkretnego zachowania. Warto jest tu podkreślić, że sugestia, a nawet ich mnóstwo, nie przesądzają o tym czy coś ujętego definicją istnieje, jeśli nie jest poparte naukowym badaniem, (dalej) często nie jednym tylko wieloma i na przestrzeni czasu. Po drugie jeśli coś nie spełnia kryteriów, to tym nie jest, nawet jeśli jest do tego bardzo podobne (z wyjątkiem rzeczy atypowych), dlatego warto o te kryteria najzwyklej pytać specjalistę.

Rodzice dzieci wymykających się normom, wydają się być skazani na większą uważność i czujność, ale też cierpliwość i rozwagę. Czasem coś co jest „nie normalne” może okazać się talentem, czasem dysfunkcją rozwoju, lub nawet chorobą. Łatwo również tu o mechanizmy wyparcia, ponieważ pragnienie, by dziecko było zdrowe, może przysłaniać jego aktualny stan i przysparzać mu więcej trudności, kosztem ślepej percepcji rodzica. Czasem zaś, inność i jej podlewanie może utorować drogę do sukcesu dziecka. Faktem jest, że w dzisiejszym świecie normy to pewien algorytm, jedne podporządkowane są drugim i tak dalej, dlatego każdy kto je nagina, lub omija zwraca uwagę ogółu. Koszty wymykania się normom, mogą być potężne, wiele zależeć tu może od środowiska, czy będzie je tolerowało, wzmacniało i akceptowało, czy odwrotnie, dlatego osoby w tym uczestniczące mogą czuć zarówno, że płyną z wiatrem jak i pod wiatr. Rodzic jak i dziecko w takiej sytuacji, bez względu na końcowy wynik, mogą przejść dużo trudniejszą drogę rozwoju, niż ich odpowiednicy nie wymykający się normom. Warto jest tu mieć zatem w świadomości to, że jeśli ten problem mnie dotyczy, znaczy, że mogą mnie spotykać sytuacje o których inni nie będą mieć pojęcia i dla których zrozumienie mojej sytuacji może być nie osiągalne, bez względu na ich statut zawodowy. Warto wówczas pamiętać o pomocy psychologicznej….

Opublikowane przez: Artur Jastrzębski 

 

Z miłością…

Istnieje wiele rodzajów miłości, większość ludzi widzi ją w romantycznym związku. Dla niektórych, romantyczne relacje są najbardziej znaczącym elementem w ich życiu i stanowią źródło głębokiego spełnienia. Wiele dowodów wskazuje, że zdolność do tworzenia trwałych relacji zaczyna się w dzieciństwie. Kiedy ludzie zakochują się, często wychodzą poza obszar swojego normalnego zachowania i działania. Reprezentuje się to w zmianach upodobań muzycznych, estetycznych, sportowych czy kulinarnych, tych które są bliskie osobie adorowanej. Pojawia się stan pobudzenia, euforii, podniecenia, ale i poddenerwowania, więc normalnym jest uczucie niespokoju, spięcia, czy nawet roztrzęsienia, jest to po prostu reakcja na szczepie powtarzających się spotkań z kimś, co do którego czujemy, że jest to osoba idealna na partnera. Badania przedstawiają, że osoba która często się zakochuje ma mniejsze szanse na powodzenie w trwałym związku, a większe w rozczarowaniu co do miłości. Wskazują przez to, że u takiej osoby dochodzi do mylnej interpretacji pociągu seksualnego i nadawanie jej znamion miłości. Aby ułatwić sobie, (czasami arcytrudną decyzje), czy już się kocha, czy jeszcze nie, warto jest zwrócić uwagę na kilka elementów cechujących udane związki. Trzeba przy tym pamiętać, że nie są one decydującymi czynnikami, a jedynie częścią uczucia, które ludzie nazywają miłością.

Wzajemny szacunek.
Nie oznacza, że zgadzasz się ze wszystkim, co twój partner mówi i robi, ale bez przykrości, czy zagniewania akceptujesz jego odmienne zdanie. Szacunek to również nie jest złoty środek jako ustępstwa partnerskie, czyli (skoro ja się zgodziłam na twój motor, to ty musisz się zgodzić na nowe meble). O ustępstwach w relacjach będzie innym razem, ale można tu śmiało powiedzieć, że powinny mieć one raczej charakter altruistyczny, a nie przetragowy. Szacunek to również akceptacja/tolerancja potrzeb, marzeń i upodobań, oraz troska, uczciwość i prawda w komunikacji. Bez szacunku trudno o zdrowe relacje.

Argumenty i sprawiedliwość, czyli wojna.
Terapeuci par, często powtarzają, że nie ma zdrowych par bez kłótni. Można by rzec, albo szuka się sprawiedliwości, albo jest się w związku małżeńskim. Dla dojrzałego człowieka normalnym powinno być (choć nie zawsze, – są przypadki związane choćby z chorobami), że trudno jest o sprawiedliwość, czy to w pracy zawodowej, czy w relacjach koleżeńskich, zawsze jest tak, że ktoś ma czegoś więcej, a ktoś mniej, mimo iż obydwoje wkładają tyle samo wysiłku. Podobnie jest też w partnerstwie, „równy” podział będzie i tak subiektywny względem osoby go wprowadzającej, ponieważ druga musi go zaakceptować. „Równość” można (trzeba) próbować wprowadzać, ale zawsze z tolerancją, że może być różnie. Spójrzmy – jak zważyć czy sprzątanie toalety, jest takim samym trudem jak mycie okien? – to są dwa różne działania i będą również różnie odbierane przez poszczególne osoby. W sporach i kłótniach partnerskich tak naprawdę istotna jest refleksja, czy to w trakcie kłótni, czy kiedy się skończy i to, co się z nią dalej zrobi. Można się upierać przy swoim, nawet jeśli argumenty partnera są po prostu bardziej logiczne i pragmatyczne, ale to nie jest droga do miłości. To samo dotyczy zawiści, manipulacji, oraz innych powszechnie znanych negatywnych zachowań, które w sposób jawny lub ukryty, są częścią wielu nieszczęśliwych związków.

Seks, czyli pokaż mi że mnie kochasz, lub przytulę się dopiero, jak zrobisz to, o co cię proszę.
Seks nie jest najważniejszym elementem udanego związku, ale bez niego jest on właściwie nie możliwy. Tu szczególnie ważna jest komunikacja: jak często chcemy, lubimy kochać się intymnie, gdzie możemy to robić, jak możemy to robić itd. szanując się wzajemnie. Intymne zachowania, lub ich brak, nie powinny być karą, ani nagrodą. A jeśli ty, lub twój partner nie jesteście zadowoleni ze swojego życia uwzględniając aspekt seksualny, powinniście mówić o tym otwarcie i bez krytyki.

Równość zasobów finansowych.
W miarę trwania związku, zaczynamy go krok po kroku sankcjonować instytucjonalnie, wtedy też planuje się wspólną przyszłość i związane z nią wydatki. Nawet jeśli jedno z was zarabia więcej od drugiego, obaj powinniście mieć równe prawa w kwestii, gdzie trafiają wasze pieniądze. Jeśli tak nie jest, to spełniacie jeden z elementów przemocy domowej/partnerskiej. Nie powinno być żadnych „ukrytych kont”, lokat bankowych i ubezpieczeń. Można natomiast podzielić się wydatkami i opłacać odrębne rachunki, jeśli to nie jest dla któregoś z partnerów zbyt skomplikowane lub frustrujące. Nie oznacza to przytym, że związek, musi mieć wspólne konto w banku, czasami wręcz przeciwnie, nawet kilka kont jeśli jest taka potrzeba, (no bo jak inaczej zrobić ukochanej niespodziankę i kupić bukiet kwiatów). Ważnym jest, aby finalnie wydatki pozostawały w świadomości i kontroli drugiej osoby. Na pewno pomogą w tym wspólne cele i wartości.

Wartości i przekonania.
Wartości i przekonania różnią się dla każdego, nawet jeśli dotyczą one jednej idei, religii, zainteresowań, czy przekonań politycznych. Nie jedno małżeństwo rozpadło się z powodu wyżej wymienionych różnic, mimo iż należeli do jednej partii, mieli podobne upodobania artystyczne, wyznawali tą samą wiarę. Istnieją przecież doskonale funkcjonujące pary składające się z osób różnych wyznań, kręgów kulturowych itp. – liczy się to, że na fundamencie szacunku i refleksji podzielają wspólne cele i wartości, oraz nie wykażą zbytniej sztywności w stosunku do siebie. Wspólne cele obejmują również wartości niematerialne i prawne, takie jak podnoszenie poczucia szczęścia, oraz materialne, takie jak wspólny dom. Można (powinno się) pracować nad tymi celami razem, w ciągu dni, tygodni, lat i całego życia, w zależności od poczucia ich realizacji. Wspólna praca wzmacnia więź.

Epilog
Parafrazując Joanne Woodward – seksapil i uroda po pewnym czasie znika, ale żeby być żoną lub mężem drugiego człowieka trzeba umieć śmiać się każdego dnia. Warto jest w codzienności nawet tej trudnej poszukać czegoś, co sprawi twojemu partnerowi uśmiech. Trzeba pamiętać też (bez względu na wiek) o zabawie, byle nie była regularna i ciągle taka sama. Na koniec niespodzianka… o miłości napisano wiele artykułów, nawet poczyniano badania, ale najlepiej odwołać się do klasyki i miejsca gdzie poświęcono jej nawięcej uwagi, czyli poezji. 🙂

Adam Ziemianin
„Z miłością”

Miłości się uczę,
jak pierwszych kroków.
bo ona jest wieczna,
i niesie nam spokój.

Z miłością się budzę,
zawsze w stronę światła.
a ona wciąż cierpliwa,
choć nigdy nie jest łatwa.

Z miłością się zmawiam,
nie ja pierwszy.
bo miłość choć krucha,
jednak zwycięży.

Z miłością się zmawiam,
jak pszczoła z miodem.
i niosę bukiet wierszy,
ja mały śmieszny człowiek.

Z miłością się zmawiam,
przeciw śmierci.
na ten czas życia,
czas kaleki.

Krwią z serdecznego palca,
list piszę przeciw śmierci.
i zawieram życiowy mój,
pakt o nieagresji.

Z miłością się zmawiam,
na złe i dobre.
i choć wkoło śmierć,
inaczej nie mogłem.

Z miłością się zmawiam,
wciąż przeciw śmierci.
ja mały śmieszny człowiek,
z bukietem polnych wierszy.

Inspiracja:
1. Aron, A., Paris, M., & Aron, E. N. (1995). Falling in love: Prospective studies of self-concept change. Journal of Personality and Social Psychology, 69(6), 110-1112.
2. Cruces, J. M. S., Hawrylak, M. F., & Delegido, A. B. (2015). Interpersonal Variability of the Experience of Falling in Love. International Journal of Psychology and Psychological Therapy, 15(1), 87-100.
3. Harrison, M. A., & Shortall, J. C. (2011). Women and men in love: who really feels it and says it first?. The Journal of social psychology, 151(6), 727-736.
4. Rusbult, C. E. (1980). Commitment and satisfaction in romantic associations: A test of the investment model. Journal of experimental social psychology, 16(2), 172-186.

 

Artur Jastrzębski

Dysleksja to nie tylko problem dziecka

Dysleksja – częste i jakże popularne zjawisko w dzisiejszej szkole, ale co to tak naprawdę znaczy dla dziecka i dla rodzica, czy jest się czym przejmować, czy może to tylko wymysł naszych czasów? Spróbujmy zatem odpowiedzieć na powyższe pytanie.
Dysleksja rodzaj dysfunkcji w rozwoju człowieka, o tyle specyficznej, że bezpośrednio trudnej do zaobserwowania. Uczniowie z dysleksją przecież wyglądają jak inni, biegają skaczą, rozrabiają i śmieją się. Z tego względu trudno niektórym nauczycielom, ale i rodzicom zrozumieć mimo opinii psychologicznej wachlarz zachowań związanych z dysleksją, co naraża dzieci na dodatkowe trudności. Przeżyć one mogą wówczas ogromne cierpienia, o których nie potrafią umiejętnie opowiedzieć. Niestety, środowisko szkoły powszechnej, mimo wielkich nakładów na szkolenia i edukacje w tym zakresie, dalej nie wiele ma do zaoferowania. Oczywiście wiele zależy od indywidualnej postawy nauczyciela, ale nawet jeśli ta, jest odpowiednio nastawiona, to narażona jest na nieporadność systemową szkolnictwa. W klasach powyżej dwudziestu osób, trudno jest o indywidualizacje uczniów, zwłaszcza, że dysleksja to nie jedyne zaburzenie rozwojowe w dzisiejszej szkole. Najzwyklej jednemu nauczycielowi trudno prowadzić zajęcia dla wszystkich uczniów i jednocześnie z osobna dla uczniów z dysleksją, tym samym z zaburzeniami zachowania,czy np. osób niedosłyszących. Dalej biurokracja – czyli dbanie przede wszystkim o poprawną dokumentacje, nie zaś o pracę z człowiekiem. Przez wiele lat pracy w szkole widywałem sytuacje w których naciskano głównie na tworzenie dokumentacji szkolnej, nie monitorując rzetelnie możliwości realnej pracy nauczyciela z uczniem wymagającym dostosowań edukacyjnych. (tzw, byle było na papierze) Podany przykład, oraz wiele innych podobnych kancelaryjnych systemowych patologii sprawia, że tylko prawdziwie zmotywowany nauczyciel spróbuje wydobyć ze swoich obowiązków jeszcze trochę indywidualnego czasu dla uczniów wymagających dodatkowej uwagi. Niestety w innym przypadku nawet dobre chęci mogą nie wystarczyć do zapewnienia optymalnej drogi dydaktyczno-wychowawczej uczniom związanym z trudnościami rozwojowymi.

W związku z powyższym dziecko z dysleksją może być traktowane w szkole jako te słabsze w nauce, mimo iż jego zdolności poznawcze w zdobywaniu wiedzy mogą nie odbiegać od innych. W rodzinie zaś może uzyskać status lenia, nieuka, a nawet łobuza. Wszystko za sprawą trudności w ładnym i składnym mówieniu oraz pisaniu, mimo nabytej wiedzy, która może być nawet wyższa od wiedzy rówieśników. Ponadto dużą rolę w reprezentacji wiedzy i umiejętności dziecka z dysleksją, może odgrywać indywidualna wrażliwość, oraz pobudliwość emocjonalna dziecka. Na przykład po pięciokrotnie pięknie wyrecytowanym wierszu przez dziecko w domu, w sprzyjających warunkach ciepła i wsparcia rodzinnego, w szkole może ledwo sklecić sensownie słowa w całość. To tylko jeden z mnóstwa przykładów tego, jak trudno pozytywnie oceniać takiego ucznia względem normy. Jeszcze niedawno dzieci z cechami dysleksji, były traktowane jako te mniej inteligentne, co często mogło skończyć się dla nich uniemożliwieniem zdobycia odpowiedniego wykształcenia. Zdarza się, że można usłyszeć, jak to kiedyś dysleksji nie było, że to jakiś wymysł nowych czasów, który jest tak naprawdę po to, by ułatwić nieuczącym się dzieciom przejście z klasy do klasy. Jest to bardzo surowa ocena i skrajnie nie sprawiedliwa, to tak, jakby powiedzieć że odkryta wyspa nie istnieje bo jej wcześniej nie było. Tak więc, nie jest to wymysł naszych czasów, a raczej odkrycie.

Na dysleksje składa się kilka czynników, często może ona współwystępować z innymi zaburzeniami rozwoju i tak naprawdę trzeba wiele wysiłku by dziecku z dysleksją umożliwić rozwój podobny do jego rówieśników rozwijających się w normie. O dysleksji nie możemy mówić wcześniej niż przed siódmym rokiem życia dziecka, ponieważ wcześniej tego typu zachowania są uznawane za banalne z powodu częstości ich występowania, a błędy w wypowiedzi, czy słaba grafomotoryka mogą jeszcze znacząco się poprawić. Dysleksja u dziecka w naszym kraju może zacząć się ujawniać od pierwszych klas szkoły podstawowej, wtedy, gdy uczeń spotka się z wymaganiami dotyczącymi werbalizacji wiedzy, co nie jest równoznaczne z jej stwierdzeniem, możemy jednak w bardzo sugestywnych przypadkach mówić o zagrożeniu dysleksją. Warto jest tu wziąć pod uwagę, że klasy I-III szkoły podstawowej to okres, gdzie jeszcze wszystko może się zmienić i wykształcić, dlatego odpowiednim wiekiem by odrzucić diagnozę dysleksji jest wiek klasy IV szkoły podstawowej. Celowo użyto tu słowa „odrzucić”, dlatego że w rozwoju dziecka może wystąpić jeszcze mnóstwo czynników składających się na obraz dysleksji nie będących nią. Ogólna charakterystyka dysleksji polega na zamianie głosek, które są podobne fonetycznie, przez co dziecko odwraca, opuszcza lub zastępuje słowa tworząc neologizmy (np. byliśmy we Wroclawie, szukam pieniądza, to kolega mój Paweł był pierwszy tam itp.) W tworzeniu zdań zarówno w mowie jak i w piśmie, zauważalna jest znaczna trudność w odpowiednim rytmie. Tworzą się wówczas długie i nie mające sensu wypowiedzi, w których wystarczy postawić odpowiednio przerwę (przecinek) lub zakończyć kropką, aby odkryć ich potencjał. W przypadku czytania to, co jest najważniejsze i jednocześnie trudne dla rodziców i nauczycieli to, to że rozumienie tekstu jest dużo lepsze od sposobu odczytywania go. Dysleksji może wcześniej towarzyszyć opóźnienie mowy, oraz mieszanie liter o takim samym ale przestrzennie odwróconym kształcie (np. W-M, b-d, p-q,) i tak w notatce dziecka może się pojawić następujące zdanie: „Wiałem żółty samochób” – czyli: Miałem żółty samochód. Niemal nie do nauczenia dla dziecka z dysleksją może być orientacja prawo-lewo, ponadto często współwystępować mogą zaburzenia zachowania typu impulsywnego. Trzeba jednak pamiętać, iż problem z prawidłowym wysławianiem się może prowadzić do utrzymującej się frustracji.

Dysleksja nie jest jednak nie do pokonania, przede wszystkim potrzebna jest odpowiednia motywacja i nastawienie osoby współtowarzyszącej. Dzieci między sobą często nie są wstanie nic zauważyć, dopóki nie zauważy tego rodzic lub nauczyciel w szkole. Rówieśnicy w stosunku do siebie potrafią wytworzyć warunki, gdzie pomijane są pewne uchybienia w wypowiedziach i dziecko z dysleksją nawet nie jest wstanie zauważyć, że coś z nim jest nie tak. Niestety, ale właśnie w szkole pojawić się mogą pierwsze etykiety, które naznaczają uczniów z tą trudnością. Osobna sala egzaminacyjna, stereotypy, czy dłuższy czas pisania testów to tylko niektóre z nich. W całej swej praktyce ponad dziesięcioletniej często widywałem uczniów z opinią o dysleksji, którzy kończyli pisanie testów prędzej, niż koledzy bez tej opinii. Zindywidualizowana droga dydaktyczna dla ucznia z dysleksją powinna raczej uwzględniać chęć zrozumienia dziecka, w jego wypowiedzi ustnej, pisemnej i twórczej niż sztywne trzymanie się zasad dotyczących traktowania go podczas sprawdzianu, czy egzaminu. Najważniejsze, aby dziecko było świadome swojego przypadku, zaakceptowało go, oraz było wspierane w motywacji do przeciwstawiania się trudnościom, co powinno być zadaniem rodzica, nauczyciela i osoby wspierającej rozwój czyli pedagoga szkolnego, lub psychologa. W pierwszych latach życia szkolnego efekty zależą dużo bardziej od środowiska niż od samego dziecka.

Inspiracja:
-Daniel Marceli, David Cohen, Psychologia wieku dziecięcego, wyd. Elsevier 2013

Artur Jastrzębski

Współczesny gabinet psychologa.

Czasy kiedy psychologa kojarzono z nieco bardziej tajemniczą wersją psychiatry, dawno już minęły, choć obraz gabinetu psychologicznego z kozetką tkwi w oczach wielu do dziś. Dzieje się tak między innymi za sprawą produkcji filmowych, które często wzmacniają swoje sceny stereotypami, te zaś najzwyklej lepiej się sprzedają. Dziś gabinety poradni psychologicznych to często bardzo wyspecjalizowane miejsca, z zaawansowaną technologią i narzędziami, stworzonymi na podstawie wieloletnich badań naukowych z obszaru m.in. medycyny, biologii, fizyki, czy socjologii i nie ma tu miejsca na „wróżbiarskie” twierdzenia typu „wydaje mi się”, a całość oparta jest o fundament doświadczeń empirycznych. Oczywiście wiele jest jeszcze do odkrycia wraz ze zmieniającym się rozwojem technologii i świata w znaczeniu społeczno-globalnym, niemniej jednak psycholog dziś, to osoba, która nie „gdyba”, a diagnozuje z niemal 100% obszarem pewności, stworzonym na podstawie badań na określonej populacji, oraz przypisanych temu narzędzi psychometrycznych. Wiele testów, którymi dysponują psycholodzy, wyglądają jak zwykłe zeszyty lub książki, jednak warto wiedzieć, że zawarte w nich treści coraz częściej tworzone są za pomocą najnowszej technologi komputerowej i skorelowaniu wielu dyscyplin naukowych. Również coraz częściej w poradni psychologicznej, zauważyć możemy specjalistyczne korzystanie przez psychologów z narzędzi multimedialnych od komputerów, poprzez tablety i tak zaawansowane narzędzia jak Eye-tracker, czy Biofeedback. Psycholog zaś musi posiadać wiedzę tak samo medyczną jak i społeczno-socjalną.

Dziś do psychologa nie udają się (bądź nie są kierowane) osoby, które tylko i wyłącznie charakteryzują się cechami chorobowymi. Powszechna już jest obecność psychologów, w korporacjach, ale i coraz mniejsze podmioty przemysłowo-gospodarcze skłaniają się do wsparcia psychologicznego, zarówno w zakresie handlowym jak i ochrony zdrowia dla swoich pracowników. Od dawna psychologowie współpracują z różnymi służbami od charytatywnych, przez straż pożarną, wojsko i policję. Ponadto wiele ludzi decyduje się prywatnie na regularne wizyty u psychologa, tak jak np. korzysta się z wizyt u lekarza pediatry. Przyświeca temu cel, że lepiej jest zapobiegać trudnością, niż zwalczać jego skutki, oraz żeby wzmocnić potencjał osobisty przez co osiągnąć osobisty sukces, bez względu na towarzyszące w życiu okoliczności. Rodzice kontaktują się z psychologiem już nie tylko w sytuacji problemów w szkole, ale również po to, by mieć poczucie, że rozwój ich pociech przebiega odpowiednio, w stosunku do typowych zależności pojawiających się na danym etapie rozwoju, w tym życiowych elementów, takich jak przeprowadzka, nowe rodzeństwo, czy zdolności społeczno-poznawcze. Oczywiście prócz wyżej wymienionych wciąż psychologowie odgrywają najważniejszą rolę w kryzysach życiowych związanych z tragicznymi przeżyciami, traumą, przemocą, osobistymi porażkami, chorobami, nadużyciami i wieloma innymi cechami życia związanymi z osobistym i społecznym funkcjonowaniem człowieka.

Jeśli ktoś zdecyduje się na regularne wizyty u psychologa, np. z tego względu by wzmacniać swój potencjał rodzinny, ważne jest by wybrał do tego psychologa, z którym dobrze mu się komunikuje. Ponadto istotnym dla prawidłowej współpracy będzie jeśli wizyty odbywać się będą u tego samego specjalisty. To może pomóc w rzetelniejszej kooperacji między klientem a psychologiem, oraz stworzyć relacje oparte o coraz to większe zaufanie, a uniemożliwi tzw. wędrówkę po gabinetach w celu usłyszeniu tego, co się zakłada że powinno usłyszeć się od psychologa, np. po przeczytaniu artykułu o depresji. Regularne spotkania z psychologiem, czy to raz na rok, kwartał, czy nawet na tydzień, mogą stanowić podstawę do zwiększenia poczucia większego wpływu i bezpieczeństwa na własne i rodzinne losy, ale i stanowić prewencję przed elementami niechcianymi, lub stanowiącymi zagrożenie w życiu.

Artur Jastrzębski

„Mogę być cicho, ale nie będę ślepy”

Potrafią w życiu pojawić się chwile, gdzie ktoś wykorzystując swój np. autorytet, pozycje społeczną, albo zawodową dopuszcza się na nas, lub na osobach w naszym środowisku, okropnych rzeczy, tym samym wiedząc, że nie mamy środków, lub kompetencji, albo co gorsze wie, że jesteśmy od niej zależni choćby zawodowo (może też być, że rodzinnie), żeby się temu przeciwstawić i posługuje się dalej swoją pozycją, aby demoralizować i nękać innych. Powstać mogą wówczas negatywne emocje, wewnętrzna frustracja, czasem lęk, a wszystko to, na fundamencie dysonansu, na którego krańcach znajdują się nasza przyzwoitość i moralność, oraz czyjaś agresja, władza i bezprawie. Wspomniane chwile implikują się już od najmłodszych lat, w szkole, wśród przyjaciół, w pracy, oraz właśnie w rodzinach. Są to chwile, które stają się naszymi polami bitewnymi, gdzie próbujemy dokonywać wyborów, w których wybieramy między względnym spokojem pobłażając temu w czym bierzemy udział, lub decydujemy się na konfrontację, która często przypomina toczenie syzyfowego kamienia na wzniesienie jakim jest nasz oponent. Jakiego wyboru nie dokonamy, czekać nas mogą przykre konsekwencje, wymagające nierzadko profesjonalnego wsparcia. Jedynym balsamem zdaje się być wówczas to, że wierzymy w sens własnych działań.

Tylko, czy można wierzyć w sens własnych działań, udając że nie widzimy niesprawiedliwości, lub krzywdy?

Czy może, to co nazwać moglibyśmy wiarą w sens własnych działań jest tak naprawdę, czymś o wiele bardziej skomplikowanym, coś co mieści się w teorii, naszych mechanizmów obronnych?

Oczywiście odpowiedzi może być wiele, pozostawię więc je czytelnikowi.

Artur Jastrzębski

Kim jesteśmy w zasięgu WI-FI

Widzimy świat, nie taki jaki jest, ale taki, jakimi jesteśmy, czyli jak jesteśmy uwarunkowani, aby go zobaczyć. Otwierając usta, aby opisać to, co widzimy, w efekcie opisujemy siebie, naszą percepcje, nasze paradygmaty. (Stephen R. Covey)

W świecie rozpędzonego (nie mal do granic ludzkich możliwości) komunikowania się między sobą, gdzie narzędzia multimedialne właściwie zastępują lub uzupełniają zmysły, możemy natknąć się na pewne niesamowite zjawisko, w których to portale społecznościowe odgrywają szczególną rolę. Chyba każdy, kto korzystał z popularnych aplikacji zaobserwował, jak udostępniona fotografia, albo film łączy lub dzieli poszczególne osoby. Wtedy właśnie za pomocą m.in. komentarzy uwidacznia się sposób spostrzegania użytkownika owej aplikacji, pod okładką uogólnionego osobistymi stereotypami i doświadczeniami zasobu osobistej ideologii. Oprócz osobistych odniesień do czyjejś aktywności, odkrywamy siebie za pomocą co i jak udostępniamy (obrazy w plenerze, w domu, w markecie, z iloma i jakimi osobami, co temu towarzyszy, drogi ubiór, rzeczy osobiste itd.) Zatem, dość wyraźnie powstaje obraz każdego człowieka jako zestawu uogólnionych wartości i przekonań. Z czego bardzo chętnie korzystają ci którzy pośrednio lub bezpośrednio na tym zarabiają (nie zawsze finansowo).

Warto tu przytoczyć przykład. Wyobraźmy sobie, że otwieramy swoją ulubioną aplikację i napotykamy tam obraz przedstawiający umęczonego psa, pozostawionego w lesie. Obraz który automatycznie wywołuje w nas emocje, które zaś mogą prowadzić do udostępnienia swoim znajomym owego obrazu, wytworzenia wypowiedzi pisemnej, lub graficznej (np. emotki) – jest to typowe i normalne zachowanie, podobnie byśmy się zachowali gdybyśmy z kimś spotkali taki obraz realnie, na pewno poruszyłaby nas napotkana sytuacja i zmotywowała do wypowiedzi, a zamiast znaku graficznego pojawiłaby się odpowiednia mina i postawa ciała. Wracając do przykładu – kilka godzin później, napotykamy w naszej aplikacji obraz, który przedstawia, że nasz znajomy jest właśnie na wakacjach w Grecji, po czym albo to pomijamy, albo stosujemy identyczny mechanizm jak ten przedstawiony w przypadku obrazu z umęczonym psem. Ponownie mija kilka godzin i za pomocą owej aplikacji postanowiliśmy włączyć się w dyskusje i udzielić porady przyjacielowi, że we Wrocławiu najlepszym przedszkolem jest to do którego chodzi nasze dziecko i że warto, aby on swoje też tam zapisał. (Można by jeszcze mnożyć podobne sytuacje). Automatycznie nasuwa się tu pytanie: co w tym nieodpowiedniego, że reagujemy na to co widzimy? Warto podkreślić, że nasze reakcje same w sobie nie są złe, w świecie pełnym izolacji, nadmiaru pracy i braku czasu, to normalne, że w jakiś sposób pragniemy komunikacji, ale poprzez portale społecznościowe jest ona utrwalana, przez co jest też smacznym kąskiem dla marketingu, organizacji ideologicznych, politycznych oraz przeróżnych instytucji.

Udostępnienie obrazu z umęczonym psem w lesie, może skutkować pojawieniem się na naszych urządzeniach większej ilości obrazów związanych z jakąś ideologią tylko pozornie związaną z obroną zwierząt, która powtarzana jak mantra (efekt częstej ekspozycji), może wpłynąć znacznie na osobiste poglądy. Obraz z pobytem znajomego w Grecji może uruchomić reklamy komercyjne, od środków do opalania, poprzez oferty „Last Minute”itd. (tego dziś chyba nie sposób uniknąć) czego skutkiem może być nie do końca chciany zakup, a odniesienie do przyjaciela w sprawie przedszkola, może być źródłem informacji do celów np. polityczno-społecznych. Nie jest również tajemnicą, że w razie pomyłki przy rozliczeniu podatkowym, urzędnik może skrupulatnie sprawdzić naszą aktywność na interesującym ją portalu. Warto przy tym pamiętać, że brak aktywności pod postem lub obrazem, też jest komunikacją, zatem jej brak może być również wykorzystywany do celów bezpośrednio nam niepoznanych. Czy zatem zrezygnować, z aplikacji, które są często dla nas ostatnią deską ratunku w kontaktach z innymi? No nie koniecznie. Świat, który nas otacza, również ten świat aplikacji i nowoczesnych urządzeń, można przemierzać spokojnie i bezpiecznie, ale warto jest spoglądać na niego, nieco z dalszej perspektywy, globalnie, jakby dokonywać takiej refleksyjnej metaanalizy. Można przy tym, zadać sobie pytanie, czy to co wzbudza moje zainteresowanie teraz, też wzbudzi za godzinę, dzień, lub tydzień. Warto się zastanowić, czy mój komentarz, który chce bardzo udzielić, musi być pod obrazem lub tekstem, czy może lepiej jak prywatnie zwrócę się do adresata poprzez komunikator. Alternatywą stają się grupy społecznościowe, ale tu też przed przystąpieniem do zapisu, warto zasięgnąć informacji jakie regulacje jej towarzyszą (kto będzie mógł czytać zamieszczane posty, itd.) ponadto powinniśmy czuwać nad różnicą w komunikacji osobistej na swoim profilu, a profilem grupy (z pośpiechu możemy zapomnieć, że komunikacja otwarta i komunikacja w grupie ma inny charakter). Dobrym źródłem informacji może być młodzież, która szybciej adaptuje się do zmian multimedialnych, przez co prędzej naraża się na niebezpieczeństwa, ale i wykształca przed nimi swoje zabezpieczenia. Zatem kim jesteśmy w zasięgu Wi-Fi? Warto zapamiętać, że przede wszystkim nie koniecznie tym kim w rzeczywistości, ale dla naszych adwersarzy na pewno tym co pozostawiamy w historii naszej internetowej aktywności. No i na koniec kontekst moralno-prewencyjno-zdrowotny jak z każdą rzeczą na tej ziemi jest, tak również wiemy już, że nie ma wyjątku co do korzystania z multimediów przenośnych. Wszystko co w nadmiarze, może spowodować, utratę kontroli i w efekcie uzależnienie. Warto zapamiętać sobie następującą regułę: Siła korzystania z sieci w celu zbliżenia się do wartości tam reprezentowanych jest proporcjonalna do siły oddalania się od swoich bliskich, pracy i zobowiązań.

Artur Jastrzębski

Więźniowie we własnej osobie

 

Są ludzie, którzy muszą zmierzyć się w pewnym momencie swojego życia z wiadomością, która napiętnuje ich i oznaczy na całe życie. Wiadomość, która ujęta jest w pojęciu niepełnosprawność. Nie sposób opisać jest to, co czują ludzie, kiedy dowiadują się o tym, iż bezpośrednio lub pośrednio będą związani z niepełnosprawnością. Rodzice pełni nadziei i wiary w przyszłość swojego dziecka w momencie doświadczania takiej wiadomości potrafią z dnia na dzień stracić barwę włosów, ze skrajnego optymizmu popaść w depresję, lub wydobyć z siebie nie opisaną w żadnym podręczniku energię i stanąć do walki niczym Don Kichote. Dla jednych ta walka po wielkim trudzie, pocie i przelanej krwi zakończy się sukcesem m.in. dzięki zabiegom operacyjnym, rehabilitacji, leczeniu farmakologicznemu, czy kompensacji, dla innych będzie to równie ciężka droga lecz bez widocznego końca, taki bieg bez mety z ciągle nowymi i niespodziewanie pojawiającymi się płotkami, czasem wręcz murami.

Do tej drugiej grupy z całą pewnością zaliczymy rodziców i osoby żyjące z mózgowym porażeniem dziecięcym (Cerebral Palsy ICD 10 – G80) choć nie tylko, spokojnie włączyć też tu możemy osoby dorosłe choćby po udarze. Świat dziecka z mózgowym porażeniem dziecięcym, nie sposób zamknąć w sztywnych ramach, różnicuje go obszar i charakterystyka. W zależności od tego, czy porażenie objęło całe ciało, czy jego część, czy też jest związane z wzmożonym napięciem mięśniowym, czy zaś z jego przeciwieństwem, jawi się horyzont i możliwości dziecka w eksploracji świata. W całym moim doświadczeniu zawodowym, spotkałem już mnóstwo dzieci z MPD, mój podziw wzbudzały nie tyle one same w swoim przypadku, co ich kompatybilność z opiekunami/rodzicami. To, do jakich rzeczy jest w stanie człowiek dojść, jak bardzo wyprzedzić swoje czasy i możliwości w tej relacji opartej na niemalże całkowitym zjednoczeniu między dzieckiem i rodzicem, stało się m.in. podstawą do wyboru pracy naukowej. Pamiętam takie sytuacje w których chłopiec z czterokończynowym spastycznym porażeniem, nie mogący wydusić nic poza ślinotokiem i charczeniem rozmawiał z mamą, ciężko reprezentowanym gestem twarzy i dłoni, mama zaś była jednocześnie jego mówcą i odbiorcą mowy, byli w tym totalnie zjednoczeni i wydawali się mimo skrajnych niedogodnień na ten moment szczęśliwi. Pamiętam chłopca w szkole specjalnej, który mimo iż był bardzo powykręcany, w pewnym momencie ześlizgnął się z wózka i zaczął pełzając uciekać swojej mamie, śmiejąc się przy tym w niebo głosy, po czym po chwili razem usiedli na podłodze patrząc z uśmiechem głęboko sobie w oczy. Pamiętam dziewczynkę, która mimo porażenia dolnej części ciała uczęszczała do szkoły razem ze zdrowymi dziećmi, mimo trudnej kontroli nad własnymi emocjami i złości na to, że trudno jej jest je kontrolować, uczyła się pod opieką całej klasy otoczona ich troską, „Proszę pana, ona zaraz przestanie płakać, zawsze tak ma kiedy nie może znaleźć klucza od szafki, ja jej pomogę” te i podobne słowa były wówczas na porządku dziennym, co ciekawe bez złośliwości, bez etykiet „ona po prostu tak ma”. Dzieci z MPD nie są ładne, często są albo wychudzone, albo zbyt otyłe, dodatkowo niesymetryczne, powykręcane i siąpające silną, jakże wydawałoby się trudne nie nadać im znaczka i zepchnąć na bok. Zarówno dzieci we wspomnianej klasie, jak i dzieci w klasie (zerówka integracyjna) mojej córeczki (MPD), są zupełnie pozbawione tego skonstruowanego porządku na podstawie, którego następuje podział na ładne-brzydkie, czy normalne-inne, zaś następuje nasze wspólne. Tymczasem w wielu badaniach naukowych, których treści miałem okazje zasięgnąć używa się określeń charakteryzujących dzieci z MPD najczęściej jako funkcjonujące poniżej normy intelektualnej, powołując się przy tym na narzędzia pomiarowe, które kompletnie nie są dostosowane do nich, lub opinie ich intelektu za pomocą kwestionariusza, który wypełnia osoba trzecia. Jakże łatwo nam w takiej quasi naukowej poprawności o certyfikat potencjału dziecka, cerytfikat pod postacią np. orzeczenia, który idzie z nim do przedszkola, szkoły, który nadaje charakter i odniesienie osobom opiekującym się nim i z nim pracującym. I tylko to głębokie spojrzenie rodzica w oczy swojego dziecka jest ukrytą nicią normalnych i zdrowych relacji pomiędzy nimi, które przytłoczone, nie rzadko brakiem refleksji osób stanowiących służbę innym ugina się. Kiedy zatem możemy, powiedzieć o potencjale intelektualnym badanego, a mianowicie wtedy, gdy autorzy narzędzia pomiarowego uwzględnili, cechy badanego w swym narzędziu, na podstawie m.in. noramlizacji, a badający specjalista, opiera się ściśle o instrukcje narzędzia, lub rezygnuje z badania, gdy jego zasady nie uwzględniają procesu diagnozy w innych niż wskazane przypadkach. Ale jak stworzyć normalizacje dla dzieci, które może mogłyby narysować koło, ale np. z powodu spastyki dłoni tego nie zrobią, albo mogły by odpowiedzieć na pytanie, ale nie odpowiedzą bo aparat artykulacyjny jest uszkodzony, albo mają wadę wzroku, albo niedosłyszą, albo wszystko razem.

Na koniec warto też odnieść się do rodziców i opiekunów. Nikt nie wie i pewnie się nie dowie, jak to jest być rodzicem dziecka z MPD, nikt nie zrozumie takiego rodzica, mimo włożonego wielkiego poświęcenia i wysiłku. Każdy opiekun z osobna przeżywa swoją drogę uwarunkowaną charakterystyką swojego dziecka, a to nie jest ta sama droga dla wszystkich. Codzienne ubieranie, rozbieranie, karmienie, przygotowywanie posiłków, ewentualnie stomia, toaleta, częste nocne pobudki, wyprawy do szkoły, rehabilitacja i oczekiwanie w poczekalniach, to tylko niektóre cechy dnia codziennego, mogące ze sobą współwystępować. Dalej rezygnacja z kariery zawodowej, rezygnacja z pasji, rezygnacja z życia towarzyskiego, rezygnacja z wakacji pod palmami na rzecz opieki nad dzieckiem, to również elementy mogące ze sobą współistnieć, a wpływające na stan rodzinnych emocji, zachowań, niejednokrotnie kończących się bezradnością i rozpadem rodziny. Moim zdaniem rodzice dzieci niepełnosprawnych, mają prawo być inni, mają prawo być nieznośni i roszczeniowi (oczywiście z szacunkiem do adresata), mają prawo iść w pogniecionej koszuli do pracy i mają prawo nie uśmiechać się, kiedy wszyscy się śmieją, ponieważ wysiłek jaki wkładają w miłość do własnych dzieci jest nieporównywalnie większy od wysiłku jaki trzeba włożyć w wychowanie zdrowych dzieci, z całym szacunkiem i uznaniem do opieki i rodzicielstwa nie dotkniętego dysfunkcjami i żyjącego w zdrowotnej normie.

Artur Jastrzębski

ABC… rodzica – Czy niemowlęta potrafią coś więcej, niż tylko jedzenie, spanie i siusianie?

Często zanim wybierzemy się do specjalisty, szukamy za pośrednictwem internetu, publikacji lub wywiadu na placu zabaw informacji, aby zweryfikować, czy nasze dziecko rozwija się tak samo jak inne, czy w czymś jest lepsze, lub gorsze. To zupełnie naturalny proces, zatem aby wyjść temu naprzeciw, chcemy zaprezentować cykl ABC rodzica według którego przybliżymy naukowe teorie dotyczące rozwoju człowieka.

Od wielu lat badania nad noworodkami i niemowlętami coraz szerzej ukazują, iż dzieci już od swoich pierwszych dni nie mogą być traktowane jako jednostki bez charakteru, temperamentu, która są bierne, obojętne i zdane tylko na matkę. Okazuje się, że są one pełnoprawnymi partnerami w relacjach, mało tego, potrafią na nie wpływać. Badania interakcji między noworodkiem a otoczeniem doprowadziły do ogólnej konkluzji, według której nowonarodzone dziecko ujęte jest jednocześnie jako istota słaba, oraz posiadająca wrodzone kompetencje. Zatem, jakież to kompetencje takie maleństwo może posiadać? Każdy rodzic w pewnym momencie swojej opieki nad niemowlęciem zmaga się z dylematami typu: dlaczego wciąż płacze, przecież pielucha czysta i dopiero co nakarmione, dlaczego nie śpi i w środku nocy grzechocze zabawką i tak za każdym razem. Termin kompetencje niemowlęcia pojawił się niedawno i oznacza m.in. aktywną zdolność małego dziecka do stosowania umiejętności senso-motorycznych (ruchowych, wzrokowo-czuciowych) by reagować lub spowodować reakcję środowiska, w którym aktualnie się znajduje. Tak, dobrze czytelnik zrozumiał 🙂 dziecko robi to specjalnie 🙂 Wzbudza rekcje otoczenia, dzięki czemu odbiera bodźce, za pomocą których uczy się i zbiera informacje o świecie, oczywiście według możliwości jakie posiada. No i tu pojawia się mały zgrzyt, ponieważ często to nam nie odpowiada. Intensywny płacz po nakarmieniu z minutowymi przerwami na oddech, czy stukanie klockiem o ścianę o 3.30 na ranem, nie specjalnie stanowi dla nas okazję do wspólnej eksploracji świata z naszą pociechą, zwłaszcza po ciężkim dniu i wiedzy, że następny będzie taki sam. Kiedy podobne sytuacje się powtarzają, zaczynamy poszukiwać w myślach, czy aby wszystko jest ok, zbiera się forum mam na portalach społecznościowych, lub w placach zabaw i następuje zbiór informacji oraz badanie sytuacji. Jak twierdzi Thomas B. Brazelton amerykański pediatra i autor ponad 200 naukowych publikacji „Dziecko rodzi się z doskonałymi środkami, by sygnalizować otoczeniu swoje potrzeby i swoją wdzięczność. W rzeczywistości potrafi nawet wybrać to, czego oczekuje od rodziców, lub odrzucić to, czego nie chce…” Najprościej ujmując, nasze maleństwo od pierwszych dni ma swoje potrzeby i według własnych zdolności o tym komunikuje. Płacz, gaworzenie i radość nie zawsze, mogą wydawać nam się odpowiednie w danej chwili, (dość popularny jest widok niemowlęcia jak śmieje się samo przez się, jakby bez powodu) jednak biorąc pod uwagę fakt, że jest to nabywanie wiedzy o otaczającym świecie, inaczej spojrzymy na te zachowania i przyjmiemy je z większym spokojem, zwłaszcza w stosunku do uciążliwości typu nocne włączanie pozytywek, stukanie, zanoszenie się płaczem etc.
Badania nad kompetencjami noworodków trwają nadal i wciąż docierają do nas nowe informacje o procesach jakie zachodzą od pierwszych godzin życia. Przy tej okazji warto zapoznać się z tym co zostało już poznane w sferze senso-ruchowej u noworodków.

Wzrok: zdolność do wodzenia wzrokiem za przedmiotem o intensywnym kolorze „żywym”, zdolność do dłuższego przyglądania się twarzom oraz przedmiotom mocno ustrukturyzowanym np. takim jak koło.

Słuch: zdolność do reakcji na czyste dźwięki, oraz szczególne upodobanie do głosu ludzkiego, (te wszystkie babcie i ciotki, które swoim „a tititi -ti… ukoiły lub rozweseliły nie jedno maleństwo) głos ponadto ma wpływ na aktywność motoryczną noworodka (dziecko może się uspokoić lub uaktywnić).

Węch: zdolność do rozpoznania zapachu matki i obcej osoby, przekładanie zapachu pokarmu matki nad inne.

Smak: zdolność do odróżniania mleka matki od mleka sztucznego.

Ruch: już od około 3 tygodnia, zdolność do naśladowania ruchów w tym szczególnie mimicznych, (otwieranie buzi, wyciąganie języka), zdolność wyciągania rączek i chwytania nimi.

Należy pamiętać, że wiele zdolności mogą warunkować różnice między noworodkami, związane ze środowiskiem prenatalnym, otoczeniem aktualnym i spadkiem genetycznym, które w pierwszych tygodniach mogą ukazywać rozbieżność między porównywanymi dziećmi, jednak w późniejszym czasie, różnicę mogą zaniknąć lub być subtelne. Co jednak nie stoi na przeszkodzie, by korzystać z konsultacji nie tylko lekarza pediatry ale i psychologa, by w efekcie podążać za rozwojem dziecka, tak aby zapewnić mu w miarę możliwości optymalne warunki relacji społecznych, nie nadawając zbytniej tragedii rzeczom nie wymagających troski, oraz nie pomijając rzeczy mających istotny wpływ na dalszy rozwój.

Źródło:
-Daniel Marceli, David Cohen, Psychologia wieku dziecięcego, wyd. Elsevier 2013
psychologytoday.com
parents.com

Wojciech Kołodziej

Dlaczego Horoskopy się nie sprawdzją

Z czasów studenckich, pamiętam anegdotę jednego z wykładowców, którego gabinet psychoterapeutyczny sąsiadował z pomieszczeniem usługowym Pani wróżki. Budynek był tak skonstruowany, że istniała wspólna słuchawka domofonowa także można było usłyszeć przyjęcia owych usługodawców. Pewnego razu gdy domofon zadzwonił, podeszła do niego wróżka i zapytała w słuchawce „kto tam?” . Po tych słowach autentyczność wróżki została zdemaskowana. Prawdziwa wróżka powinna to wiedzieć!

Dlaczego tak mocno wierzymy obcym osobom lub opiniom nam przypisanym dotyczącym naszego życia czy nawet naszej przyszłości? Dlaczego tak często jesteśmy w stanie przyznać racje krótkim horoskopom odnoszącym się do naszego znaku zodiaku a więc do grupy ludzi o rzekomo wspólnych cechach, gdzie przynależność grupową stanowi tylko zbliżony dzień urodzenia w rocznym kalendarzu?

W codziennym życiu rozdajemy i jesteśmy obdarowywani licznymi etykietami względem naszych zachowań, postaw lub cech wiązanymi z osobowością. I tak np. Lew to osoba zdecydowana, Panny są typami ambiwalentnymi zaś bliźnięta szukają bratniej duszy. Teraz powstaje pytanie: czy jest możliwe, że ludzie zachowują się z godnie z otrzymanymi etykietami? Na to pytanie odpowiada eksperyment Crowda, który rozpoczął się od wręczenia rzekomych testów osobowości pracownikom dużej firmy. Po tym, osoba badana otrzymywała w kopercie informacje o swoich silnych i słabych cechach. Badani zostali podzieleni na dwie grupy: w pierwszej osoby otrzymały informacje oparte na efekcie Barnuma (efekt horoskopowy), który polega na przekonaniu osoby, że opisane cechy pasują do niej osobiście a w rzeczywistości można je przypisać do dowolnego człowieka. Np. kobieta, która zostaje poinformowana, że powinna zwrócić uwagę na średniowysokiego bruneta bez problemu jest w stanie zidentyfikować takiego mężczyznę w swoim otoczeniu. Natomiast w grupie drugiej badani oprócz, informacji o swoich dobrych i słabych stronach otrzymali również stwierdzenie typu: może nie jesteś osobą, która zawsze przychodzi z pomocą ale kiedy sytuacja jest naprawdę poważna, to właśnie TY udzielasz pomocy innym.

Tydzień po otrzymaniu przez pracowników tych etykiet, pod budynek firmy podjeżdża karetka. W tym czasie poprzez radio węzeł zostaje nadany pilny komunikat o dużym wypadku na pobliskiej autostradzie. W wyniku wypadku jest wielu rannych i potrzebna jest każda grupa krwi. Więc osoby chcące pomóc są Proszone o podejście do wskazanego pokoju, w którym będzie można oddać krew. Okazało się, iż pond dwukrotnie częściej osoby przypisane do grupy drugiej zgłaszają się by udzielić pomoc. A więc ludzie z tej grupy zachowali się zgodnie z wcześniej otrzymaną etykietą.

Oczywiście nie każda etykieta jest skuteczna. Nie zawsze ludzie zaczynają przyjmować postawy zgodnie z usłyszaną etykietą. Zatem kiedy etykieta jest skuteczna? Muszą być spełnione przynajmniej dwa warunki. Po pierwsze, ludzie powinni być przekonani o wiarygodności źródła, z którego etykieta pochodzi. W przytoczonym eksperymencie było to przeświadczenie o wyniku testu osobowości, wykonanym przez fachowców. Po drugie ludzie powinni mieć niejasność, co do swoich cech z obszaru, którego dotyczy etykieta. W naszym przykładzie ludzie raczej nie wiedzieli jakby się zachowali w sytuacji zagrożenia życia ponieważ występuje ona niezwykle rzadko.

Ze zjawiskiem etykietowania mamy często do czynienia w kontekście dzieci. Rodzice i opiekunowie czasami krytykują swoich podopiecznych mając nadzieje, że dzieci się zawstydzą i podporządkują woli dorosłych. Niestety tak to nie działa! Bardziej prawdopodobne, że dziecko z niewinnej krytyki przypisze sobie cechę, którą zacznie się identyfikować. Należy z całą mocą podkreślić, że nie wolno używać negatywnych etykiet do próby wywołania pozytywnych zachowań!
A wracając do horoskopów, gdy następnym razem na popularnym portalu zobaczymy zakładkę Horoskopy, można się lekko uśmiechnąć i westchnąć: Przecież to efekt Barmuna.

Wojciech Kołodziej

Metoda na wnuczka. Dlaczego pomimo wielu kampanii, wciąż jest skuteczna?

Jakiś czas temu zostałem poproszony o próbę wyjaśnienia psychologicznego aspektu skuteczności wyłudzania pieniędzy od osób starszych, tzw. Metodą na wnuczka. Wydaje się, że w Polsce, gdzie raczej rzadko ufa się obcym, mimo to w tak łatwy sposób dochodzi do wyłudzeń. Jaki jest mechanizm przełamujący bariery, pozwalający osobie o zupełnie innym głosie niż ktokolwiek z bliskich oddać kilkadziesiąt lub kilkaset tysięcy złotych?

Najłatwiej byłoby stwierdzić większą ufność i podatność na perswazje osób starszych. Ale przecież to nic nie tłumaczy. Rzeczywiście emeryci są tutaj celem nie przypadkowym, ponieważ posiadają większe sumy pieniędzy, często żyją samotnie i wyczekują interakcji od osób bliskich. W sytuacji, w której znajdą się członkowie rodziny, znajomi odpowiadający tym potrzebom stają się niejako „zbawcami”, którym oczywiście należy się odwdzięczyć. Zasada wdzięczności jest jedną z technik wpływu społecznego – przecież nie bez powodu hostessy w markecie częstują nas kawałkiem szyneczki, licząc na podziękowanie w postaci zakupu całego opakowania. Dodatkowo, uruchamiana zostaje technika zaangażowania, a więc jeśli się rozpoczęło jakieś działanie, to należy je odpowiednio zakończyć. W materiale filmowym dotyczącym ofiar Metody na Wnuczka, jeden Pan, który został poszkodowany opowiadał, jak przestępca KILKUNASTOKROTNIE kazał liczyć do słuchawki umówione pieniądze, aż do momentu odbioru ich o umówionej godzinie. Takie zachowanie nie pozwala na chwilowe zastanowienie się o co właściwie chodzi i skąd ten pośpiech. Przestępcom zależy, aby ofiary nie wytrącić z automatycznego, w pełni bezrefleksyjnego działania.

Kolejną kwestią jest poczucie odpowiedzialności za rodzinę. Osoby starsze nie chcą zawieść bliskiego krewnego (wnuczka, syna) w pilnej potrzebie, może nawet mając nadzieję, że taki gest poprawi wzajemne relacje. Jest okazja aby zrobić coś dobrego – „pomogę, nawet teraz”! Dokładając do tego Polską gościnność i chrześcijański obowiązek pomocy potrzebującym to drzwi domu osoby poszkodowanej jeszcze szybciej się otworzą, by rzekomy wnuczek zabrał kopertę.

Nierzadko przestępcy podają się za hydraulików, kontrolerów poziomu gazu czy pracowników spółdzielni mieszkaniowej. W ten sposób uruchamiany zostaje mechanizm autorytetu, który może Prosić o przeróżne życzenia. O sile sugestii autorytetu świadczą chociażby słynne badania Stanley`a Milgrama, który udowodnił, że moc autorytetu może pod wpływem perswazji zniszczyć zdrowie a nawet odebrać życie. Osoby uczestniczące w eksperymencie dotyczącym uczenia i karania, za niepoprawne odpowiedzi, aż 67% z nich wymierzyło najwyższą karę wynoszącą porażenie prądem o wartości 450V, tylko dlatego, że obok siedział eksperymentator w fartuchu, który bez względu na wszystko Prosił o kontynuowanie badania. Aż chce się powiedzieć, oddaj fartucha! Pamiętajmy, że siła autorytetu wpływa na wszystkich, nie tylko na osoby starsze i samotne.

I choć, powstało wiele kampanii informujących, wciąż słyszymy o kolejnych wykorzystanych i okradzionych. Z jednej strony media mają niemały wpływ na nasze postawy i codzienne wybory, a z drugiej selekcjonujemy różne przekazy. Jedne tłumimy a inne nie. Większość z Nas na pytanie: czy ulega Pan/Pani wpływom osób trzecich zaprzeczy. Natomiast wiele danych ewidentnie pokazuje, nie tylko, że jesteśmy podatni ale również często i w znaczącym stopniu na wpływy innych. Przykładem mogą tutaj być liczne eksperymenty z zakresu Psychologii Społecznej, to że znacznie lepiej sprzedają się produkty reklamowane, czy to jak bardzo profil mediów wybieranych przez Nas, konstytuuje wyznawany światopoglądy. Co innego znać techniki wpływu a co innego przeciwstawiać się im.

Warto pamiętać, że Metoda na wnuczka to postępowanie wg określonego schematu. Jeśli potencjalna ofiara zareaguje wbrew oczekiwaniom tego schematu, wówczas oszust zacznie się gubić i odpuści. Nie ma sekwencji określonych czynności – nie ma Metody na wnuczka!

[WK]

Inspiracje:
Aronson, E., (2009), Człowiek istota społeczna. Wyd. PWN, Warszawa
Wywiad z psychologiem dr Mariuszem Matkowskim na łamach strony krakow.wyborcza.pl
Materiał filmowy: https://www.youtube.com/watch?v=LQnN6s0ohK4

Artur Jastrzębski

Symptomy przemocy emocjonalnej i psychicznej

Przemoc emocjonalna jest nieuchwytna, w przeciwieństwie do przemocy fizycznej. Ludzie często w niej uczestniczą nawet latami, zanim zorientują się co się wokół nich i z nimi dzieje. Konsekwencji uczestniczenia w takiej przemocy jest wiele, na początku następuje degradacja poczucia własnej wartości, następnie pojawiają się zniekształcenia poznawcze, w tym np. to że człowiek zaczyna wierzyć w to, co o sobie słyszy. Dalej pojawia się wyuczona bezradność i upadek na zdrowiu psychicznym i fizycznym, oraz ogólne osłabienie organizmu. Przemoc psychiczna i emocjonalna może zdarzyć się między rodzicem a dzieckiem, mężem i żoną, między przyjaciółmi czy w relacjach zawodowych (tzw. mobing). Należy pamiętać, że przemoc jest zazwyczaj narzędziem do osiągania jakiś celów. Na początku zaczyna się od drobnych działań i zachowań. Sprawca jakby testuje teren, aby zobaczyć, co druga osoba jest w stanie na siebie przyjąć, jeśli sprawca poczuje, że nie spotyka go żaden opór, jego działania mogą osiągnąć poziom druzgocący dla ofiary. W rodzinach, sprawcy przemocy często wykorzystują do swoich działań ulubione rzeczy swoich ofiar, zabawki dzieci, lub domowe zwierzęta, robią to przede wszystkim dlatego, aby utrzymać swoją władzę i kontrolę nad swoim partnerem i dziećmi. Szkodząc zwierzęciu, czy zabierając dziecku zabawkę lub ją celowo psując, sprawca wzmacnia poczucie strachu w swoim otoczeniu, zmusza do poczucia izolacji i rozpaczy. Gdziekolwiek nie mielibyśmy do czynienia z przemocą emocjonalną lub psychiczną, czy to w rodzinnym domu, czy w pracy, objawia się ona w podobny i schematyczny sposób.

Ogólne przykłady oznak i objawów przemocy psychicznej i emocjonalnej:
– wyzwiska,
– mówienie dyrektywne często połączone z krzykiem,
– znieważanie osoby – poniżanie jej,
– grożenie / szantaż, np. że coś się zabierze,
– wyśmiewanie – wyśmiewanie poprzez naśladownictwo,
– wycelowane w osobę wulgaryzmy,
– ignorowanie – deprecjacja,
– izolowanie, nie pozwalanie na zapraszanie gości, lub zapraszanie tylko wybranych przez siebie gości,
– kontrolowanie maili, smsów, telefonów i wyjść poza dom/pracę,
– potajemne nagrywanie,
– grożenie śmiercią sobie, lub bliskim,
– niszczenie mienia,
– nie pozwalanie na prywatne rozmowy z innymi – na pozostawanie samemu,
– zmuszanie kogoś do robienia rzeczy w sposób skrajnie dokładny, wytykanie błędów, które nie istnieją.

Znaki nadużywania przemocy psychicznej zauważyć można zatem na wiele sposobów i może ona przejawiać się w wielu zachowaniach. Niektóre z nich są bardzo subtelne i stwarzają wręcz pozór troski, albo innych pozytywnych inwencji. To, co ułatwia ją zidentyfikować, to kontekst w jakich się pojawia. Osoby stosujące przemoc psychiczną i emocjonalną zaprzeczają często swoim agresywnym zachowaniom, wmawiając swoim ofiarom, że to one sprowokowały ich do agresji. Często też oskarżają partnera i otoczenie o brak zrozumienia. Odgrywają przed rodziną i bliskimi troskliwych, opiekuńczych i delikatnych, by zyskać zaufanie i uśpić czujność środowiska w którym żyją. Czasami manipulują używając płaczu, by wzbudzić litość, czy błagają o przebaczenie, powołując się na swoje uczucia. Kiedy to, co słyszymy może być emocjonalną i psychiczną udręką? – Poniżej znajdują się przykłady, zróżnicowane przez psychologów i terapeutów, które w swej regularności mogą stanowić zagrożenie jakim jest przemoc psychiczna..
– Jesteś taki słodki kiedy próbujesz się skoncentrować!
– Spójrz na nią, człowieku, ona stara się myśleć.
– To nie jest to, co miałem na myśli – domyśl się.
– Nigdy nie zrozumiem dlaczego cię kocham.
– Zabiorę nasze dzieci, jeśli mnie zostawisz.
– Wziąłem ślub przed Bogiem i przede wszystkim jego będę szanować.
– Zachowaj swoje przekonania dla siebie.
– Myślałeś? – lepiej za dużo nie myśl, zrób to jak należy.
– Możesz zrobić jak chcesz, ale ja zrobiłabym to inaczej…
– Ale z ciebie sierota.
– ty idiotko, ty debilko jedna, ty kretynko!
– jesteś nieudacznikiem
– beze mnie byłabyś nikim,
– taką szkołę to każdy może skończyć,
– Wszyscy inteligentni ludzie to wiedzą,
– Ktoś tutaj nie mówi prawdy,
– ja przez ciebie się rozchoruję,
– złamałeś mi życie, – gdyby nie ty, żyłoby mi się o wiele lepiej,
– jeśli mi nie pomożesz, powiem twojej mamie, jaki z ciebie mąż,
– mów mi częściej, że mnie kochasz, a zobaczysz, co potrafię,
– z Jolą mogłem swobodnie rozmawiać,

Ważne jest, aby pamiętać, że każdy z tych przykładów przemocy psychicznej odnosi się w równym stopniu do mężczyzn i do kobiet. Pamiętać też trzeba, że jeśli podobne hasła pojawią się podczas sporadycznej kłótni nawet takiej, podczas której pojawi się głośny krzyk, stłucze się przysłowiowe trzy talerze i nie są one powszechne w relacjach, to nie możemy tu mówić o stosowaniu przemocy emocjonalnej i psychicznej. Przemoc jest wtedy, gdy jest ona regularna, wręcz progresywna i prowadzi do korzyści jednej osoby względem cierpienia drugiej.

Biblioteka / Strory Source:
http://www.healthyplace.com/
http://www.welshwomensaid.org.uk/
http://psychcentral.com/
https://parenting.pl
http://www.self-psychologia.pl/

Artur Jastrzębski

Integracja Sensoryczna

Terapia integracji sensorycznej została stworzona, by pomóc dzieciom, które wykazują problemy związane z własnym światem zmysłów, przez co ich odbiór rzeczywistości zostaje zaburzony. Okazuje się, że to co dla przeciętnej osoby jest normalne, dla dziecka z zaburzonym przetwarzaniem informacji sensorycznych, może okazać się bardzo trudne. Przerwy w szkole, sztuczne/naturalne oświetlenie, muzyka w radiu i w telewizji, ton głosu itp. może sprawiać zaburzenia percepcji, uwagi i procesów poznawczych. Nie wspominając o tych bodźcach, które są w zbyt wielkim nasileniu takich jak szum i hałas zatłoczonej ulicy, zbyt intensywne/słabe światło, zapachy (piekarnia, lakiernia itp.) częste krzyki, dźwięki maszyn i urządzeń. W związku z powyższym ten rodzaj terapii opiera się na założeniu, że niektóre dzieci doświadczają przeciążeń sensorycznych i są nadwrażliwe na pewnego rodzaju stymulacje.
Terapia Integracji Sensorycznej (Sensory Integration – SI) wykorzystuje system powtarzalnych ćwiczeń, które stopniowo pomagają dziecku, adaptować się do różnego rodzaju czynników sensorycznych. Osoba poddana terapii, przyzwyczaja się do bodźców i nie reaguje już na nie, tak jak wcześniej. SI wprowadza dzieci do współczesnego świata wielu stymulantów sensorycznych w sposób uporządkowany i powtarzalny. Według terapeutów dzięki tej metodzie osoba poddana terapii, może z czasem normalnie funkcjonować wszędzie tam, gdzie wcześniej stanowiło to problem. Dziś wiemy, że mózg człowieka rozwija się długo, jeszcze od czasów narodzin, aż do wczesnej dorosłości, oraz że jest bardzo „plastyczny” co pozwala przystosowywać mu się do nowych sytuacji i okoliczności nie tylko w okresie rozwoju młodego człowieka ale nawet przez całe życie. Teoria Terapii Sensorycznej odnosi się do wiedzy i badań związanych z neuropsychologią, coraz więcej też, pojawia się badań na temat jej skuteczności, nie tylko w przestrzeni zmysłów, ale i w związanych z nimi procesami poznawczymi. Dlatego zwolennicy tej terapii twierdzą, że pomaga ona również uczyć się i skutecznie kierować uwagą. Terapia SI jest przeznaczona głównie (choć nie tylko) dla dzieci z orzeczeniem lub zagrożeniem zaburzeniem rozwoju takim jak: ADHD, spektrum autyzmu, czy dyspraksja, ale również wielu terapeutów zaleca ją w przypadkach zaburzeń zachowania, słabych wyników w nauce, oraz wspomagania rozwoju. Może być również stosowana u małych dzieci, które wykazują oznaki opóźnienia rozwojowego, czy osób niepełnosprawnych.
Podkreślić należy, że terapia integracji sensorycznej może być i często jest świetną zabawą dla dzieci, ponieważ w trakcie zajęć umożliwia im doświadczanie świata, poprzez zabawy na huśtawkach, ściankach wspinaczkowych, przy muzyce i efektach świetlnych oraz poprzez gry z figurami różnych rozmiarów, tekstur i ciężkości, gdzie łączy się materiały plastyczne takie jak glina i zapachowe olejki eteryczne. Terapeuta stopniowo sprawia, że działania te są co raz, to bardziej wymagające i skomplikowane, ale nie tracą na swojej atrakcyjności. Dziś jest to bardzo popularna i chwalona forma terapii jaka jest dostępna dla dzieci, zarówno w naszym kraju jak i zagranicą.

Wojciech Kołodziej

Co to jest Gelotofobia

W terapii różnych zaburzeń psychicznych, coraz większą rolę odgrywa zdolność poczucia humory, umiejętność dostrzegania zabawnych sytuacji, które to niewątpliwie stanowią zasób osoby chorującej w kontekście jej powrotu do zdrowia. Naukowcy już dawno dowiedli występowanie zależności pomiędzy poczuciem humoru a redukcją stresu, lęku a nawet bólu. Także pozwala na odmienne spojrzenie dotyczące kwestii kluczowych w procesie terapeutycznym, nabrania niejako dystansu do przyczyn zaburzeń i ich konsekwencji oraz buduje relacje z terapeutą. Wydaje się to oczywiste.

Natomiast należy zwrócić uwagę na możliwe ograniczenia i niebezpieczeństwa stosowania takich technik. Są osoby, którym śmiech kojarzy się w pierwszej kolejności z napiętnowaniem, upokarzaniem czy ośmieszaniem. Taka obawa przed wyśmianiem nazywa się gelotofobią. Jedno z wielu badań miało na celu sprawdzenie lęku przed wyśmianiem w dwóch grupach: pierwszą z nich stanowiły osoby kliniczne zaś w drugiej były osoby zdrowe psychiczne – grupa kontrolna. Grupy liczebnie były zbliżone do siebie i wyniosły odpowiedni 100 i 94 badanych. Poziom gelotofobii w grupie klinicznej okazał się istotnie wyższy a najbardziej nasiliła się ta cecha u pacjentów z zaburzeniami osobowości typu paranoidalnego, schizotypowego oraz borderline. Również wysoki poziom gelotofobii wystąpił u osób z diagnozą schizofrenii. Czas trwania choroby lub zaburzenia także miał znaczenie. Wystąpiła zależność dodatnia między długością chorowania a poziomem lęku przed ośmieszeniem (Forabosco, Ruch i Nucera, 2009). Przytoczone badania pokazały prostą korelacje między określonym zaburzeniem psychicznym a wrażliwością bycia wyśmianym.

Badanie kwestii gelotofobii może okazać się bardzo przydatne w konstruowania programu terapeutycznego np. dla osób z diagnozą schizofrenii oraz niektórych zaburzeń osobowości ponieważ zwraca uwagę na rolę śmiechu czy w ogóle poczucia humoru jako indywidualnej cechy warunkującą pozytywny odbió oddziaływań osób posługującą się taką formą komunikacji i odpowiednie zrozumienie jej zgodnie z intencją autora.

Warto pamiętać, by w kontakcie z ludźmi szczególnie dopiero poznanymi refleksyjnie stosować poczucie humoru, tak by niewinne żarty nie kazały się karą.

[WK]

Inspiracje:
Parnowska,D., Braniecka,A., Radomska, A., (2013): Poczucie humoru w schizofrenii – zdolność do odbioru komizmu i możliwości jego wykorzystania w oddziaływaniach terapeutycznych, Psychiatr. Pol.; 47(5): 945–956

 

Artur Jastrzębski

Nikt nie wie co to strach, dopóki nie usłyszy krzyku dziecka w nocy.

Płacz dziecka w nocy postawił na baczność, nie jednego rodzica. Mimo totalnego zmęczenia i wyczerpania nagle odnajdują się utajone rezerwy siły po to, aby ukoić swoje dziecko, oraz sprawdzić co było/jest powodem płaczu. W przypadku niemowląt, sprawa jest prostsza, powszechnie wiadomo, że krzyk i płacz to rodzaj komunikacji, mówiący ogólnie o dyskomforcie dziecka spowodowanego głodem, nieodpowiednim ułożeniem, czy zanieczyszczeniem fizjologicznym. Po pewnym czasie staje się to rutyną, krzyk ustaje, a płacz niemowlęcia przestaje być nieznośny, rodzic niejako już na śpiąco potrafi zaspokoić swoje maleństwo, udzielając mu odpowiedniej pomocy. Inaczej sprawa wygląda, gdy budzi nas krzyk dziecka starszego. Tu, bez podręczników wiemy, że coś się dzieje negatywnego, mamy to jakby wdrukowane. W odróżnieniu od koszmarów nocnych, płacz jest alarmem związanym z bezpośrednim bodźcem, do którego się nie przyzwyczaimy. Coś ten płacz i krzyk przecież spowodowało? oczywiście koszmar nocny też mogło, ale.. już nie musiało – w pewnych sytuacjach mogą śnić nam się koszmary, bez względu na nasze doświadczenia. W płaczu tymczasem od razu doszukujemy się przyczyny, ponieważ wiemy że jest on ekspozycją negatywnych odczuć. Chcemy jak najprędzej osobie, którą kochamy pomóc. Powodem mogą być stany wewnętrzne, ale też i sytuacje zewnętrzne poza kontrolą, nagłe trzaśnięcie drzwi, ugryzienie owada, hałas z zewnątrz, ból fizyczny spowodowany upadkiem, można by tak wymieniać… Najlepiej zresztą zrozumieją to rodzice, dobrze wiedzą, że nic nie równa się pobudce spowodowanej krzykiem dziecka. Nawet płacz zasłyszany u sąsiadów, włącza czujność, która czasem potrafi spowodować, iż zajrzy się do pokoju własnego podopiecznego, aby sprawdzić czy wszystko jest ok. Płacz nocny, jak wiele innych rzeczy tworzących dyskomfort, łatwiej ukoić, kiedy znamy jego przyczynę np. „już zamknęłam okno kochanie i drzwi nie będą trzaskać”. Trudniej zaś, gdy jest ona nieznana. Oczywiście, nie musimy udawać się od razu do specjalisty, naturalnym będzie poszukiwanie odpowiedzi i rodzicielska analiza, np. kłopoty w szkole/przedszkolu, o których się nie dowiedzieliśmy, lub nasze zachowanie, czyli rodzinne kłótnie, albo towarzyszący nam stres, czy choroby, które mogły wzbudzić lęk i finalnie płacz. Warto przy tym sprawdzić temperaturę dziecka, lub poszukać w pamięci jakiś charakterystycznych sytuacji, które naprowadzą nas na trop, dzięki którym uda nam się zapobiec podobnym zdarzeniom, dodatkowo wywiad z wychowawcą, lub rozmowa z dzieckiem, albo jedno i drugie i jeszcze trzecie… Kiedy sytuacja staje się jaśniejsza, najzwyklej rozwiązujemy problem.

Kiedy więc udać się do specjalisty?
Do specjalisty udajemy się, gdy płacz/krzyk nocny jest regularny, kilka razy w miesiącu, lub tygodniu i nie potrafimy wyjaśnić jego przyczyn, gdy trudno naszego podopiecznego ukoić, gdy jest uciążliwy zarówno dla nas, jak i naszego dziecka. Płacz nocny może być częścią wielu zaburzeń rozwojowych, ale tylko wraz z innymi cechami, które daną jednostkę charakteryzują. Zaburzenia te można uregulować za pomocą czasami tylko porad psychologicznych, nieraz jednak wymagana jest konsultacja medyczna, leczenie farmakologiczne, psychoterapia lub kontakt z psychiatrą. Sprawa zatem, może być poważna i nie należy jej lekceważyć. Warto tu również przypomnieć, o naszych różnicach indywidualnych, które warunkować mogą naszą wrażliwość emocjonalną i reaktywność wywołującą płacz, lub krzyk. Niektóre osoby są bardziej skore do skrajnych emocji, inne nie. Osoby wrażliwe nie dość, że prędzej mogą zareagować płaczem, to jeszcze mogą mieć trudności z wyjaśnieniem jego przyczyn. Osoby introwertywne mogą zaś płacz tłumić lub/i podszlochiwać, nie wzbudzając reakcji otoczenia, sprawiając wrażenie, że wszystko jest w normie. Dziecko więc może być z charakteryzowane jako mające problemy, gdy faktycznie wynika to z procesu kształtowania się jego osobowości i temperamentu, być więc zachowaniem dla niego normalnym, oraz jako nie mające problemów, gdy trudności ciążą mu w funkcjonowaniu. Wpływ na skrajnie emocjonalne zachowanie związane z nocnym krzykiem, mogą mieć również leki, dlatego warto czytać dokładnie ulotki, oraz dieta dziecka. Przyczyn może być wiele, dlatego nie należy tego ani bagatelizować, ani nadawać nadmiernych emocji i zachowań, po prostu kiedy nie potrafimy pomóc dziecku zgodnie z naszą miłością, intuicją, wiedzą i doświadczeniem, szukamy specjalisty, który nam pomoże.

Źródło:
https://www.psychologytoday.com
https://www.laleche.org.uk

Życie z MPD

Doświadczenie jakim jest życie obok osoby z Mózgowym Porażeniem Dziecięcym to źródło nieograniczonej pokory, piękna, miłości i pewnej tajemnicy, jakie zdrowy człowiek może otrzymać w takiej przygodzie. A skoro mowa o przygodzie, to jak każda, nie obywa się bez bólu, cierpienia, frustracji i łez dla każdej ze stron. Piękno ukryte za tym, czego dzisiejszy świat nie znosi, piękno dla którego krzywa Gaussa upodobań i estetyki ludzkiej jest bezlitosna. Jak to możliwe, że mimo tylu trudności chce się żyć? Trudności? …które bynajmniej nie leżą w niepełnosprawności, a raczej w ludzkiej słabości i niewiedzy …a żyć się chce… Inspiracją dla powyższego stał się przypadkowo przeczytany cytat autorstwa Yvonne Pierre. „Mam marzenie … że kiedyś WSZYSCY rodzice dzieci z niepełnosprawnością, spostrzegną swoje dziecko jako błogosławieństwo, a nie ciężar.” Ten świat ma naprawdę wiele do zaoferowania, zarówno w kontekście my dla MPD, jak i ono dla nas… 

Wojciech Kołodziej

Dlaczego zapominamy proste informacje? O zawodności ludzkiej pamięci.

Kilka lat temu przeprowadzono sondę wśród polityków, w której pytano o rok wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Wydawałoby się, że pytanie dla osoby będącej w sejmie jest banalne i oczywiste. A jednak znaleźli się posłowie, którzy wymieniali datę kilka lat później lub wcześniej od faktycznej. Z wrodzonej dobroci nie będę wymieniał nazwisk uczestników wspomnianego materiału. Więcej, osoby, które zostały przyłapane na nie możności przypomnienia sobie odpowiedzi na wydawałoby się bardzo łatwe pytanie są niejednokrotnie poddane ostracyzmowi w postaci chociażby youtubowych filmików zatytułowanych „Najwięksi IDIOCI/DEBILE w teleturniejach”. A przecież każdy z nas każdego dnia szuka telefonu, kluczy, zostawionego auta na parkingu, etc. Jak to się dzieje, że pamięć ludzka jest tak zawodna, podatna na zniekształcenia, zlewanie się wydarzeń?

Porównując naszą pamięć do pamięci komputerowej w prosty sposób można zauważyć ewidentne różnice. Nasze komputery są w stanie o każdej porze wymienić wszystkie słowa, które zapisaliśmy od kilkudziesięciu lat na swoim dysku w setkach plików, wszystkie zdjęcia od czasu kiedy zakupiliśmy pierwszy aparat cyfrowy, wszystkie wiadomości, które otrzymaliśmy i wysłaliśmy od kilkunastu lat. Ja nie pamiętam, co jadłem i jak byłem ubrany w poprzednią środę, do kogo wysłałem wczoraj wiadomość na portalu społecznościowym, nie mówiąc już o treści wiadomości. Podczas gdy pamięć komputera jest niezawodna, to pamięć ludzka przypomina raczej prowizoryczny mechanizm, nie dający żadnej gwarancji działania.

Pamięć ludzka ma charakter kontekstowy. Informacje, które chcemy odtworzyć przypominane są za pomocą wskazówek, skojarzeń, bardziej oczywistych zagadnień. To tak jakbyśmy zwracali się do naszego mózgu: Przepraszam, że Ci przeszkadzam mój mózgu ale Proszę o jakieś informacje na temat bitwy Warszawskiej. Zazwyczaj dzieje, się tak, że w mgnieniu oka otrzymujemy określoną porcję informacji, choć nie mamy zielonego pojęcia gdzie w sensie materii ona się znajduje. Na ogół przypominane wiadomości wpadają nam do głowy za pomocą skojarzeń i ścieżek, które doprowadzają nas do nich. Np. myśląc o ekranizacji bitwy Warszawskiej jesteśmy w stanie wymienić więcej szczegółów wydarzenia: rok, postacie, okoliczności, klimat kulturowy.
Sytuacja, w której się znajdujemy wpływa istotnie na odkrywanie ścieżek dostępu do informacji. Łatwiej przypomnieć sobie będąc w lesie wszystko, to co wiemy o faunie i florze leśnej. Około wiek temu Harvey Carr, notabene student wielkiego behawiorysty Watsona zajmował się badaniami polegającymi na uczeniu szczurów przechodzenia przez odpowiedni labirynt. Carr zauważył dość przypadkowo, że szczury, które uczyły się labiryntu przy dziennym świetle lepiej odtwarzały drogę przy zapalonej żarówce a więc wpłynął na to czynnik, pozornie nie związany z trudnością pokonywanej drogi. Nie tylko u ludzi ale i u wielu zwierząt procesy ewolucyjne wykształciły asocjacyjny system pamięciowy. Natomiast w przypadku pamięci komputerowej programiści używają do zapisywania informacji niejako mapy miejsc, w których dokładne miejsce wiadomości zapisywane jest poprzez kod w systemie binarnym (O lub 1) i jeśli chcemy dotrzeć do określonej informacji dany kod uruchamia jedyną ścieżkę do niej. Zaś człowiek chcąc wydobyć informacje ze swojego mózgu, stara się przypomnieć jak najwięcej wskazówek, które doprowadzą go na właściwe tory poprawnej odpowiedzi.

Zaletą w tym kontekście jest fakt, że pamięć ludzka potrafi określić ważność danej informacji w określony sposób i ta ważność w każdej sytuacji może być odmienna. Procesy skojarzeniowe odtwarzają, co było istotne w podobnych sytuacjach i te wnioski pozycjonują jako ważniejsze, konieczniejsze do odtworzenia. Dlatego, kiedy sobie coś przypominamy odbywa się to w określonym kontekście, który może wpłynąć na to, czy w ogóle sobie przypomnimy daną informacje.

Nie zawsze jest to dla nas korzystne. Często przypominamy sobie o zaspokojeniu potrzeby w sytuacji, w której nie możemy jej zrealizować. Niejeden student na egzaminie biję się w czoło: jak mogłem zapomnieć nie nauczyć się tej części materiału o którą teraz jestem pytany?! Inne następstwo sytuacyjnego zapamiętywania dotyczy rozbieżności sytuacji w której przyswajana jest informacja do tej w jakiej będzie ona odtwarzana. Trudno sobie zaaranżować warunki z pokoju konferencyjnego firmy w której się pracuje we własnym domu by nauczyć się zagadnień z przygotowywanej prezentacji ale można za to uczyć się w koszuli, w której planujemy wystąpić.

Nie dość, że nasza pamięć jest często zawodna, to również może być kłamliwa. Skojarzeniowe cechy tej funkcji nie potrzebują wiele aby źle zinterpretować odbierane bodźce i połączyć je z wydarzeniami, które nie zaistniały w rzeczywistości. Jedno z klasycznych badań na tym gruncie dotyczyło zapamiętywania układu kropek a następnie wskazania tych układów, które wcześniej wystąpiły. W rzeczywistości ponownie eksponowane były badanym nowe układy kropek ale za to pozlepiane z poprzednich. Osoby natomiast deklarowały, że już wcześniej te same układy wystąpiły przy poprzednich ekspozycjach (Posner i Kecie, 1968.). Badani, nie dość, że w ewidentny sposób mijali się z prawdą, to byli mocno przeświadczeni o prawdziwości swoich odpowiedzi. Zatem, czy można lub w jakim stopniu można ufać naocznym świadkom przestępstw, wyjątkowych zdarzeń czy gawędziarzom opowiadanych historii? Pewność o słuszności nie idzie w parze z wiarygodnością relacji!

Wyjaśniając naturę przytoczonych zjawisk nie sposób uciec od charakteru umiejętności, który musieli posiadać nasi przodkowie aby móc przetrwać. Z tej perspektywy bardziej adaptacyjną funkcją pamięci było większe odróżnianie istoty wydarzeń od jej szczegółów. Gdyby ewolucja od początku postawiła na pamięć lokalizacyjną, gdzie konkretne informacje znajdowałyby się w konkretnym miejscu a dopiero po tym etapie zaczęła nadbudowywać pamięć skojarzeniową dziś nie mielibyśmy tylu ograniczeń poznawczych. Odkąd nasza pamięć zaczęła wspinać się na szczyt pamięci skojarzeniowej, nie dostrzegła innego, równie atrakcyjnego szczytu związanego z pamięcią lokalizacyjną. Ale może dzięki temu nie wyewoluowaliśmy jako komputery a świadome jednostki, które oddziaływują na zastaną rzeczywistość.

Żeby nie było zbyt przygnębiająco należy podkreślić, iż możemy skorzystać z wielu metod, które w znaczący sposób poprawiają procesy pamięciowe. Najpopularniejszą metodą są mnemotechniki, metody skojarzeniowe, gdzie daną informacje staramy się zestawić z dobrze znanym wydarzeniem, miejscem lub sytuacją. Choć dobre są również wydarzenia nieprawdopodobne lub śmieszne. Np. każdy z nas zapamiętałby sytuacje, gdyby w czasie letniego rejsu po morzu nagle wyskoczyły z wody trzy delfiny i wykonały coś na kształt salta w powietrzu przy zgodnej synchronizacji. Nieprawdopodobne? Pewnie tak ale zostaje w pamięci na bardzo długo. Mnemotechniki są nieograniczone. Można też próbować dostosować swoją pamięć do własnych ograniczeń za pomocą zautomatyzowania możliwie wielu czynności. Tam gdzie funkcjonujemy automatycznie, tam poświęcamy znikome części uwagi i pamięci.

Oczywiście pamięć ludzka jest zawodna pomimo, że tak wiele na niej spoczywa, PAMIĘTAJMY – jesteśmy w stanie ją wspomagać, by była choć trochę większa, szybsza i bardziej użyteczna.
[WK]

Inspiracje:
Marcus, G., (2009), Prowizorka w mózgu, Wyd. Smak Słowa, Sopot, rozdz. I
Materiały własne

Artur Jastrzębski

Podział ról w rodzinie

Role w rodzinie pełnią funkcję organizacyjną i są bardzo pożyteczne. Stanowią ramę, czy raczej strukturę, na której oparte są właściwości i umiejętności każdego z członków rodziny, co zapewnia rodzinie stabilność, spójność i jednocześnie odrębność. Role w rodzinie tworzą jej system, który w odpowiednich relacjach chroni rodzinę i zapewnia jej niezależność, a jednocześnie jest otwarty na świat zewnętrzny, spójny i współpracujący z nim. Role w rodzinie stają się problemem, gdy są one sztywne i niejako narzucone członkom rodziny, oraz stanowią dla nich drogę do przetrwania w niesprzyjającym środowisku. Szczególne znaczenie role nabierają w rodzinach, gdzie stosowane są nadużycia. Uzależnienia od alkoholu i śrdoków uzależniających, gdzie jeden z członków rodziny znęca się psychicznie, fizycznie nad innymi, gdzie rodziny są po tzw, przejściach, czyli nieudanych małżeństwach, traumach rodzinnych, lub muszą radzić sobie w formie z różnych powodów zdekompletowanej. Poza tym, role w rodzinie w swoim złym przeznaczeniu doskonale funkcjonują tam, gdzie z różnych powodów jest potrzeba rzutowania na środowisko (otoczenie) obrazu szczęśliwej rodziny, jednocześnie zaprzeczając, że coś jest nie tak. Opierając się głównie na pracach Virginii Satir, oraz Claudii Black i Sharon Wegscheider poniżej znajdują się charakterystyki ról, które mogą pojawiać się w systemach rodzinnych i znacząco wpływać na ich kształt oraz życie jej członków.

Bohater.
Bohater w strukturze rodziny występuje zawsze tylko jeden. Najczęściej to osoba, która dostaje dobre oceny w szkole (niekoniecznie najlepsze, ale zawsze wyższe od innych w rodzinie). Czego się nie podejmie, to czyni to tak, aby było to skuteczne i zauważone. Jest zorientowany na cel i zdyscyplinowany w tym. Często chwalony, jest powodem do dumy dla rodziny i na tym tle jest też jej etykietą. Rezygnuje z własnych potrzeb na rzecz rodziny. Z zewnątrz, prezentuje się jako osoba najłatwiejsza do zauważenia, na której można polegać w różnych sytuacjach. Wewnętrznie jednak, spoczywa na niej ciężar podejmowania wszelkich działań by rodzina zewnętrznie wyglądała dobrze, przejmując często funkcje rodziców, czy nawet instytucji państwowych, oraz dbania o to, by defekt rodziny nie ujrzał światła dziennego. „Bohater”uważa również, że jeśli będzie doskonały, to problemy rodzinne odejdą. Mimo, że jest liderem, wciąż opiera się na akceptacji innych dla własnej własnej wartości. Jako osoba dorosła stara się prowadzić życie, które umożliwi mu kontrolowanie innych, zarówno w gosdpodarstwie domowym oraz w pracy zawodowej, co może tworzyć nierówność relacji, konflikty i niezgodę.

Dziecko „niewidzialne”(zwane także dzieckiem we mgle lub dzieckiem zagubionym).
Stara się swoją osobą nie zwiększać i nie dodawać problemów w rodzinie. Jest opiekuńcze, współczujące i wrażliwe. Zachowuje się tak, jakby było zbędne i niewidzialne. Robi wszystko by nie sprawiać kłopotów wychowawczych. Wewnętrznie niespokojne, z poczuciem frustracji i żalu, że nikt nie zwraca na nie uwagi. W życiu dorosłym może uważać, że jeśli będzie się troszczyć o swojego partnera, to ten go nigdy nie opuści – zatracając się przy tym w realizacje jego potrzeb, kosztem własnego życia. Często czuje, że nie ma żadnej wartości z wyjątkiem tego, co robi dla innej osoby. Aby być zdrowym, musi znaleźć swoją własną wartość.

Kozioł ofiarny.
Kozioł ofiarny jest członkiem rodziny, który jest obwiniany za wszystkie niepowodzenia i kłopoty w rodzinie. W szkole nawet jeśli dostaje tylko nieco gorze stopnie, to jest to postrzegane jako coś najgorszego, co obniża motywacje do nauki i w efekcie końcowym, pogarsza realnie edukacje. Zwraca na siebie uwagę w sposób dostosowany do wymagań rodziny, czyli reprezentuje zachowania negatywne, takie jak bójki w szkole, wagary, prowokacje, drobne przestępstwa. Tylko w ten sposób udaje mu się uzyskać uwagę rodziny. Oczekiwania wobec kozła ofiarnego są nikłe, jest tylko celowym powodem by odwrócić uwagę od realnych dysfunkcji rodziny. Często też służy jako osoba do wyładowywania negatywnych emocji, bywa, że jest bite i poniżane zarówno przez rodziców, jak i rodzeństwo. Trudności „Kozła ofiarnego”często prowadzą go do uzależnień, co tylko staje się większą pożywką dla rodziny, w kształtowaniu jego negatywnego obrazu. Wewnętrznie czuje nadmiar lęku, złości i osamotnienia. W życiu dorosłym wybiera zawody pasujące do jego uzdolnień i predyspozycji, jakby tym samym przeciwstawiając się potrzebom i normom stawianym przez rodzinę. Jej relacje ze znajomymi i partnerami często są nie akceptowane i spotykają się z dezaprobatą.

Maskotka.
Jest to rodzinny clown, który swoją rolą często wybiega poza obszar swojego domu. Ma wręcz narzuconą zdolność do łagodzenia stresu i bólu innym, do tego stopnia, że może nawet pod fasadą humoru nie widzieć, własnych potrzeb.
Występuje na rodzinnych uroczystościach, wszyscy mogą się takim dzieckiem pobawić, wycałować, przytulić. Bez względu na porę potrafi być śmieszne, np. złagodzić gniew i agresję ojca, czy rozproszyć smutek i melancholię mamy. W razie potrzeby jest zabierane do urzędów i instytucji, żeby sprawniej załatwić sprawę, lub jako osoba towarzysząca podczas codziennych zakupów, czy rodzinnych spotkań. Często przez rodzinę jest niepoważnie i groteskowo traktowane nawet w dorosłości i trudno jest takiej osobie zerwać z obrazem wiecznego, zabawnego dziecka, co skazuje ją na tą rolę już na zawsze. Wewnętrznie, może być ciągle czujne by móc być gotowym do zabawiania w każdej sytuacji, zlęknione, gotowe do ciągłej gry, z wdrukowanym poczuciem, że jeśli nie zadowoli innych to jest bez wartości.

Wszystkie te role to oczywiście ogólniki i nie są sztywnym przedmiotem diagnostycznym problemów rodzinnych, jednak wiele osób się w tych rolach odnajduje i dzięki nim i uzmysławia sobie ewentualne przyczyny własnych problemów. Bywa i tak, że jedna osoba dźwiga nie jedną rolę, ale nawet dwie i więcej. Powyższe role nie są też przewidziane tylko i wyłącznie dla potomstwa w rodzinie, ale mogą się odzwierciedlać w rodzicach i partnerach stanowiących komórkę rodzinną. Przyczyny wyodrębniania się członków rodzin do powyższych ról, tak jak jest to ukazane na wstępie, są różne i nie muszą dotyczyć tylko tzw. rodzin patologicznych i dysfunkcjonalnych. Tak samo jak natężenie cech każdej z poszczególnych ról może być zróżnicowane, w zależności od środowiska w jakiej funkcjonuje rodzina, oraz cech indywidualnych poszczególnych jej członków. Jedni będą mieli więcej z „Bohatera” (niż jest to ukazane w przykładzie), inni mniej, a jeszcze inni mogą dzielić tę rolę z maskotką.

Inspiracja i źródło / Story Source:
http://www.psychology.com/articles
Rodzina. Tu powstaje człowiek. Virginia Satir, Tłumaczenie: Małgorzata Trzebiatowska, Łucja Ochmańska Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, 2000

Artur Jastrzębski

Bez samodyscpliny sukces jest nie możliwy.

Nie wątpliwie, każdy z nas chyba codziennie, musi się mobilizować, aby wykonać podstawowe czynności obowiązujące nas w życiu. Od wstania z łóżka, do realizacji bardziej złożonych projektów w pracy, czy zadań w szkole. Otoczeni jesteśmy sytuacjami, które wymagają od nas samodyscypliny, dzięki temu możemy poprawnie funkcjonować w świecie. Sytuacja się zmienia, gdy stajemy przed wyzwaniem, które jest dla nas ważne i często wiąże się tym, że będziemy musieli poświęcić jemu dużo czasu (tygodnie, miesiące, lata), oraz zmuszeni będziemy do reorganizacji naszego dotychczasowego życia. Wtedy samodyscyplina, ta z którą w codziennych sytuacjach nie mamy trudności staje się czasami murem nie do przebycia. W sieci i w poradnikach znajdziemy mnóstwo porad jak sobie wtedy radzić. Bez względu na to jaką metodę wybierzemy ważnym jest, aby pamiętać że żadna nie odniesie sukcesu, jeśli nie będziemy skutecznie podlewać naszej motywacji osobistej – wewnętrznej. Nawet najlepszy trener, coach, nauczyciel i rodzic nic nie zdziała, bez wewnętrznej potrzeby zmiany swojego podopiecznego. Tak, jak chęć porannego otworzenia oczu, tak samo realizacja planów długoterminowych wymaga samoświadomości i samokontroli. Wydaje się, że najlepiej zdają sobie z tego sprawę ci, którzy zajmują się osobami chorymi, niepełnosprawnymi, ci którzy na co dzień uczą, rehabilitują, oraz ci którzy zajmują się trenowaniem. Każdy z nas pewnie kiedyś czuł, że uczy się czegoś tylko po to, żeby to zaliczyć i zaraz zapomnieć, tak właśnie jest kiedy motywacja przychodzi z zewnątrz, kiedy nie stoi za nią wewnętrzna chęć, a z nią często pasja, lub zabawa. (Nie każdy kocha chemię, historię, matmę czy podstawy programowania – wtedy właśnie zalicza się na tzw. sztukę – byle zaliczyć). Podobnie sytuacja może wygladać, gdy osoba pragnie się odchudzić, ale motywacji szuka poza sobą, w tabletkach, trenerze personalnym, lub kolejnej diecie i choć efekty zauważalne mogą być widoczne nawet już po kilku dniach, to bez samodyscypliny raczej nie utrzymają się one na długo… Zarówno historia jak i nauka niejednokrotnie wskazywała, że w przypadku umotywowania wewnętrznego, jesteśmy wstanie przetrwać, najgorsze wyrzeczenia, wojny i uciski. Często takiej postawie towarzyszy dodatkowy element, czyli wiara w sens swoich działań, planów i celów. Pozwala ona pokonać trudności bez względu na to, jakie one by niebyły, nawet wtedy, gdy horyzont sukcesu jest nie widoczny.

Artur Jastrzębski

Jeśli wszystko masz pod kontrolą, nie poruszasz się wystarczająco szybko.

No więc właśnie jak to jest? Czy lepiej, gdy pewne rzeczy odpuścimy sobie i pozwolimy na głębsze tchnienie, czy może trzymać wszystko w zasięgu wzroku i kontroli, a oddech zostawić na wyznaczony na to czas? Badania wykazują, że drugą opcję, niezmiernie rzadko udaje się w pełni realizować, a także pochłania ona masę energii i jest znaczniej psychicznie i fizycznie wyczerpująca. Kiedy odważymy się na odpuszczenie pewnych celów, kosztem innych, lub je zważymy pod względem ważności dla nas, okazuje się, że nie dość, że działamy sprawniej, to dodatkowo sprawia nam to większą frajdę i mniejszy wysiłek. Pełna kontrola jest najzwyklej nie możliwa i zmuszanie się do niej prowadzi do kłopotów, jeśli ktoś twierdzi, że w pełni wszystko kontroluje, albo żyje w niewiedzy, albo się oszukuje, albo reprezentuje zaburzenia funkcjonowania, których podłożem może być niska samoocena. Popularne dziś „Flow” jest lepszą prognozą na przyszłość, niż autodyktatura i pozorny ład. Dlatego warto jest się pochylić nad sentencją Mario Andretti i pamiętać o niej, zwłaszcza w momentach gdy czujemy, że nadmiar obowiązków doprowadza nas do obłędu.

Artur Jastrzębski

Bierna agresja

Bierna agresja jest zdefiniowana jako celowy i zamaskowany sposób wyrażania ukrytych uczuć gniewu (Long, Long & Whitson, 2008), może ona przybierać różne formy. Osoba zamiast komunikować szczerze swoje stanowisko, postawę i emocje, gdy czuje się zdenerwowana, zirytowana, lub rozczarowana, odgrywa zupełnie sprzeczną rolę z tym co czuje, jednocześnie robi wiele, by wymóc to, co sama chce uzyskać. Objawia się na przykład poprzez, nieszczery uśmiech, niepodyktowane altruizmem zachowania pomocowe, przez bierność (opór), lub unikanie w sytuacjach wymagających działania. Zaliczamy do niej również tworzenie sytuacji manipulacyjnych takich jak zamieszanie (w miejscu pracy, czy w rodzinie), po czym ujście na bok i czekanie na odpowiedni moment, aby niepozornie wrócić do wszczętej sytuacji i osiągnąć swój cel. Różnicujemy agresję bierną jako ukrytą, oraz jawną, ta druga jest tak skonstruowana że jej ofiara wie, że ma do czynienia z działaniem wymierzonym przeciw niej. Obydwie jest szalenie trudno udowodnić, niepowstrzymane mogą prowadzić do prawdziwego koszmaru w życiu, nie rzadko mogącego skończyć się agresją werbalną, zaburzeniami funkcjonowania, lub depresją.
Na ogół możemy się z nią spotkać wszędzie, jednak najłatwiej ją zauważyć i odczuć w domu w relacjach rodzinnych oraz w pracy. Kto predysponuje do korzystania z tego typu działań? Najczęściej te osoby, które nie mają fizycznej siły, lub odwagi by wyrazić gniew werbalnie, oraz te, których powstrzymują przepisy lub prawo, np. etyka zawodowa i zajmowane stanowisko. Na przykład może być trudno z braku dojrzałości, umiejętności i doświadczenia, dyrektorowi szkoły, manager`owi, czy pracownikowi socjalnemu, oficjalnie odnosić się ze swoim gniewem. Na koniec… każdy z nas bywa czasem pasywnie agresywny, to wynika z wielu czynników i na ogół nie kończy się to większymi negatywnymi skutkami, jest to również w pewien sposób normalne, o patologii i zagrożeniu dla zdrowia mówimy wtedy, gdy mamy z tym do czynienia regularnie, a skutkiem tego jest utrzymująca się frustracja i dysfunkcja w zachowaniu.

Artur  Jastrzębski

Kiedy Powiem Sobie Dość…

30 godzinny dzień pracy, to dla wielu już normalność, w tym nieustannie trzeba być uśmiechniętym, świeżym, ogólnie „strooong”. Praca, praca, praca i dom, (jak są.. – to dzieci), dodatkowo kredyty, czynsze, suplementy diety, obiady lub catering, szkoły, korepetycje, zajęcia dodatkowe, dentysta, stylista, ortopeda, fryzjer, gotowanie, zmywanie, sprzątanie i pranie. Czy żyje się w związku, czy jako singiel, nie ma taryfy ulgowej, zawsze jakoś tak się składa, że bez względu na stan cywilny praca i tak wypełnia twój cały czas. Mądre posty na portalach społecznościowych prześcigają się w radach, typu że jak ci źle, to odpuść sobie, żyj spokojniej, nie pędź, ćwicz relaks, żyj jak budda, można by tak jeszcze wymieniać. Tylko jak żyć, kiedy nie pamięta się ile już kaw się wypiło i że jest już 23.50 a jeszcze trzeba ogarnąć rzeczy do pracy i pół domu. A kiedy uda się wcisnąć i zaplanować jakiś wolny czas, wtedy nagłe niespodzianki typu, awaria samochodu, spóźniony tramwaj, znikąd gorączka, ból zęba, odwiedziny mamy, wizyta kominiarza, nagłe zebranie w pracy, zapchana rura w łazience dokonają bezrefleksyjnej aneksji twojego czasu. No i to powszechne nie stresuj się… ha! Sam się nie stresuj kiedy musisz dotrzeć do miejsca pracy, a po drodze czekają na ciebie niespodzianki typu wycieczka przedszkolaków na przejściu dla pieszych, nauka jazdy, remont lewego pasa jezdni, karetka pogotowia, wieczne łatanie dziur, a po drodze musisz zaliczyć jeszcze to szkołę, to przedszkole, to pralnie, to piekarnie i spożywczy. Nie wspominając o korkach. Nie stresuj się, kiedy w pracy nie zdążyłeś zrealizować tego co dostałeś miesiąc temu, a szef zapowiada, że w tym tygodniu pracujemy o dwie godziny dłużej bo jest nowy projekt. Nie stresuj się kiedy po raz kolejny nie możesz obejrzeć występu dziecka w szkole, czy spotkać się z przyjaciółmi, no i nie stresuj się kiedy twój partner znowu zarzuca ci, że jesteś nie obecny, a w ogóle to już nawet nie pamiętasz kiedy ostatnio był kimś więcej niż tylko partnerem. Badania są jednoznaczne brak snu oraz przewlekły stres zaburza proces decyzyjny, zatem konflikty są na porządku dziennym, tak samo, kłótnie i awantury, czasem o takie banały, że jak sprawa przycichnie to aż głupio o tym myśleć.. Przekraczanie deadline`ów jest już normą. Jesteś w pełni wykorzystany(a), ale skądś biorą się rzeczy nowe i nowe. Gdy tylko otwierasz rano oczy od razu czujesz zmęczenie. Dosłownie wszystkie oczekiwania, czy to od przyjaciół, znajomych, rodziny i szefa za każdym razem stają się niebotyczne i tworzą nowe frustracje.
Nie sposób tu pisać złotych rad i myśli, jeśli czujesz że twoje życie wygląda podobnie jak w przedstawionej historii poszukaj wsparcia, inaczej… – musisz znaleźć wsparcie(!), ponieważ najbogatsze szkolenie integracyjne, motywacyjne, seria coachingu, czy imieniny ulubionego szwagra nie zapewnią ci szansy na zdrowsze życie. Nie sposób też, wymieniać tu konsekwencji zdrowotnych, ponieważ lista była by zatrważająco długa, a strach to nie najlepszy doradca. Czym jest wsparcie? To przede wszystkim twoja decyzja zmiany, ona jest pierwszym elementem otrzymania pomocy. Możesz sobie sam pomóc, trzymając się twardo i konsekwentnie swoich nowych postanowień, ale trzeba pamiętać, że to jest potężnie trudne (przypomnij sobie na przykład swoje ostanie postanowienie noworoczne). Twoja decyzja zmiany, może również oznaczać, że zapragniesz kontaktu z profesjonalistą. Kim jest i gdzie go znaleźć? Może nim być, też ktoś kogo dobrze znasz. Rozejrzyj się, czasami są oni obok nas, tak, to może być ta twarz, na którą nie możesz już patrzeć 🙂, twój partner, lub przyjaciel. Jak sprawić by jego rady nie pogłębiały twojej irytacji? Posty na facbook`u odpowiedzą ci żebyś zmienił(a) perspektywę, czyli nie patrzył jak na mądrale, jak na wroga, jak na kogoś kto się wywyższa, tak to prawda, to może pomóc, z tym że to też jest bardzo trudne, ponieważ oprócz odpowiedniej czujności i nastawienia może okazać się zobowiązujące. Jest jeszcze wiele rozwiązań, żeby twoja decyzja zmiany mogła się ugruntować i wejść w życie, bez większych strat w życiu osobistym i w pracy. Może ona na przykład być poparta współpracą z psychologiem, terapeutą, księdzem, pastorem itp. ale i tu trzeba pamiętać, że te kontakty nie stanowią jedynej i nieomylnej drogi, jeśli czujesz, że ta komunikacja jest nie odpowiednia, zmień ją, poszukaj kogoś innego, co jednocześnie nie oznacza, że konforntacja z odmiennym zdaniem jest powodem do przerwania spotkań, ponieważ tak można by w nieskończoność.
Jedyna, tak naprawdę rada tego artykułu jest taka, że jeśli czujesz, że jest coś ponad twoje siły, czujesz się nieszczęśliwy w życiu, nie trwaj w tym, rozwiązań jest wiele, potwierdza to wiele badań naukowych, i opisów różnych wręcz skrajnie trudnych przypadków. Cała powyższa treść stanowi jedynie drogę do ewentualnego wglądu i refleksji. Niekiedy okazuje się, że potrzebne jest jedno spotkanie, co najwyżej dwa, po prostu trzeba odnaleźć to, co w zaganianiu zgubiło się i skutecznie uniemożliwia płynne życie, bez względu na niespodziewane okoliczności. Są sytuacje, gdzie „dość” trzeba nie tylko powiedzieć, ale i wdrożyć w życie.

Artur Jastrzębski

Czy ćwiczenia i ruch fizyczny mogą zrekompensować skutki szkodliwego spożywania alkoholu?

Okazuje się, że ćwiczenia na, co tygodniowych nawet podstawowych zalecanych poziomach aktywności fizycznej (co najmniej 150 minut aktywności umiarkowanej intensywności), mogą zrekompensować niektóre ze szkodliwych skutków picia alkoholu, a nawet uratować życie, sugeruje Emmanuel Stamatakis z Charles Perkins Centre oraz Wydział Nauk o Zdrowiu na Uniwersytecie w Sydney. Badanie jakie przeprowadził wykazało, że w przypadku osób pijących alkohol, aktywność fizyczna może zmniejszyć ryzyko zachorowalności na raka.
Naukowcy przebadali osiem reprezentatywnych prób za pomocą ankiet na poziomie krajowym w Wielkiej Brytanii w latach 1994 i 2006. „Nasze badania sugerują, że aktywność fizyczna ma znaczne korzyści dla zdrowia, nawet w obecności potencjalnie szkodliwych zachowań, takich jak picie alkoholu”, powiedział docent Emmanuel Stamatakis. Picie alkoholu prowadzi do trwałego uszkodzenia zdrowia oraz śmierci. Badania oraz obserwacje związane z wpływem alkoholu na życie człowieka prowadzi się już od wieków. Dziś jesteśmy pewni, że alkohol może powodować raka jamy ustnej, gardła , krtani , przełyku, wątroby , jelita grubego, odbytu i piersi. Nowotwory te tworzą 5.8 procent wszystkich zgonów na całym świecie. Do tej pory wydawało się, że skutki picia są nieodwracalne, a osoby związane szkodliwie z alkoholem mogą jedynie zatrzymać zmierzający do śmierci stan. Brak nadziei na lepsze funkcjonowanie, jakby często sprowadza osoby uzależnione do ponownego picia, badania Emmanuela Stamatakis`a, dają nadzieje, że nie musi tak być. Po pierwsze napawają optymizmem w trudnej życiowo sytuacji, po drugie dowodzą, że można uniknąć niektórych szkodliwych konsekwencji picia alkoholu.

Artur Jastrzębski

Celiakia lub nietolerancja glutenu może wpływać na zdolność dziecka do jasnego myślenia, oraz na procesy uwagi w szkole.

Około 1 procent Amerykanów, czyli około dwieście tysięcy amerykańskich dzieci, ma wrażliwość na gluten. Gluten jest białkiem występującym w pszenicy, jęczmieniu, życie i w wielu innych zbożach. Celiakia jest chorobą autoimmunizacyjną zazwyczaj ma wpływ na układ pokarmowy i uszkodzenie błony śluzowej jelita cienkiego, ale jak się okazuje może mieć również wpływ na ośrodkowy układ nerwowy. W artykule w Pediatrics 2004, stwierdza się na podstawie badań lekarzy, że celiakia może powodować zaburzenia w nauce a jej objawy są bardzo podobne do ADHD. Jeśli dziecko ma nietolerancję glutenu, usuwając z jego diety pokarm zawierający gluten np. pieczywo i płatki śniadaniowe, istnieje ogormna szansa, że jego uwaga nie będzie już tak rozchwiana, oraz poprawią się umiejętności poznawcze. Niestety, zbyt wielu wychowawców oraz pedagogów, obserwując swoich podopiecznych, których zachowanie pasuje do diagnozy ADHD zbyt pochopnie ją wysuwa. Efektem tego jest opis zachowania dziecka, tylko i wyłącznie na podstawie tego, co zostało zaobserwowane, co może mieć znaczący wpływ na ostateczną diagnozę psychologiczną, a w późniejszym czasie nawet medyczną związaną z procesem leczenia farmakologicznego. Ważne jest, aby pamiętać, że nie każda trudność uczenia oznacza, że dziecko ma ADHD, że dzieci nie zawsze są w stanie wyrazić to, co bezpośrednio może być problemem. Jeśli dziecko ma trudności ze skupieniem uwagi w szkole, ważne dla rodziców, wychowawców, pedagogów, psychologów i lekarzy powinno być, aby dostać się do głównej przyczyny trudności, spojrzeć na pojawiający się problem holistycznie, wręcz systemowo, zamiast stereotypowo nakładać maskę zachowań ADHD.

Artur Jastrzębski

Ortoreksja

Ortoreksja jest kwalifikowana jako zaburzenie, które znajduje się w połowie drogi pomiędzy zaburzeniami jedzenia i zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi. Najprościej mówiąc cierpią na nią osoby, które mają „niezdrową obsesje” na punkcie zdrowego odżywiania i stylu życia. Zaczyna się niewinnie, od postanowienia zrzucenia na wadze, utrzymaniu zdrowej sylwetki i zdrowego trybu życia. Zaburzenie odżywiania powstaje wówczas, gdy osoba fiksuje się na jakości spożywanych produktów, np. czy są one wytwarzane w sposób naturalny, jak długo znajdują się w sklepie, lub w lodówce, czy żywność jest świeża, jaką wodą była myta, jak długo była przetwarzana i w jakiej temperaturze, a także czy jest czysta, ile precyzyjnie zawiera składników odżywczych i jak to wszystko wpłynie na aktualny stan zdrowia. Dopełnieniem zaburzenia musi być żelazna wola, aby utrzymywać ten sztywny styl jedzenia. Jakby każdy dzień był szansą, aby wznieść się ponad innych w tzw. „zdrowej diecie”. Pojawia się przy tym zawzięta waleczność i samo-karanie jeśli przegra się z własnym stylem odżywiania, zwykle poprzez jeszcze ściślejszą dietę, posty i ćwiczenia. Osoby te nierzadko czują się lepsze od innych, bywa też, że z pogardą odnoszą się do tych, co według nich odżywiają się inaczej i nie zdrowo. Ortoreksja wydaje się być motywowana utrzymaniem zdrowia, ale jej głębsze odniesienia mogą mieć początek w przesadnym lęku dotyczącym zdrowia, w poczuciu przymusu pełnej kontroli nad sobą, w ucieczce od poczucia nieustannego lęku, w poprawie samooceny – niskim poczuciem wartości, oraz braku akceptacji siebie i próbie stworzenia nowej tożsamości.

Źródło / Story Source:

https://www.jeancoutu.com/en/health/health-tips/orthorexia/, http://psychologyofeating.com/what-is-orthorexia/
https://www.nationaleatingdisorders.org/orthorexia-nervosa,

Artur Jastrzębski

Roboty w służbie rehabilitacji

Każdy, kto został poddany intensywnej rehabilitacji fizycznej zna frustrację, znudzenie i dyskomfort jaki temu towarzyszy. Powtarzalność tych samych ćwiczeń przez wiele dni, tygodni, miesięcy, a nawet lat, dla małych dzieci i ich rodzin, to często traumatyczne i emocjonalne przeżycia, nie rzadko prowadzące do wielu dodatkowych kłopotów. Nie wszyscy fizjoterapeuci i lekarze dbają o komfort psychiczny swoich podopiecznych, który jest zasadniczym elementem pozytywnych efektów rehabilitacji. Na przeciw takim trudnym sytuacjom co jakiś czas z lepszym lub gorszym skutkiem przychodzi nowoczesna technologia, taka choćby jak: aplikacje multimedialne, protezy mowy, nowoczesne zdalnie sterowane urządzenia ortopedyczne, sterowanie aplikacji wzrokiem i wiele jeszcze innych. Najczęściej obsługa takiego sprzętu wymaga dodatkowego doskonalenia zawodowego specjalistów i użytkowników tego sprzętu. Ostatnio badaniom poddany został robot społeczny NAO, którego główną funkcją jest motywowanie do ćwiczeń i towarzyszenie w rehabilitacji osobą niepełnosprawnym przewlekle takim jak dzieci z Mózgowym Porażeniem Dziecięcym. Jak się okazuje pojawienie się robotów społecznych jest przyczynkiem do nowych możliwości w pediatrycznej opiece zdrowotnej. Zaledwie 58 centymetrowy robot NAO wyposażony w szereg czujników, jest idealnym kandydatem do angażowania i motywowania dzieci w trakcie rehabilitacji. Rehabilitacja wymaga uwagi, zaangażowania i ciągłej zgodności z zaleceniami terapeuty do wytrwania w procesie leczniczym. Robot NAO spełnia trzy role jako asystent terapii, jest: motywatorem, demonstratorem i instruktorem. Ogólnie ujmując NAO przed dzieckiem prezentuje i opisuje każde ćwiczenie, następnie zachęca dziecko do wykonywania go razem z nim. W ciągu ostatnich 12 miesięcy, NAO współpracował z ponad 30 różnymi młodymi pacjentami w ich indywidualnym procesie rehabilitacji w Szpitalu Dziecięcym Royal w Melbourne. Fizjoterapeuci generalnie zauważyli poprawę zarówno zdyscyplinowania pacjenta podczas ćwiczeń, oraz jego nastroju, w stosunku do osób które były równolegle rehabilitowane bez obecności NAO. Badania kliniczne z użyciem robota NAO są kontynuowane, aby stwierdzić pozytywny wpływ w dłuższym wymiarze czasu i potwierdzić korzyści terapeutyczne tej obiecującej technologii.

Artur Jastrzębski

Sexting

 Sexting jest to praktyka wysyłania sugestywnych zdjęć i elementów graficznych przez telefon komórkowy lub komunikator, odnoszących się do treści erotycznych, lub stosunków płciowych wśród nastolatków. Według badań University of Utah opublikowanych niedawno w The journal Computers in Human Behavior. Coraz więcej dorastających dzieci i młodzieży, stosuje tego typu zachowania. 20 procent badanych stwierdziło, że wysłało swoje nagie zdjęcie innej osobie poprzez telefon komórkowy, a 38 procent otrzymało taką fotografię. Spośród tych, którzy otrzymali wiadomość, mieszczącą się w definicji Sexting, prawie jedna piąta przesłała zdjęcie kolejnej osobie. Badania dotyczą próby zrealizowanej w USA, ale czy w Polsce jest inaczej? Niekoniecznie… z rozmów przeprowadzanych z nauczycielami szkoły podstawowej i gimnazjum wynika, że nie tylko dochodzi do tego typu zachowań, ale również do nieskrępowanej ich publicznej manifestacji. Ostatnie badania, przeprowadzone w naszym kraju na zlecenie Fundacji Dzieci Niczyje, wynika, że Sexting dotyczy 11% dziewcząt i chłopców w wieku 15-18 lat. W badaniu ujęto wysyłanie zdjęć i filmów prezentujących częściową lub całkowitą nagość. Aż 34% badanych przyznało, że zdarzyło im się otrzymać tego typu materiały od innych osób. Ponad połowa badanych (58%) stwierdziła, że nie widzi nic złego w samym zjawisku sextingu. Co to, może oznaczać? Niedopuszczanie do świadomości zagrożeń jakie niesie za sobą Sexting, może sprowadzić na osobą aktywizującą takie zachowania do wielu, niemal niekończących się problemów, zarówno prawnych, jak i zdrowotnych. Materiały tego typu z łatwością mogą trafić w niepowołane ręce i zostać upublicznione. Konsekwencje tego mogą być druzgocące, od wyśmiewania przez rówieśników, odrzucenia przez przyjaciół, do przedłużającego się stresu, depresji, a nawet prób samobójczych. Niebezpieczne mogą być również te osoby, które rozpowszechniają tego typu zawartość multimedialną. Nigdy nie wiadomo, w czyje ręce i jak szybko ona wpadnie. Dodatkowym zagrożeniem są i ci którzy z premedytacją wyłudzają materiały erotyczne od młodzieży. Na przykład, tak jak ostatnio coraz częściej podają media, ktoś celowo podaje się za rówieśnika na portalach społecznościowych w celu pozyskania materiałów, dzięki którym bezwzględnie pozyskuje środki finansowe. Odkrycie tożsamości która rozprowadza w społeczeństwie internetowym tego typu zdjęcia może być niezwykle trudna, nie mówiąc już, o ich usunięciu. Dlatego warto jest wiedzieć, że to co ma nam sprzyjać, czyli sieć internetowa i komunikacja mobilna, może być powodem wielu zamartwień, jeśli zostanie użyta nieodpowiedzialnie. Warto przy tym jest regularnie rozmawiać z dziećmi, na tematy które dotyczą zagrożeń w sieci, zapytać jak one się odnoszą do tego typu zagadnień, oraz należy pamiętać, żeby rozmowa była partnerska i nie przybrała tonu dyrektywnego (rozkazującego) bo efekt, może być odmienny od zamierzonego. To, że istnieje takie zagrożenie jak Sexting to jeszcze nie powód, aby z troski o bezpieczeństwo dziecka odcinać je definitywnie od telefonu czy dostępu do Internetu. Zwłaszcza, że wielu sytuacjach w dzisiejszego świata jest to wręcz nieodzowne. Począwszy, od zwykłej komunikacji, do wezwania pomocy. Bardzo ważna jest, natomiast świadomość zagrożeń, zarówno wśród rodziców, jak i samych dzieci.

Źródło/ Source:
https://consumer.healthday.com
http://familyinternet.about.com
https://portal.abczdrowie.pl

Artur Jastrzębski

Symptomy przemocy emocjonalnej i psychicznej

Przemoc emocjonalna jest nieuchwytna, w przeciwieństwie do przemocy fizycznej. Ludzie często w niej uczestniczą nawet latami, zanim zorientują się co się wokół nich i z nimi dzieje. Konsekwencji uczestniczenia w takiej przemocy jest wiele, na początku następuje degradacja poczucia własnej wartości, następnie pojawiają się zniekształcenia poznawcze, w tym np. to że człowiek zaczyna wierzyć w to, co o sobie słyszy. Dalej pojawia się wyuczona bezradność i upadek na zdrowiu psychicznym i fizycznym, oraz ogólne osłabienie organizmu. Przemoc psychiczna i emocjonalna może zdarzyć się między rodzicem a dzieckiem, mężem i żoną, między przyjaciółmi czy w relacjach zawodowych (tzw. mobing). Należy pamiętać, że przemoc jest zazwyczaj narzędziem do osiągania jakiś celów. Na początku zaczyna się od drobnych działań i zachowań. Sprawca jakby testuje teren, aby zobaczyć, co druga osoba jest w stanie na siebie przyjąć, jeśli sprawca poczuje, że nie spotyka go żaden opór, jego działania mogą osiągnąć poziom druzgocący dla ofiary. W rodzinach, sprawcy przemocy często wykorzystują do swoich działań ulubione rzeczy swoich ofiar, zabawki dzieci, lub domowe zwierzęta, robią to przede wszystkim dlatego, aby utrzymać swoją władzę i kontrolę nad swoim partnerem i dziećmi. Szkodząc zwierzęciu, czy zabierając dziecku zabawkę lub ją celowo psując, sprawca wzmacnia poczucie strachu w swoim otoczeniu, zmusza do poczucia izolacji i rozpaczy. Gdziekolwiek nie mielibyśmy do czynienia z przemocą emocjonalną lub psychiczną, czy to w rodzinnym domu, czy w pracy, objawia się ona w podobny i schematyczny sposób.

Ogólne przykłady oznak i objawów przemocy psychicznej i emocjonalnej:
– wyzwiska,
– mówienie dyrektywne często połączone z krzykiem,
– znieważanie osoby – poniżanie jej,
– grożenie / szantaż, np. że coś się zabierze,
– wyśmiewanie – wyśmiewanie poprzez naśladownictwo,
– wycelowane w osobę wulgaryzmy,
– ignorowanie – deprecjacja,
– izolowanie, nie pozwalanie na zapraszanie gości, lub zapraszanie tylko wybranych przez siebie gości,
– kontrolowanie maili, smsów, telefonów i wyjść poza dom/pracę,
– potajemne nagrywanie,
– grożenie śmiercią sobie, lub bliskim,
– niszczenie mienia,
– nie pozwalanie na prywatne rozmowy z innymi – na pozostawanie samemu,
– zmuszanie kogoś do robienia rzeczy w sposób skrajnie dokładny, wytykanie błędów, które nie istnieją.

Znaki nadużywania przemocy psychicznej zauważyć można zatem na wiele sposobów i może ona przejawiać się w wielu zachowaniach. Niektóre z nich są bardzo subtelne i stwarzają wręcz pozór troski, albo innych pozytywnych inwencji. To, co ułatwia ją zidentyfikować, to kontekst w jakich się pojawia. Osoby stosujące przemoc psychiczną i emocjonalną zaprzeczają często swoim agresywnym zachowaniom, wmawiając swoim ofiarom, że to one sprowokowały ich do agresji. Często też oskarżają partnera i otoczenie o brak zrozumienia. Odgrywają przed rodziną i bliskimi troskliwych, opiekuńczych i delikatnych, by zyskać zaufanie i uśpić czujność środowiska w którym żyją. Czasami manipulują używając płaczu, by wzbudzić litość, czy błagają o przebaczenie, powołując się na swoje uczucia. Kiedy to, co słyszymy może być emocjonalną i psychiczną udręką? – Poniżej znajdują się przykłady, zróżnicowane przez psychologów i terapeutów, które w swej regularności mogą stanowić zagrożenie jakim jest przemoc psychiczna..
– Jesteś taki słodki kiedy próbujesz się skoncentrować!
– Spójrz na nią, człowieku, ona stara się myśleć.
– To nie jest to, co miałem na myśli – domyśl się.
– Nigdy nie zrozumiem dlaczego cię kocham.
– Zabiorę nasze dzieci, jeśli mnie zostawisz.
– Wziąłem ślub przed Bogiem i przede wszystkim jego będę szanować.
– Zachowaj swoje przekonania dla siebie.
– Myślałeś? – lepiej za dużo nie myśl, zrób to jak należy.
– Możesz zrobić jak chcesz, ale ja zrobiłabym to inaczej…
– Ale z ciebie sierota.
– ty idiotko, ty debilko jedna, ty kretynko!
– jesteś nieudacznikiem
– beze mnie byłabyś nikim,
– taką szkołę to każdy może skończyć,
– Wszyscy inteligentni ludzie to wiedzą,
– Ktoś tutaj nie mówi prawdy,
– ja przez ciebie się rozchoruję,
– złamałeś mi życie, – gdyby nie ty, żyłoby mi się o wiele lepiej,
– jeśli mi nie pomożesz, powiem twojej mamie, jaki z ciebie mąż,
– mów mi częściej, że mnie kochasz, a zobaczysz, co potrafię,
– z Jolą mogłem swobodnie rozmawiać,

Ważne jest, aby pamiętać, że każdy z tych przykładów przemocy psychicznej odnosi się w równym stopniu do mężczyzn i do kobiet. Pamiętać też trzeba, że jeśli podobne hasła pojawią się podczas sporadycznej kłótni nawet takiej, podczas której pojawi się głośny krzyk, stłucze się przysłowiowe trzy talerze i nie są one powszechne w relacjach, to nie możemy tu mówić o stosowaniu przemocy emocjonalnej i psychicznej. Przemoc jest wtedy, gdy jest ona regularna, wręcz progresywna i prowadzi do korzyści jednej osoby względem cierpienia drugiej.

Biblioteka / Strory Source:
http://www.healthyplace.com/
http://www.welshwomensaid.org.uk/
http://psychcentral.com/
https://parenting.pl
http://www.self-psychologia.pl/

Artur Jastrzębski

Zaburzenia snu.

Rozdrażnienie, senność, brak wyników w nauce (w pracy), może prowokować, by udać się do specjalisty i nie ma w tym nic złego. Ważne jest, aby pamiętać przy tym, by przy tej okazji zastanowić się ile poświęcamy na wypoczynek a w szczególności na sen czasu. Jeśli pominiemy ten ważny aspekt, możemy zostać źle zdiagnozowani i narażeni na niepotrzebne leczenie, lub terapię, a czasami wystarczy tylko to uregulować. Problemy pojawiają się wtedy, gdy nieuregulowany sen znacząco utrudnia, czy uniemożliwia nam funkcjonowanie. Sen jest okazją dla organizmu do regeneracji energii, w związku z tym należy dbać o jego normalne procesy i wzmacniać przez to wzrost siły fizycznej oraz wspierać rozwój umysłowy. Zarządzanie snem rozpoczyna się od konsekwentnego wdrażania dobrych praktyk higieny snu. Polegają one na odpowiednim i spójnym harmonogramie snu i czuwania, czyli wzmacnianiu produkcji naturalnego środka usypiającego człowieka hormonu melatoniny, którą organizm tworzy w ciemności, oraz jasne światło poranka (najlepiej naturalne, choć może być i odpowiednie sztuczne). Oprócz tego ważnym jest dopasowane miejsce spania, wielkość łóżka, jakość, twardość i grubość materacu, uwzględnić należy również odległość telewizora, komputera, okna, wentylacji i ogrzewania oraz długość czasu przeznaczonego na sen. Noworodki do piątego miesiąca życia wymagają największej całkowitej ilości czasu na spanie i mają rozdrobniony wzór „sen-czuwanie”, w tym niemowlęta karmione piersią mają częstsze przebudzenia i krótsze okresy snu. W wieku sześciu miesięcy, dzieci są już w stanie obejść się bez nocnych karmień, ale mogą jeszcze tego wymagać, więc jest to w normie. Dzieci powinny być zachęcane od bardzo wczesnego wieku do zasypiania we własnym łóżku. Należy też rozmawiać i tłumaczyć takie postępowanie, np. że teraz tatuś/mamusia czyta bajkę, ale jak skończy, pójdzie spać do pokoju obok. Krótkie przebudzenia w nocy wśród dzieci są normalne w każdym wieku, trzeba pamiętać o tym, że dla dziecka ważniejsza będzie obecność rodzica po zerwaniu snu i jego czuwanie, niż wspólne z dzieckiem dzielenie łóżka, co stanowić może dodatkowy element wzmacniający zaburzenia snu i efekt niewyspania. Jeśli zdarzy się tak, że osoba dorosła zaśnie z dzieckiem, to też nie należy się z tego powodu obwiniać i w tym przypadku należy o tym porozmawiać i nadać temu (powołując się na swoją inteligencje i intuicję) odpowiedni charakter. To, co znacząco wpływa na jakość snu, zarówno dzieci jak i osób dorosłych, to wszelkie kuracje farmakologiczne (np. leki przeciwhistaminowe, które mogą powodować objawy kaca w ciągu dnia, wycofanie i bezsenność), środki psychoaktywne, będące również w lekach, ale i jako część składowa farb i środków czystości, wieczorne objadanie się i nocne podjadanie, dieta bogata w cukry, uzależnienie od kofeiny (kawa, cola, napoje energetyczne), otyłość, czas przeznaczony na sen, miejsce snu, oraz stres i doświadczenia traumatyczne. Regulując życie pod względem jakości snu i czuwania, stwarzamy sobie okazje do uniknięcia stanów depresyjnych, lękowych i obniżamy podatność na stres, ponadto wzmacniamy procesy myślowe, zdrowie fizyczne i znacząco podwyższamy jakość życia. Dlatego nie możemy mieć pretensji do pracownika, że źle wykonuje swoje obowiązki jeśli zmuszamy go do przerywanego i nieregularnego snu, tym bardziej do dziecka, jeśli pozwalamy, lub umożliwiamy stosowanie niezdrowej żywności, długich nocnych zabaw, gier komputerowych, czy zasypianie przy włączonym telewizorze. Czytając lub wysłuchując uwagę od nauczyciela względem zachowania naszego dziecka, powinniśmy się najpierw zastanowić, czy nasze dziecko ma zapewnioną higienę snu. My również zamiast udawać się do lekarza po kolejną receptę leków nasennych, powinniśmy się zastanowić czy możemy sami coś zrobić, aby cykl swoich snów polepszyć. Współczesne badania potwierdzają że behawioralne metody są bardzo skuteczne w regulacji sen-czuwanie. W tej sprawie warto poradzić się psychologa. Poniżej znajduje się ogólna charakterystyka najczęstszych zaburzeń snu i czuwania:

– Zespół nie spokojnych nóg, może dotyczyć człowieka w każdym wieku, w wielu przypadkach osoby nie są świadome objawów i mogą się nie zgadzać z opinią rodzica, czy partnera, częściej też dotyczy kobiet. Związany jest z wielokrotnym budzeniem się w nocy, w trakcie którego osoby zginają i prostują nogi, przewracają się z boku na bok lub nawet wstają z łóżka i chodzą.
– Bezsenność objawia się w trudnościach z zasypianiem, regularnym budzeniem się w nocy, lub przedwczesnym budzeniem rano, może być związana z natrętnym myśleniem.
– Zaburzenia oddychania również, stanowić mogą powstanie zaburzeń ciągłości snu, najczęstszym objawem jest potocznie zwane chrapanie, które również rzadko jest uświadamiane przez cierpiących na tą przypadłość. Bywa dotkliwe dla osób towarzyszących. Objawami częstego chrapania może być senność w trakcie dnia, bóle głowy, drażliwość. Wśród dzieci zaburzenia oddychania są często pomijane, zarówno przez opiekunów jak i specjalistów, a mogą odgrywać bardzo ważną rolę w codziennym życiu. W przypadku chorób przewlekłych takich jak astma, nieregularny oddech i przyjmowane środki farmakologiczne stanowią istotny czynnik zaburzeń snu, a nawet zachowania w trakcie dnia. Trzeba wówczas dostosować pomieszczenie, w którym osoba sypia jak najbardziej optymalnie (brak drażniących dźwięków, świateł itp.) Poniżej znajduje się ogólna klasyfikacja zaburzeń snu.
– Hipersomnia czyli nadmierna senność w ciągu doby. Związana może być z przewlekłymi chorobami, (cukrzyca, astma, niedrożność górnych dróg oddechowych) zażywaniem środków psychoaktywnych (alkohol, narkotyki, leki), otyłością, lękami i depresją oraz z niedoborem snu, (częste imprezy okolicznościowe, nadmiar pracy itp.). Do hipersomni zaliczamy narkolepsję czyli niekontrolowane napadu snu w ciągu dnia. Może być interpretowana jako lenistwo czy nudzenie się, należy również odróżnić ją od zmęczenia lub wyczerpania.
– Parasomnie, to występowanie nieprawidłowości w trakcie przechodzenia z czuwania w sen, lub zmian faz snu. Najczęstsze objawy to powszechnie zwany lunatyzm, a także lęki nocne i koszmary senne. W przypadku dzieci, niektóre objawy są typowe i nie wymagają terapii, lub leczenia farmakologicznego dotyczy to do 50% dzieci. W ich przypadku ważne jest, aby zapewnić bezpieczeństwo podczas snu np. zamknąć drzwi wyjściowe, okna, warto jest też zastosować alarm ruchu, oczyścić podłogę z zabawek, czy umieścić dodatkowy materac na podłodze.
Lęki nocne często występują w pierwszej połowie nocy, natomiast koszmary są bardziej powszechne w drugiej połowie. Tylko 4% parasomnii utrzymuje się po okresie dojrzewania.
– Zaburzenia rytmu snu i czuwania, to przypadłość w której opóźnia się porę kładzenia się spać, przez co rano jest się nie wyspanym, lub kładzeniu się spać jeszcze wieczorem i wstawaniu bardzo wcześnie rano, zanim inni się rozbudzą, często dotyczy ludzi w średnim i podeszłym wieku. Konsekwencjami tego mogą być, zaburzenia zachowania, wahania nastroju, problemy z pamięcią, koncentracją i uczeniem się oraz problemy z wydajnością (wolniejszy czas reakcji).

Źródło/ Story Source:
http://www.webmd.com/sleep-disorders
http://www.aafp.org/afp/2014/0301/p368.html
http://patient.info/
http://www.psychiatria.pl/

Artur Jastrzębski

Stres w rodzinach opiekujących się osobą niepełnosprawną

Niepełnosprawność w dzisiejszym świecie choć, wciąż stanowi w wielu jej aspektach temat tabu i jest niewygodny w wielu dziedzinach życia, to za sprawą wielu instytucji rządowych i pozarządowych sięga coraz dalej w percepcji społeczeństwa. Czy stres tak powszechnie panujący wśród osób sprawnych i zdrowych jest tak samo dotkliwy w swych konsekwencjach, dla osób zmagających się z niepełnosprawnością? Czy może osoby niepełnosprawne i ich opiekunowie zważywszy na to, że są często osobami niepracującymi, pobierającymi zasiłki społeczne, finansującymi swoje potrzeby z zasobów instytucji i fundacji są tak naprawdę dużo spokojniejsze w życiu i nie wykazują większych niż przeciętnie oznak stresu. Powyższe pytania, skłoniły mnie do postawienia następującej hipotezy. Stres wśród osób opiekujących się osobami niepełnosprawnymi z nielicznymi wyjątkami jest zjawiskiem nader powszechnym i znacznie zużywającym zasoby emocjonalne, psychiczne i społeczne. Aby się przekonać czy postawione twierdzenie ma podstawy, do tego, aby je podnosić i nie jest jedynie, sposobem, przybliżenia problematyki niepełnosprawności i na tej podstawie uzyskania względnego zainteresowania. Spróbuje przeanalizować literaturę i uzasadnić powyższą hipotezę w celu zwrócenia uwagi na istotny (według mnie) problem jaki trapi ludzi opiekujących się osobą niepełnosprawną, a który mimo wielu akcji społeczno-charytatywnych wciąż jest niejako pomijany. Jako ilustracji użyje kilku własnych refleksji, które poparte są doświadczeniem zdobytym podczas spotkań z rodzicami dzieci niepełnosprawnych we Wrocławskich punktach rehabilitacyjnych. Temat jest mi o tyle bliski, iż sam jestem ojcem dziecka zmagającego się z czterokończynowym Mózgowym Porażeniem Dziecięcym, w związku z czym, mam bezpośredni kontakt z sytuacjami, które są predyktorami stresu, zarówno w mojej rodzinie, jak i rodzinach z nami zaprzyjaźnionych, czy poznanych podczas wielu różnych badań i rehabilitacji. W literaturze fachowej można spotkać różne określenia osób niepełnosprawnych. „Najczęściej jednak przyjmuje się dwojakiego rodzaju kryteria uznawania kogoś za osobę niepełnosprawną, a mianowicie: biologiczne – czyli uszkodzenia narządów i ich czynności, powodujące naruszenie lub obniżenie ich sprawności funkcjonowania, a co za tym idzie – obniżenie sprawności funkcjonowania całego organizmu. Społeczne – wskazujące na konsekwencje tego uszkodzenia i obniżenie sprawności w różnych sferach życia (w rodzinie, podczas załatwiania podstawowych spraw życiowych).”1Liczne badania naukowe wskazują, że narodziny niepełnosprawnego dziecka, czy też nieprawidłowy jego rozwój jest przyczyną lęków, żałoby i bólu emocjonalnego lub złowrogiej postawy wobec otoczenia. Jeden z wyników badań poświęconych osobą niepełnosprawnym przeprowadzonych przez projekt Europerspektywa – Wspieranie rodziny z niepełnosprawnym dzieckiem wyzwaniem dla pracy socjalnej, mówi, że „Niepełnosprawność jest okolicznością, która w istotny sposób wpływa na funkcjonowanie osoby nią dotkniętej, a także osób z jej otoczenia, w szczególności rodziny.”2 Na całym świecie rodzice marzą o zdrowym potomstwie. W naszej kulturze utrwaliło się powiedzenie, które głosi: „nie ważne jakie, byle było zdrowe”. Gdy po raz pierwszy przychodzi do zetknięcia się z diagnozą, wedle której rodzice dowiadują się o niepełnosprawności dziecka, cała dotychczasowa wizja przyszłości ulega zburzeniu. Pojawiają się często bardzo silne i przykre emocje, które wręcz paraliżują niemal każde działanie. Taki stan jest naturalny, ale nie wszyscy przeżywają go tak samo, u niektórych objawić się on może jako emocjonalne odrętwienie i niechęć do dziecka, a u innych jako potężna motywacja do działania na rzecz dziecka, w konsekwencji której zapomina się o całym pozostałym świecie. W literaturze psychologicznej znajdziemy opis takich sytuacji jako kategorię kryzysu, lub wydarzenie stresujące, czy wręcz traumatyczne, z którym poradzenie sobie wymaga ogromnych nakładów energii i które jest nie możliwe do przejścia bez wsparcia innych. Ponadto problematyka niepełnosprawności jest zróżnicowana nie tylko przez typ i jej rodzaj, ponieważ poszczególne przypadki mogą się różnić między sobą specyfiką na przykład Dziecięce Porażenie Mózgowe, wiotkość i spastyka mięśni, czy nasileniem i objawami tak jak to bywa w przypadku autyzmu, gdzie w takich przypadkach poszczególne jednostki są pomiędzy sobą bardzo różne. Dlatego nie istnieje jeden program anty stresowy, który będzie wstanie zapobiec, czy złagodzić powstające w takich przypadkach konsekwencje stresu. Określona strategia może okazać się skuteczna w danej sytuacji, w przypadku pewnej osoby i nie być skuteczna w innych warunkach. Jak jednak wynika z badań jest pewna tendencja, która się utrzymuje w przypadku matek, które wybierają strategie „…służące obniżeniu napięcia emocjonalnego, polegające na ucieczce i unikaniu sprzyjające dobrostanowi matek dzieci niepełnosprawnych.”3 Powstaje jednak tu problem, rozwiązanie takie jest skuteczne tylko na krótką chwilę, w przypadku jej przedłużania się generuje nowe problemy. Rodzice dzieci niepełnosprawnych często są zmuszeni przez okoliczności w jakiej się znajdują do stawiania czoła problemom, które dla przeciętnego obserwatora, są kompletnie nie zrozumiałe, przez co narażeni są na nieprzychylne opinie, a nawet ostracyzm. Pozytywne nastawienie, bardzo tu pomaga, ale uzależnione jest ono od różnic indywidualnych każdej z poszczególnych osób, oraz ich zasobów materialnych. W zależności od stopnia niepełnosprawności i związanych z tym kosztów rehabilitacji, leczenia i opieki dziennej, niewiele jest przypadków gdzie zasoby materialne nie odgrywają roli, a przy tym nie są dodatkowym elementem stresu. Wydarzenia z jakim przychodzi mierzyć się osobom żyjącym z niepełnosprawnością, często przekraczają ich zdolności adaptacyjne.

„Liczne badania donoszą, że wśród stresorów, charakterystycznych dla rodzin dziecka niepełnosprawnego, pojawiają się stresory związane z wydatkami na rehabilitację i leczenie, z koniecznością sprawowania codziennej opieki nad niepełnosprawnym dzieckiem, z ograniczeniem możliwości funkcjonowania rodziców i dziecka w rolach społecznych oraz z koniecznością przepracowania planów życiowych, marzeń i wizji przyszłości (Stelter, 2011 za: Skórczyńska, 2007).„ 4. Kolejnym problem są stereotypy, które przypisywane są takim rodzinom, społeczny obraz osoby niepełnosprawnej jest w dalszym ciągu szczególnie niekorzystny, co stanowi źródło stresu i przykrości. Wina za niepełnosprawność dziecka najczęściej jest przypisywana matce, natomiast ojca postrzega się jako tego, który tylko i wyłącznie z własnego egoizmu lub wygody, porzuca rodzinę z dzieckiem niepełnosprawnym, wyłączając inne przyczyny, takie jak wyrok sądu dotyczący opieki nad dzieckiem, umiejętności interpersonalne, trudne cechy indywidualne, które ujawniają się w sytuacjach silnego stresu charakterystyczne dla każdej płci z osobna. Radzenie sobie ze stresem opiekunów osoby niepełnosprawnej oraz sprawowanie nad nią odpowiedniej opieki jest procesem długoterminowym, w którym zachodzi wiele zmian, związanych z samą osobą niepełnosprawną, z poszczególnymi opiekunami, rodzicami, oraz dostępnymi i zmieniającymi się w czasie zasobami. Siłę stresu i jego konsekwencji wzmaga również, to jak i kiedy została przekazana rodzicom informacja o niepełnosprawności ich dziecka. Możliwość zidentyfikowania problemu, sformułowania rzetelnej diagnozy i zapewnienia dziecku specjalistycznej opieki w jak najwcześniejszym okresie życia różnią się w przypadku różnych zaburzeń, „…matki i tak odbierają napięcie personelu medycznego towarzyszące powstaniu przypuszczeń o problemach związanych ze zdrowiem i rozwojem dziecka. Wywołuje to ich niepokój, ogromny lęk, który z pewnością nie tworzy dobrych warunków dla rozwoju więzi matki z dzieckiem.”5 Forma i treść takiego przekazu w istotny sposób wpływa na początek procesu adaptacji rodziców. Obojętność, a czasem wręcz brutalność specjalistów może sprawić, że kontakt ten zapisze się w pamięci rodziców na długo jako ogromnie traumatyczne przeżycie, oraz wpłynie na stosunek do dziecka.

ZDROWIE I STRES

Na wstępie warto przybliżyć definicje stresu, bo choć każdy z nim ma do czynienia nie dla każdego jest rzeczą prostą jego sformuowanie, które może ulec zmianie w zależności od sytuacji i kontekstu w jakiej dana osoba się znajduje. Literatura psychologiczna nie precyzuje definicji stresu jednoznacznie, ale ogólnie można stwierdzić, że stres to zjawisko, które łączy w sobie odczucia psychiczne i fizjologiczne, lub stan wzmożonej gotowości i nadmiernego pobudzenia organizmu, w zależności od sytuacji. Nie jest to zjawisko całkiem negatywne. Jeden z pionierów badań nad stresem Hans Seyle zdefiniował stres jako „…fizjologiczną odpowiedź organizmu na stan niebezpieczeństwa.”6 Ten wybitny badacz interesował się przede wszystkim przystosowaniem organizmu do zagrożeń środowiska, bez względu na to, czy uraz ma charakter psychiczny czy fizyczny. W kategoriach fizjologicznych i biochemicznych stres ujęty jest jako stan alarmowy, nie przebiegający inaczej, niż w organizmach zwierząt. „Według Selye’a stres może mieć charakter pozytywny lub negatywny. Z dysstresem (stres zły) mamy do czynienia wtedy, kiedy stres jest na tyle nasilony lub trwa tak długo, że wpływa dezorganizująco na działanie i funkcjonowanie jednostki. Eustres (stres dobry) występuje wówczas, gdy działanie, pomimo chwilowego dyskomfortu, prowadzi do rozwoju osobowości.”7 Inni badacze jak Holmes i Rahe uznali, że stres wiąże się z zakresem działań do niezbędnej zmiany i przestawieniem życia w reakcji spowodowanej zjawiskiem zewnętrznym. Im większa zmiana tym, mocniejszy stres. Jan Streulau, użył następującej definicji, „stan stresu jest brakiem równowagi (wystąpieniem rozbieżności) pomiędzy wymaganiami, a możliwościami jednostki co do radzenia sobie z nimi”8 Kolejnym istotnym wątkiem dotyczącym stresu jest twierdzenie Richarda Lazarusa, które mówi o tym, że poczucie stresu uzależnione jest od wrażeń z subiektywizowanych. Wydarzenie jest dla człowieka stresujące, gdy je jako właśnie takie interpretuje. Stąd można stres zdefiniować w następujący sposób „…negatywne uczucia i przekonania, które się rodzą, gdy człowiek czuje, że nie potrafi poradzić sobie z wyzwaniami środowiska (Lazarus, Folkman, 1984)”9. Ludzie mogą postrzegać te same sytuacje w różny sposób, dla jednych mogą być one stresujące, dla innych przyjemne, trzeba jednak pamiętać o tym, że przedłużające się nieprzyjemne sytuacje mogą doprowadzić do utraty na zdrowiu. Badania nad subiektywną definicją stresu potwierdziły tezę, że negatywne doświadczenia życiowe nie służą zdrowiu, ponadto stres powstały wskutek niekorzystnej dla osoby interpretacji zdarzeń, może mieć bezpośrednie oddziaływanie na układ odpornościowy organizmu. Współczesna medycyna kładzie duży nacisk na to jaki wpływ na zdrowie mają dieta, palenie, ćwiczenia fizyczne oraz doświadczenia stresowe. Każdy przynajmniej raz w życiu słyszał od lekarza pierwszego kontaktu słowa powtarzane w rodzaju mantry „Proszę się dobrze odżywiać i ograniczyć stres”, regułka która, gdyby była łatwa do spełnienia, stała by się najlepszym lekiem na wiele chorób, które trapią współczesne społeczeństwa. Tylko jak temu sprostać? Jeśli chodzi o dietę to i może da się tu coś zaradzić, choć w świecie zglobalizowanym, gdzie żywność jest produktem przemysłowym i od początku narażonym na wiele transformacji związanych z jego trwałością, przydatnością i smakiem, to też wydaje się trudne. Sytuacja natomiast się znacznie komplikuje w przypadku ograniczenia stresu. Półki w księgarniach uginają się od poradników, jak ograniczyć stres w życiu, a obszar ich obejmuje zarówno psychologię, medycynę, jak i religie świata, zielarstwo czy elementy wróżbiarstwa i co za tym idzie leczenia naukowo nie sprawdzalnego, przy tym mogącego być niebezpiecznym. Niemniej jednak od tych publikacji poziom stresu nie maleje, a jego tendencja jest progresywna. Zauważono również istotną współzależność między stresem a chorobami jakie dotykają dzisiejszych ludzi. „Stres aktywuje szybko układ autonomiczny oraz, nieco wolniej, oś podwzgórzowo-przysadkowo-nadnerczową; oba te systemy mają bardzo duży wpływ na zdrowie oraz dobrostan.”10 Na początku lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia psychologowie znaleźli dowody na to, że doświadczenia związane ze stresem mogą prowadzić do powstawania wrzodów układu pokarmowego (Foltz, Milet, 1964). Interesujące wydają się być tu również badania związane z chorobami serca. Badania korelacyjne wykazały, że osoby zrelaksowane i spokojne rzadziej zapadają na chorobę wieńcową. Ponadto osoby mające takie wsparcie społeczne jak rodzina, czy przyjaciele, z reguły mają niższe ciśnienie, dzięki czemu cieszą się zdrowiem w odróżnieniu od osób bez takiego wsparcia (Uchino, Cacioppo, Kieclot-Glaser, 1996)11. Gdy mamy do czynienia ze stresem w organizmie wydziela się kortyzol. „Wielu badaczy określa kortyzol Hormonem stresu, a nawet używa poziomu kortyzolu we krwi jako miary niedawno przebytego stresu.”12 Podwyższony poziom kortyzolu związany ze stresem może doprowadzić do osłabienia pamięci, do osłabienia układu odpornościowego organizmu i zwiększenia wrażliwości na wirusy i bakterie. Doświadczenia stresowe pobudzają organizm, wywołując odmienne dla niego reakcje. Efekty tych reakcji mogą wywoływać zmiany i w połączeniu z innymi oddziaływaniami znacząco wpłynąć na zdrowie. To czy ktoś może przeżywać stres, może ukazać jeden lub zespół symptomów, takich jak: wzmożona potliwość, kłopoty ze snem, bóle głowy, zaburzenia przemiany materii, kołatanie serca, drżenie mięśni, chwiejna samoocena, obniżony nastrój, trudności w koncentracji, uczucie niepokoju, drażliwość, agresja, ale i apatia, wycofanie się, niechęć do życia, luki pamięciowe, osłabienie zdolności wypowiadania się, obgryzanie paznokci, nagminne zapominanie. Osoba pod wpływem stresu będzie zatem miała problemy na poziomie fizjologicznym, psychicznym w zachowaniu, w zakresie emocji oraz na poziomie poznawczym.

STRES I RODZINY OPIEKUJĄCE SIĘ OSOBĄ NIEPEŁNOSPRAWNĄ

Stres zatem, jest czynnikiem, który wpływa na ludzkie zachowanie i zdrowie. Wydaje się, że nie ma możliwości, aby nie dotknął rodzin opiekujących się osobą niepełnosprawną. Już sam fakt zderzenia się z niepełnosprawnością może wywołać, traumatyczne przeżycia, co w przypadku takich rodzin jest o tyle skomplikowane, iż nie ma tu możliwości na zamknięcie się i odcięcie od świata w celu przeczekania trudności, tylko trzeba nieustannie sprawować opiekę nad osobą, która w sposób szczególny od pierwszych chwil życia dla siebie tego wymaga. Udokumentowane są przypadki, gdzie rodzice dowiedziawszy się o niepełnosprawności dziecka, w ciągu jednej doby osiwieli, stracili na wadze lub podjęli decyzje o rozstaniu. Wyróżnia się cztery modele funkcjonowania rodziny z dzieckiem upośledzonym. Pierwszy to model koncentryczny, w którym dziecko zajmuje centralne miejsce, członkowie rodziny zaś, zwłaszcza rodzice koncentrują się na nim i jego potrzebach. Wystąpić tu może nadmierna opiekuńczość. Drugi model to model formalny. Dziecko stanowi margines rodziny, która dba jedynie o zaspokojenie podstawowych potrzeb dziecka. Trzeci nazywany jest modelem krytycznych relacji. Dochodzi tu do częściowego lub całkowitego rozpadu z powodu wyalienowania któregoś z rodziców, najczęściej ojca. Dziecko niepełnosprawne żyje wówczas w ciągłym lęku, gdyż boi się utraty obecności bliskich. Ostatni zwany modelem kręgu towarzyskiego, zakłada partnerski udział wszystkich członków rodziny we wszystkich sprawach i problemach. Dziecko niepełnosprawne zostaje otoczone akceptacją i osiąga optymalny poziom swoich możliwości. Ludzie przejawiają tendencje do skupiania się na efekcie, pomijając okoliczności i przyczyny. Stąd ocena rodzin żyjących z osobą niepełnosprawną często jest oceną bardzo powierzchowną ( co w pewnym sensie jest naturalne, człowiek wbrew pozorom unika trudnych rozwiązań i zawsze szuka łatwiejszych, łatwiej się ocenia, gdy jest silny kontrast czarne, białe- niż uwzględnia szereg odcieni). Pojawia się tu również problem chęci, – czy tak naprawdę chcemy poznać wszystkie wątki danej sytuacji, aby wyrazić jak najbardziej obiektywną opinię, czy może wystarczy nam to, co pobudza emocje, bo reszta subiektywnie wydaje się oczywista, przy jednoczesnym zamknięciu się na informacje dodatkowe. Problem chęci jest o tyle ważny, iż od tego jak podejdziemy do rzeczy, takie konsekwencje spotkają nas i innych których istota dotyczy. „Dla rodziców dziecka niepełnosprawnego niewymierna jest radość z postępów z rehabilitacji czy leczenia, ale nie obywa się to bez kosztów emocjonalnych, stresu, różnicy poglądów mimo jednego celu”13. Nie mówiąc o przypadkach, gdzie rodziny nie doświadczają postępów, a wręcz widoczny jest regres i coraz większe dylematy związane z własnym dzieckiem. Dostateczne wsparcie finansowe jest ważne, ale nie zamyka ono innych problemów. Przebywanie z osobą niepełnosprawną fizycznie i intelektualnie to nieustanny wysiłek fizyczny i emocjonalny, często nie ma tu czasu na przyjemności. Stwierdzono także, że u matek dzieci z niepełnosprawnością umysłową „…satysfakcja z życia pozostaje w związku z przypisywaną sobie odpowiedzialnością za problemy w rozwoju dziecka oraz przeformułowaniem (dostrzeganiem pozytywnych stron obciążających wydarzeń), jednak dane te pochodzą z badań małych grup matek i trudno na ich podstawie formułować daleko idące wnioski”14 . Odpowiedzialność jaką podejmują rodzice dzieci niepełnosprawnych jest często konsekwencją ich dalszego zdrowia i życia. Wiele rodzin jest, albo nie kompletna, albo po tzw. przejściach „…matka obciążona obowiązkami pielęgnacyjnymi i przytłoczona negatywnymi przeżyciami może przejawiać wobec męża postawę pretensji i w konsekwencji – nieświadomie – przyczyniać się do jego odsuwania się od rodziny.”15 Do tego w równym stopniu przyczynia się bierność mężczyzn wywołana nieporadnością do ciągle stresującego życia.

Moje rozmowy z rodzicami w podobnej sytuacji, sprowadzają się szybko do wręcz z identycznych doświadczeń.

Według badań w województwie lubelskim, „Więcej czasu na opiekę nad niepełnosprawnymi dziećmi poświęcają matki niż ojcowie. Odpowiednio jest to około 7 dni w tygodniu i ok. 19 godzin na dobę…”16

W związku z tym, napięcia się jeszcze bardziej kumulują, kiedy mężczyzna zostaje jedyną osobą utrzymującą rodzinę, ponieważ stan osoby chorej wymógł na żonie rezygnacje z pracy. „Pogarsza się sytuacja materialna (spadek dochodów, wzrost wydatków), problem niepełnosprawności dziecka wywołuje chorobę społeczną rodziny: zwęża się krąg przyjaciół i znajomych, rezygnacja z pracy rodzi frustrację, wszystkie inne potrzeby rodziny zredukowane są do minimum…”17 Opieka nad osobą chorą zmusza do wyrzeczeń, a małżeństwo zmienia się nie do poznania, często bez możliwości powrotu na swój poprzedni tor. Relacje w takich małżeństwach, często przechodzą podobne etapy, w których natłok spraw i obowiązków zaciera elementy, które wcześniej były podstawą i scalały związek.

W 2013 roku moja córeczka Terenia (MPD) została wylosowana i zakwalifikowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia do wyjazdu na turnus rehabilitacyjny, uzdrowisko opodal Bytomia. Kilka dni wystarczyło, żeby podjąć decyzje o bezwzględnym powrocie do domu. Już na wstępie brudne i zakurzone ściany zdradzały, że to pomyłka, ale łudziliśmy się fachową opieką, ta może i by była, ale jak ktoś ma fachowo kimś się zajmować, kiedy pracuje ze sprzętem wyświechtanym i nie rzadko pamiętającym poprzedni ustrój. Udokumentowałem wszystko fotografiami, bałem się, że jak opowiem o tym znajomym to nikt mi nie uwierzy. Z rozmów z rodzicami z którymi spotykam się przy okazji pobytu w poczekalniach różnych przychodni wynika, że nie jest to odosobniony przypadek. Irytacja w takich poczekalniach sięga często zenitu, spotykają się tam historie wielu bardzo zdegustowanych rodzin.

Z frustrowanie wynika często z cyklicznej bezsilności i braku kontroli, uzależnienia własnego życia od decyzji innych. To jeden z wielu przykładów, typowej determinanty stresu, z jakim spotkać się może rodzina w której faktem jest niepełnosprawność. Stres jest nieustannym elementem towarzyszącym w codziennym funkcjonowaniu z osobą niepełnosprawną. „Konieczność sprawowania ciągłej opieki nad niepełnosprawnym dzieckiem, nadmiar obowiązków oraz wiele sytuacji stresowych po kilku latach doprowadza do wyczerpania fizycznego i psychicznego rodziców..18Poziom zaangażowania rodziców i sposób, w jaki traktują swoje niepełnosprawne dziecko, wywiera duży wpływ na ich dalsze funkcjonowanie. Odczuwanie stresu i umiejętność pokonywania go jest uzależnione od licznych „…czynników związanych między innymi z optymizmem, prężnością psychiczną, poczuciem koherencji, wewnętrznym umiejscowienie kontroli, czy cech osobowości takich jak: ekstrawersja, ugodowość i otwartość na doświadczenia.”19 Wyniki badań podłużnych przeprowadzonych przez Gray’a (2002)20, nadają tej sytuacji nieco optymizmu. Wynika z nich, że wielu rodziców przystosowuje się do wymagań sytuacyjnych i znajduje skuteczne sposoby radzenia sobie z obciążeniami. Dwukrotnie badani przez niego rodzice, po upływie 8-10 lat od pierwszego badania zgłaszali znacznie mniej problemów ze zdrowiem fizycznym oraz odczuwali mniejsze natężenie stresu. Także funkcjonowanie i samopoczucie swoich zdrowych dzieci oceniali jako znacznie lepsze niż to miało miejsce wcześniej. Z przeprowadzonych badań wynika, że ci rodzice, którzy aktywnie działają na rzecz swojego dziecka (oznacza to często wręcz walkę o realizację należnych mu praw), mają dużo większe poczucie siły. Jednak gdy osoba jest postawiona przed sytuacjami społeczno-politycznymi, takimi jak system opieki zdrowotnej, nieudolne programy wczesnego wspomagania, koszt leków i sprzętu rehabilitacyjnego, których nie może pokonać, to nawet wyżej wymienione cechy, mogą stać się bezużyteczne. Ponadto pewne zjawiska związane są z upływem czasu, starzeniem się. Perspektywa zależności dorosłego dziecka, od opieki innych osób i rosnąca świadomość, że kiedyś nie będzie się mogło sprawować opieki nad nim (najlepszej dla podopiecznego z perspektywy rodzica) stanowią ogromne obciążenie i są potężnym stresorem. W takim przypadkach może dojść do spadku poczucia sensu własnych działań, zwłaszcza kiedy osoba nie rozumie ograniczeń, które ją dotykają. Jeśli taki stan się przedłuży może doprowadzić do wyuczonej bezradności– (Martin Seligman 1975). Spotkać się z tym mogą rodziny z osobami chorymi w przypadkach dotyczących zdrowia, gdy rokowania są nie jasne, albo gdy jest szansa na powrót do zdrowia, ale możliwości materialne na to nie pozwalają. Pojawiają się wówczas deficyty, które znacząco wpływają na życie osób narażonych na stres związany z niepełnosprawnością. W skład wyuczonej bezradności wchodzą: „…deficyt motywacyjny– polegający na spadku motywacji… deficytu poznawczy– polegający na spadku zdolności do spostrzegania związku między własnymi działaniami a ich następstwami oraz deficyt emocjonalny– polegający na pojawieniu się początkowo lęku, a potem depresji..”21 . Wyuczona bezradność, to jednak nie jedyny nieporządany efekt takich sytuacji. Niejednokrotnie energia osoby zamiast ulegać osłabieniu, wzmaga się do stopnia nad którym mu ciężko zapanować. Pozbawienie kontroli, skrajne emocje, niekiedy nawet działanie w afekcie. Często, aby rozładować napięcie, członkowie rodzin uciekają się do używek, nadmiernego spożywania alkoholu, lekarstw, czy narkotyków. Szczególnie popularnym środkiem jest alkohol, ponieważ jest ogólnie dostępny. „Jednakże to, czy dana osoba będzie piła lub uzależni się od innych substancji pod wpływem stresu, zależy od wielu czynników, w tym od zachowań jednostki związanych z piciem, oraz oczekiwań dotyczących wpływu alkoholu na stres, intensywności i typu stresora, indywidualnego poczucia kontroli nad czynnikiem stresującym, zakresu stosowanych sposobów radzenia sobie ze stresem oraz od dostępności wsparcia społecznego, pełniącego rolę „bufora” chroniącego przed negatywnymi skutkami stresu.”22 W wyniku nadużywania alkoholu dochodzi do pogłębienia problemów rodzinnych, agresji, a przez to interwencji policji i problemów z prawem. „Adrianna Gryszka zauważa, że osoby niepełnosprawne są bardziej od pełnosprawnych narażone na przemoc, a decyduje o tym wiele czynników, m.in. ich zależność od innych, społeczna izolacja, częste ubóstwo, brak autonomii finansowej i wykluczenie z rynku pracy, niewystarczająca ilość odpowiednich usług i wsparcia oraz dyskryminacja.”23 W przypadkach przemocy fizycznej i psychicznej jedynym i ostatecznym rozwiązaniem jest Interwencja Kryzysowa – „Zespół interdyscyplinarnych, profesjonalnych, celowych i skoordynowanych oddziaływań, wykorzystujących zasoby klienta kryzysowego, jego naturalnego otoczenia społecznego oraz instytucji pomagających, których celem jest ułatwienie odzyskania przezeń równowagi wewnętrznej i poczucia sprawczości oraz rozwiązania problemu /problemów/ stanowiących podłoże doświadczenia kryzysowego.”24 Konkludując powyższą definicje można stwierdzić, że Interwencje Kryzysową, stosuje się bezpośrednio do sytuacji i związane jest to z tym, co aktualnie dzieje się w rodzinie, aby jej natychmiast pomóc. Często jednak pomoc taka musi trwać bardzo długo i skojarzona jest z osobami i instytucjami z różnych dziedzin życia społecznego, co dla wielu stanowi, wielkie utrudnienie. W zasadzie każdy dzień rodziny opiekującej się osobą niepełnosprawną nasycony jest mniejszymi lub większymi emocjami, które mają charakter stresorów, czyli czynników wywołujących stres. Duszenie ich w sobie, albo nadmierna ekspozycja to jedna z wielu przyczyn problemów małżeńskich nie tylko tych dotkniętych niepełnosprawnością. „U niektórych osób próg powstrzymujący emocje…jest tak wysoki, że fale złości i pogardy prawie nigdy go nie przekraczają, natomiast u innych nawet łagodna krytyka ze strony małżonka wywołuje powódź.25 Co jednak nie musi się kończyć Interwencją Kryzysową, ale w sposób znaczny może utrudnić interakcje w rodzinie. Kolejny stresor to czas, który zmusza do podejmowania decyzji w pośpiechu, osoba opiekująca się chorym czy niepełnosprawnym, musi umiejętniej organizować czas. Wiele czynności, które są dla przeciętnej osoby proste i praktycznie nie wymagają poświęcenia znacznej ilości czasu, dla takich rodzin w zależności od stopnia niepełnosprawności jest często barierą wręcz nie do pokonania. Codzienna toaleta, przygotowanie posiłków często ze specyficznych produktów pozwiązanych z dietą, ubiór przed wyjściem do pracy i szkoły. To nie jedyne przykłady, które sprawiają, iż w takich okolicznościach nie sposób pozbyć się napięcia spowodowanego upływem czasu. Wpływa on na subiektywne podejście członków rodziny do wielu spraw i niemożnością komunikowania się w ważnych dla rodziny kwestiach. „Najistotniejszym czynnikiem, który negatywnie wpływa na jakość życia rodziny jest permamentne ograniczenie czasu wolnego rodziców, spowodowane koniecznością stałej opieki nad dzieckiem (Chmielnik, 2008)”26 Mężczyźni i kobiety w małżeństwie w którym wymagana jest opieka nad członkiem rodziny, „potrzebują nieustannego dostrajania się do warunków jakie ich spotykają, uwzględniając przy tym swoje indywidualne wartości osobowościowe, oraz płciowe, dzięki temu pozbędą się niektórych przynajmniej problemów.27

– tylko jak je uwzględnić kiedy nie ma czasu nawet na odpowiednie wyprasowanie koszuli przed wyjściem do pracy. Ta dygresja jest poparta własnym doświadczeniem…

Kolejnym stresorem w życiu rodzin żyjących z dzieckiem niepełnosprawnym to zasoby materialne. Koszty leczenia, koszty transportu na rehabilitacje, koszty implantów, ortez, protez, diety, koszty specjalnie dostosowanego samochodu i jego eksploatacja, koszty dostosowania mieszkania, koszty wynikające z zabezpieczenia finansowego gospodarstwa domowego, „…sytuacja rodzin wychowujących niepełnosprawne dzieci jest dalece odmienna od tej, w jakiej funkcjonują rodziny posiadające dzieci pełnosprawne”28 Często przy tym mogą się pojawić złe warunki higieniczne, ciasnota w mieszkaniu, nieodpowiedni sposób odżywiania się. Badania potrzeb bytowych w rodzinach opiekujących się osobą niepełnosprawną w województwie Lubelskim wykazały, że aż, „70, 13% z nich ocenia swoje obecne mieszkanie jako niewystarczające dla rodziny oraz dziecka z niepełnosprawnością.”29Te same badania również ukazują, że wydatki ponoszone przez badane rodziny na zajęcia specjalistyczne dla dziecka niepełnosprawnego są pięciokrotnie wyższe od wydatków przeznaczanych na dzieci sprawne. Badani najczęściej postulowali, że w celu poprawienia warunków mieszkaniowych rodziny należałoby: doposażyć pokój dziecka, zwiększyć powierzchnię mieszkania lub zaadaptować łazienkę do potrzeb dziecka. Pojawiły się też propozycje zmian architektonicznych np. montaż windy czy podjazdu, które ułatwią poruszanie się dziecku z niepełnosprawnością. Zgodnie z badaniami psychologi społecznej w sytuacjach gdzie warunki mieszkaniowe są niskie, a mieszkaniu towarzyszy hałas, znacznie wzrasta niepokój i niezadowolenie, czego konsekwencją jest życie w zwiększonym stresie. W skrajnych warunkach zwiększa się prawdopodobieństwo narażenia na przykre reakcje ze strony, środowiska lokalnego i zawodowego, które jest w lepszej sytuacji materialnej, co tylko wzmaga poczucie stresu i dyskomfortu. Konsekwencją tego bywa wycofanie społeczne. Według badań przeprowadzonych na terenie naszego kraju przez Pentor Reserach International wynika, że „Izolacja, a zarazem w pewnym sensie deprecjacja środowiska osób niepełnosprawnych w największym stopniu uwidacznia się w znacznie obiegających od średniej europejskiej niskich wskaźnikach aktywności zawodowej oraz wykształcenia.”30 Wniosek z tego płynie taki, że pewne sytuacje w życiu osób związanych z niepełnosprawnością mają charakter sprzężenia zwrotnego, w którym jedne elementy wpływają na drugie, tworząc co raz to większe problemy. Nieodpowiednie warunki mieszkaniowe wpływają na relacje interpersonalne, te zaś na motywacje do zdobywania wiedzy i pracy, brak pracy wpływa na pogorszenie sytuacji materialnej itd. Kolejnym stresorem również bardzo istotnym jest otoczenie społeczne, a dokładnie jego wpływ na interakcje międzyludzkie rodziny opiekującej się osobą niepełnosprawną i nią samą w miejscu zamieszkania, pracy, oraz w rodzinie. Poprawność polityczna i socjotechniczna urzędników, pracowników opieki społecznej oraz pracodawców również odgrywa tu ważną rolę. Od globalnych doktryn dotyczących zachowań w kolejce sklepowej, w świątyni (np. podczas mszy), w pracy zawodowej do sposobu spędzania czasu wolnego. Pentor Research International prezentuje, że ta tendencja szczególnie uwidacznia się w sytuacjach zatrudniania osób niepełnosprawnych „…przedstawiciele firm z otwartego rynku pracy bardzo nisko oceniają kwalifikacje i kompetencje posiadane przez niepełnosprawnych oraz że patrzą na osoby niepełnosprawne przez pryzmat negatywnych stereotypów, które w większości przypadków nie dopuszczają do przeprowadzenia merytorycznej oceny prezentowanych przez nich kwalifikacji i umiejętności.”31 Według tych badań to właśnie firmy z otwartego rynku pracy najczęściej przyznawały, że niepełnosprawni w ogóle nie mają mocnych stron. W związku z powyższym osoba niepełnosprawna i jego rodzina zmuszona jest do bezpośredniego obcowania ze schematami, stereotypami i uprzedzeniami, dyskryminacją, wykluczeniem społecznym oraz ostracyzmem. „U osób niepełnosprawnych mogą powstać zaburzenia osobowości jako rezultat niesprzyjających warunków środowiskowych, np. ciągłego przeżywania skutków swojej niepełnosprawności.”32 Ostracyzm jest szczególnie dotkliwy, ponieważ polega na tym, że „…grupa ignoruje jednostkę, rodzinę, lekceważy potencjał fizyczny i intelektualny, nie przyjmuje do świadomości jej wypowiedzi”.33 Na taką postawę grupy składa się szereg drobnych manipulacji, aktów odrzucenia, choć nie są one wprost nazywane. „Badania wskazują, że społeczny obraz osoby niepełnosprawnej jest w dalszym ciągu szczególnie niekorzystny, co stanowi źródło stresu i przykrości dla całej rodziny.”34 Po drugie są sytuacje, których najzwyklej nie da się pogodzić. Nie da się wspólnie jeździć na nartach, rolkach czy na rowerze, nie da się spokojnie obejrzeć filmu w kinie, nie da się bawić w te same zabawy na basenie. Można to wszystko robić, ale tylko w pewnym sensie, ponieważ nie pozwala na to niepełnosprawność, oczywiście sens wymienionych wyżej przykładów, będzie się zmieniał wraz ze stopniem niepełnosprawności. „Społeczeństwo zaczyna reagować restrykcyjnie na chorego wtedy, gdy traci on kontrolę nad swym zachowaniem, jest uciążliwy…notorycznie łamie zasady współżycia sąsiedzkiego oraz normy prawne, lub wreszcie nie spełnia wyznaczonych mu funkcji społecznych i zawodowych.”35 Następną rzeczą korelującą ze stresem w rodzinach z osobą niepełnosprawną jest edukacja dziecka i związane z nią trudności. „Czynnikiem niewątpliwie ograniczającym motywację osób niepełnosprawnych do podejmowania nauki jest dość powszechnie wyrażane przekonanie o braku możliwości w tym zakresie, oraz poczucie bycia dyskryminowanym w zakresie edukacji (poniekąd uzasadnione w świetle danych dotyczących traktowania osób niepełnosprawnych w szkołach integracyjnych, danych dotyczących odsetka niepełnosprawnych, którym sugerowano przeniesienie się do innej szkoły, czy też skali zjawiska jawnego wyszydzania i drwienia.”36 Zauważymy tu jak wielką rolę odgrywa wpływ społeczny, który jest bardzo silny i nie rzadko potrafi zdominowć różnice indywidualne osoby. W sytuacjach trudnych i ciężkich, cała rodzina (babcie, dziadkowie, wójkowie i ciotki) wszyscy biorą odpowiedzialność za dziecko wymagające stałej opieki, co w niektórych przypadkach jest wręcz zbawienne dla rodziny i ratuje ją przed problemami. Niestety w innych przypadkach taka odpowiedzialność brana jest zbyt dosłownie. „Do chodzi do wywoływania presji przez osoby pomagające, które w imię oferowanej pomocy, bezprecedensowo narzucają decyzje odnośnie sposobu leczenia, rehabilitacji, w skrajnych przypadkach form odżywiania i sposobu mieszkania.”37 Koszty takiej interakcji potrafią być katastrofalne. Sumowanie się takich rad i uczynków może doprowadzić nawet do linczu i znęcania się psychicznego nad prawowitym opiekunem osoby chorej mającym inne zdanie. Zdolność do narzucania sobie woli przez osoby, które uzależniają od siebie rodziny udzielaną im pomocą, oprócz cech osobowościowych wynika często z tego, że człowiek uwikłany w opiekę nad niepełnosprawnym, nie ma przez tnią czasu na wiele spraw i przejmuje tezy, sugestie od tych, co są relatywnie blisko i są z nim emocjonalnie związani. Tego typu zachowania również mogą wystąpić wśród małżeństw i związków w których nie występuje zainteresowanie rodziny. Wtedy tego typu inicjatywy mogą przejawiać przyjaciele, sąsiedzi, czy urzędnicy, których uwarunkowania są często nie do pokonania dla opiekunów, a których pomoc jest niezbędna.

W ostatnim czasie regularnie media podają, że urzędnik, kurator, lub opiekun socjalny który zobowiązany jest do pracy pomocowej doprowadził do sytuacji, w której rodzinie zostało odebrane chore lub niepełnosprawne dziecko, nie zapewniwszy mu uprzedniej pomocy.

Dodatkowym efektem przedłużającego się stresu jest tzw. wypalenie zawodowe, które dotyka opiekunów osób chorych często szybciej i bardziej boleśnie i które według ostatnich badań dotyczy również relacji rodzinnych. Wypalenie zawodowe niezmiernie rzadko jest wykrywane odpowiednio wcześnie, sama osoba w trakcie takiego wypalania, niezmiernie rzadko jest w stanie zorientować się, co się z nią dzieje. „W Polsce niestety brak takiej opieki nad opiekunami, w efekcie czego część osób w ogóle nie uzyskuje pomocy, a inne szukają jej na własną rękę, ale z reguły dość późno, gdy symptomy wypalenia są już znacznie rozwinięte.”38 Trzeba przy tym pamiętać, że profilaktyka i pomoc psychologiczna najlepiej działają we wczesnym stadium wypalenia. Życie rodzin z osobą chorą lub niepełnosprawną to wiele zmiennych, które nieustannie wpływają na to, co percepcja obserwatora widzi w efekcie końcowym, jeśli w ogóle zechce spojrzeć. „Ponieważ podstawową przyczyną chronicznego stresu u opiekunów osób niepełnosprawnych jest nadmierne obciążenie obowiązkami, do profilaktyki trzeba włączyć redukowanie tego obciążenia,”39. Regularne informowanie środowiska zawodowego, rodzinnego i lokalnego o towarzyszącej sytuacji z wiązanej z podopiecznym, oczywiście stosownie do wymagań poszczególnych grup, ponieważ nadmierna wylewność może przynieść odwrotny skutek, może przynieść pozytywne reakcje. Osoby zawodowo zajmujące się udzielaniem pomocy rodzinom z osobą niepełnosprawną, zobowiązane są do udzielania im niezbędnego wsparcia zgodnie z etyką zawodową oraz statusem instytucjonalnym jednostki w której pracują. Bardzo ważne są zajęcia psychoedukacyjne mówiące nie tylko o problemach i potrzebach niepełnosprawnych, ale przede wszystkim o konsekwencjach ponoszonych przez opiekunów i ich rodziny w wyniku nieustannej opieki nad podopiecznym. Sposobów radzenia sobie sobie ze stresem, poczuciem winy, czy obniżonym poczuciem własnej wartości. Oczywiście osoby, takie powinny mieć dodatkowo ułatwiony dostęp do kompetentnej pomocy psychologicznej. Ciężar rodzin w których występuje osoba niepełnosprawna ma zróżnicowany charakter, trwanie w idei jak największej pomocy własnemu dziecku i miłości, często przysłania inne równie ważne elementy życia.

PODSUMOWANIE

Reasumując, na podstawie przedstawionych treści, wynika, że odpowiedzią na pytania postawione na wstępie jest cały powyższy materiał, którego treści stanowią tendencję dominującą wobec czynników stresotwórczych w rodzinach opiekujących się osoba niepełnosprawną. Hipoteza, która stała się predyktorem powyższych rozważań, została potwierdzona, choć nie w pełni, ponieważ wymaga głębszej analizy lektur i dostępnych badań dotyczących stresu w rodzinach z niepełnosprawnością. Co stanowić może przyczynek powstania nowych badań, czy pracy naukowej oscylujących wokół postawionej hipotezy. Na podstawie przeanalizowanych treści wynika, że życie zarówno osób niepełnosprawnych jak i ich opiekunów oraz rodzin uwarunkowane jest stresem, objawiającym się w wielu aspektach życia z druzgocącym wpływem na zasoby emocjonalne, psychiczne i społeczne Rodziny, które opiekują się niepełnosprawną osobą, zmagają się z indywidualnymi problemami, dźwigają własny ciężar i ślady tych doświadczeń pozostają już na zawsze. Brakuje czasu i sił na utrzymywanie znajomości i przyjaźni. Opieka nad osobą chorą zmusza do wyrzeczeń, relacje w małżeństwie zmieniają się często bezpowrotnie. W natłoku spraw i obowiązków znika to, co było bazą związku i co scalało partnerów. Rodziny opiekujące się osobą niepełnosprawną nie można traktować jako „normalnej” rodziny, bo nią nie są. Rodzic żyje w niekończącej się spirali opieki nad dzieckiem, rozwój zawodowy przy tym jest często nie możliwy, brak możliwości odpoczynku, szczególnie psychicznego od ciężaru choroby dziecka. Istotnym problemem stwarzającym rozwój stresu wśród rodzin opiekujących się osobą chorą jest sprawowanie stałej opieki z przerwami na pobyt dziecka w placówce edukacjno-rehabilitacyjnej, ponieważ nie pozwala on na podjęcie zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy, natomiast zatrudnienie w niepełnym wymiarze czasu pracy, przynosi niewielkie dochody, które nie rekompensują rezygnacji ze świadczenia pielęgnacyjnego. Zjawisko stresu dotyczy wielu komórek społeczeństwa przez co, istnieje wiele programów, czy też terapii, które mają za zadnie obniżać jego skutki, w celu poprawy jakości życia. Niestety odnośnie rodzin zajmujących się osobą niepełnosprawną, wciąż jest brak konkretnych działań, zarówno ze strony naukowej, jak i administracyjno-państwowej, które mogły by stworzyć program pomocy redukowania stresu dla rodzin znajdujących się w takiej sytuacji, oraz nagłośnienie go w opinii publicznej, aby uwarunkowania społeczne zwracały większą uwagę, na tego typu wydarzenia losowe. Najczęściej wymienia się ogólne wszystkim, cechy radzenia sobie ze stresem, co w tym przypadku, – moim zdaniem jest zdecydowanie niewystarczające, zważywszy na ilość czynników wywołujących stres oraz jego konsekwencji zarówno dla niepełnosprawnego dziecka jak i jego rodziny. W tej sytuacji wydaje się być rzeczą nadrzędną stworzenie programu badawczego, który wskaże konkretne drogi radzenia sobie ze stresem w takich przypadkach. Jest to na dzień dzisiejszy moim priorytetem, żywię przy tym nadzieje, że uda mi się go zrealizować. Tak jak już nadmieniłem jestem ojcem dziecka o znacznym stopniu niepełnosprawności, regularnie spotykam się z rodzinami podobnymi do mojej, oraz towarzyszącymi nam problemami. Niejednokrotnie są to rodziny, znajdujące się na skraju możliwości, przytłoczone niemal każdym przypadkiem, który opisałem powyżej. Tak jak różnice indywidualne stanowią o naszej różnorodności, tak zasoby i potencjał emocjonalny stanowi o wytrzymałości rodzin z osobą niepełnosprawną.

Mając to szczęście, być osobą otoczoną miłością, pomocą i wsparciem ze strony rodziny i przyjaciół, łatwiej jest mi tworzyć rodzinę – choć nie obywa się bez problemów – w której centralną częścią pochłaniającą czas i motywacje każdego dnia, jest moja córeczka zmagająca się z Mózgowym Porażeniem Dziecięcym.

Bibliografia i Literatura:

  • Mózg a zachowanie – Redakcja zbiorowa, T.Górska, A.Grabowska, J.Zagrodzka, Wydawnictwo PWN 2012,rozdział 18 – Marcin Gierdalski

  • Psychologia, J. Strelau, tom 3. GWP, Gdańsk 2007

  • Wspieranie rodziny z niepełnosprawnym dzieckiem wyzwaniem dla pracy socjalnej – Badania rodzin z niepełnosprawnymi dziećmi w województwie lubelskim, koordynacja naukowa dr hab. Wojciech Otrębski, Europerspektywa Beata Romejko, 2011

  • Biologiczne Podstawy Psychologii, James W. Kalat, Wydawnictwo PWN 2013, rozdział – Stres i zdrowie

  • Inteligencja Emocjonalna, Daniel Goleman, Wydawnictwo Media rodzina 2005, rozdział – Zatopienie, pogrążenie się małżeństwa

  • Psychologia Społeczna, Bogdan Wojcieszke, Wydawnictwo naukowe Scholar 2013

  • Psychologia społeczna, Eliot Aronson, Timothy D. Wilson, Robin M. Akert, Wydawnictwo Zysk I S-KA, 2012

  • Psychologia rozwojowa, 2013, tom 18, nr 2, Dorota Suwalska-Barancewicz, Alicja Malina, Instytut Psychologii, Uniwersytet Kazimierza Wielkiego, Bydgoszcz

  • Podręcznik stosowania metody diagnostycznej – Kwestionariusz Kompetencji Społeczno-Zawodowych – M. Brodowska, M. Kostecka-Rogowska, B. Kozak, Kapitał Ludzki, 2013

  • Problemy psychospołeczne osób przewlekle chorych i niepełnosprawnych- M. Rynkiewicz, J.Czernicki Wydawnictwo UR 2010, Przegląd Medyczny Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2010

  • Psychologiczne problemy rodziców dzieci z zaburzeniami rozwoju. E. Pisula, Wydawnictwa U.W, Warszawa, 1998

  • Psychologia życia społecznego, W. Wosińska, GWP, Gdańsk, 2004

  • Badania wpływu kierunku i poziomu wykształcenia na aktywność zawodową osób niepełnosprawnych – Raport końcowy – Pentor Reserach International,

  • Dziecko niepełnosprawne w rodzinie, Praca zbiorowa pod redakcją Ireny Obuchowskiej, wydanie trzecie, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne S.A. 1999

  • Mózgowe porażenie dziecięce, Maria Król, Wydawnictwo Harmonia, 2010

  • Mózgowe porażenie dziecięce, Problemy psychologiczno – pedagogiczne. Warszawa: Akademia Pedagogiki Specjalnej. Obuchowska, Krawczyński 1991

  • Stres, terapia i autoterapia, Everly, Rosenfeld, Wydawnictwo PWN Warszawa 1992

  • Jak uniknąć objawów wypalenia w pracy z chorymi, Anczewska, Roszczyńska, Instytut Psychiatrii i Neurologii, Warszawa, 2004

  • Przemoc wobec osób z niepełnosprawnością – jak pomagać? A. Gryszka, „Niebieska Linia” nr 4. 2011

  • Zmaganie się z problemami dnia codziennego przez rodziców wychowujących dziecko z niepełnosprawnością umysłową (w świetle badań własnych), M. Karwowska, – „Rocznik Naukowy Kujawsko-Pomorskiej Szkoły Wyższej w Bydgoszczy Nauki o Edukacji”. Wydawnictwo KPSW, Bydgoszcz 2004

  • Wypalenie – w perspektywie wielowymiarowej, Ch. Maslach, H. Sęk, Wypalenie zawodowe. Przyczyny i zapobieganie, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2006

  • Wybrane zagadnienia interwencji kryzysowej, Badura – Madej, Wydawnictwo Naukowe Śląsk 1996

  • Niepełnosprawność ruchowa Między diagnozą a działaniem, P. Wolski, Publikacja współfinansowana ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego, Warszawa 2013

  • Ten years on: a longitudinal study of families of children with autism, D.E. Gray, Journal of Intellectual & Developmental Disability, 2002, 27, 215-222

  • Matki dzieci niepełnosprawnych wobec problemów życiowych, M. Sekułowicz, Wrocław, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego. 2000

  • Oblicza upośledzenia M. Kościelska, Warszawa: PWN, 1995

Literatura internetowa: www.niebieskalinia.plwww.interwencjakryzysowa.plwww.ptp.org.plhttps://faculty.unlv.edu/sloe/Courses/EPY%20702/Class%20Exercises/Qualitative%20Critique%20Article/Qualitative_Group4.pdfhttps://www.pfron.org.pl/ftp/dokumenty/Badania_i_analizy/Raport_CZESC_1z6_final.pdf

 

Reklamy